czwartek, 29 listopada 2012

Brandon Mull "Baśniobór".

Brandon Mull
Baśniobór
W.A.B. 2011

Połknęłam. Dosłownie. Książka przeznaczona dla dzieci od lat dziewięciu pochłonęła mnie całkowicie. Świetna. 

Setha i Kendrę poznajemy, gdy wraz z rodzicami jadą do dziadków. Dzieci nie są zachwycone perspektywą spędzenia kilkunastu dni z ludźmi, których ledwo znają. Dziadkowie też nie są zachwyceni ich wizytą, ale wydaje się, że żadna ze stron nie miała wielkiego wyboru, więc trzeba jakoś przetrwać ten czas, a potem ładnie się pożegnać. 
Dzieciaki nie mają pojęcia, jakie tajemnice kryje w sobie miejsce, które dziadkowie wybrali na dom. Od pierwszego dnia pobytu Seth i Kendra zaczynają dostrzegać inność, która ich otacza. Chłopak jest bardziej ciekawski, odważny niż siostra i to głównie dzięki niemu rodzeństwo szybko przekona się, że posiadłość dziadków to nie zwykły dom z ogrodem, ale rezerwat magicznych stworzeń. Baśniobór.
Miejsce, które kryje w sobie wiele fascynujących, ale i niebezpiecznych dziwów. A dziadkowie nie są pogodnymi staruszkami, pielęgnującymi roślinki i popijającymi herbatkę. 

Przygoda połączona z magią. To lubię.
Jak to w książkach dla dzieci bywa - utarte schematy, wyraźny podział na dobro i zło, ale wszystko podane interesująco. Nawet przez chwilę nie nudziłam się w trakcie lektury.
Pewnie, że jako dorosły czytelnik, znalazłabym niedociągnięcia, ale ich nie szukałam.
Jestem przekonana, że dzieciom czytanie tej książki sprawi wiele przyjemności i rozbudzi ciekawość na więcej. Ja już się cieszę, że są kolejne części Baśnioboru.

środa, 28 listopada 2012

Janusz Leon Wiśniewski "Ukrwienia".

Janusz Leon Wiśniewski
Ukrwienia
Wydawnictwo Literackie 2011

To, że mam sentyment do twórczości pana Wiśniewskiego, wiadomo. To, że nie spodziewam się przeczytać lepszej książki niż Samotność w Sieci, też wiadomo. Sięgam jednak po kolejne powieści, opowiadania, zbiory felietonów, szukając tego, czym zauroczyła mnie debiutancka powieść autora. To było COŚ. Pod koniec 2001 roku (dobrze pamiętam, bo był to nie tylko okres przedświąteczny) przeczytałam Samotność w Sieci dwukrotnie. Do tej pory nie wiem, dlaczego to zrobiłam i jakim cudem ponowna lektura książki, której fabuła świeżo jeszcze pobrzmiewała w mej pamięci, sprawiła mi przyjemność. Fakty są faktami i tak właśnie było. Później nie wracałam do Samotności w Sieci, a może powinnam to zrobić i przekonać się, czy opinia sprzed dziesięciu lat jest nadal aktualna.

Ukrwienia to zbiór bardzo krótkich opowiadań czy felietonów o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, głównie damsko - męskich (autor w takowych się specjalizuje). Domieszka faktów naukowych, potwierdzających lub zaprzeczających istnieniu pewnych zachowań, sprawia, że felietony (a jednak) stają się bardziej interesujące. Cały czas zadziwia mnie spostrzegawczość Wiśniewskiego. Jestem pod wrażeniem historii, które snuje w swoich książkach. Zachwycam się stylem pisania mężczyzny, w którym odnajduję wiele z kobiecej strony patrzenia na świat.
Wszystko, o czym czytam w Ukrwieniach, już było. Mnie to nie przeszkadza. Od czasu do czasu lubię zanurzyć się w świecie opisywanym przez autora Samotności... i powtarzalność tematów, wątków, słów nie jest dla mnie czynnikiem dyskwalifikującym jego twórczość. Sięgając po kolejną książkę Wiśniewskiego spodziewam się tego, co otrzymuję i w większości przypadków jestem usatysfakcjonowana.

sobota, 24 listopada 2012

Magda Szabo "Tajemnica Abigel".

Magda Szabo
Tajemnica Abigel
C&T 1995

Gdybym wcześniej nie czytała recenzji, w większości pozytywnych, tej powieści, nie przyniosłabym książki z kiczowatą okładką do domu. Wiem, nie ocenia się książki po okładce, ale mnie ta odstrasza i kojarzy się z tanim romansem, a powieści węgierskiej pisarki nic nie łączy z tym gatunkiem literackim.

II wojna światowa. Węgry. Wychowywana w dobrobycie czternastoletnia Gina nagle dowiaduje się, że wyjedzie na pensję dla dziewcząt. Nikt nie tłumaczy nastolatce, dlaczego musi opuścić rodzinny dom. Dziewczyna trafia w miejsce nieprzyjazne, w którym ważniejsze od uczuć są surowe zasady, a najbliższe sercu pamiątki trzeba ukrywać przed personelem. W szkole imienia biskupa Matuli nie ma miejsca na sentymenty, własne upodobania, szczere rozmowy. W tym zamkniętym i dusznym otoczeniu Gina nie może się odnaleźć. Na tle innych dziewcząt wydaje się krnąbrna, zbuntowana, niewdzięczna. Matulanki przyjmują ją do swego grona, są serdeczne i od razu obdarzają "nową" zaufaniem, a Gina niefortunnie zawodzi koleżanki i przez to pobyt na pensji jeszcze bardziej jej doskwiera. Z biegiem czasu konflikt między dziewczętami wygaśnie, a Gina pozna powód, dla którego została zamknięta w nieprzyjaznej instytucji. Ta wiedza sprawi, że nastolatka przestanie traktować pensję jak więzienie i w przyspieszonym tempie dojrzeje. Bogatsza o informacje uzyskane od ojca, Gina spojrzy na surową codzienność łagodniejszym okiem.

Wojna toczy się za murami pensji, ale wpływa na losy dziewcząt. Magda Szabo delikatnie dotyka tematu eksterminacji Żydów i walki wojska z ruchem oporu. Więcej miejsca poświęca relacjom, które panują na pensji - dziewczęta się przyjaźnią, wspierają, wspólnie oswajają trudną codzienność, mają swoje sympatie i antypatie wobec nauczycieli, cieszą się z drobiazgów i wykazują ogromną empatię, gdy koleżance dzieje się krzywda. Jednak okrutna wojna nie jest tematem drugorzędnym. Delikatnie wtopiona w akcję nie daje o sobie zapomnieć.

Tajemnica Abigel to bardzo dobra powieść. Magda Szabo zachwyca przede wszystkim prostym, ale wyrazistym stylem, dzięki któremu wciąga czytelnika w, wydawałoby się, nudny i powtarzalny świat szkolnej rzeczywistości. Na tym polega siła dobrego pióra. Niby nic wielkiego się nie dzieje, akcja nie przeskakuje z jednego wątku na drugi, a nie sposób się oderwać od lektury.

środa, 21 listopada 2012

dwa dobre filmy.

www.filmweb.pl
W drodze (reż. Walter Salles, 2012), 8/10

Poszukujemy sensu życia. Miotamy się. Wątpimy. Upadają autorytety. Momentami ciężko pogodzić się z codziennością. Lepiej być w drodze, błądzić, doświadczać nowego i nieznanego, a przez to pociągającego. To wydaje się ŻYCIEM, a takiej egzystencji nie przystoi praca i odpowiedzialność. Nie ma celu. Celem jest droga...

Młodzi ludzie. Piękni dwudziestoletni. Połowa XX wieku. Ameryka. Początkujący pisarz (Sal) i wolny duch (Dean) "dominują" na ekranie. Zawłaszczają sobie uwagę widza. Fascynują i drażnią. Odurzone narkotykami artystyczne dusze żyją chwilą. Chłoną to, co teraz, nie myśląc o jutrze. Uciekają przed nudną codziennością, nie zwracając uwagi na potrzeby innych. W poszukiwaniu nieuchwytnego przemierzają Amerykę. Dziwna to przyjaźń: toksyczna, osaczająca, nie taka na śmierć i życie, ale mocna. Każdy z bohaterów jest dla drugiego natchnieniem. Mężczyźni próbują odnaleźć siebie na wiele sposobów, ale częściej gubią się w oparach marihuany.

Klimat filmu jest genialny. Neurotyczny, zamroczony, bezpruderyjny. Mój ulubiony motyw, jeśli chodzi o literaturę i film, to poszukiwanie siebie. Bohaterowie myślą, czytają Prousta, dosłownie i w przenośni są w drodze. Trochę bohemy, trochę intelektualizmu, dobrze odmalowane realia lat 50-tych XXw. Sal, Dean, Carlo czy Marylou (w tej roli całkiem niezła Kristen Stewart) są zachłanni na życie, na doznania i rozkosze. Pragną ekstatycznych przeżyć, niebezpiecznych i głębokich. Nieprzeciętnego życia. Buntują się przeciwko szarzyźnie codzienności, przeciwko obowiązkom... Ideałem jest niczym nieskrępowane życie artysty, ale ludzką egzystencję prędzej czy później "coś" zaczyna krępować.

W drodze to ekranizacja książki Jacka Kerouaca. Nie czytałam, a od dawna chciałam i żałuję, że nie zrobiłam tego przed obejrzeniem filmu.

www.filmweb.pl
Nietykalni (reż. Olivier Nakache, Eric Toledano, 2012), 8/10

Film, który oczarował wielu widzów, nie wnosi do kina niczego nowego. Historia, oparta na faktach, opowiada o pięknej przyjaźni między niepełnosprawnym bogaczem a mężczyzną z nizin społecznych, który niespodziewanie staje się opiekunem i towarzyszem tego pierwszego. Relacja, która ich łączy, jest szczera, otwarta i budująca.
Ludzie lubią opowieści, które pokazują, że nic nie jest przesądzone i na zawsze, że zmiany są możliwe, a najgorszy los może się odmienić. Ktoś, kto nie ma nic, zaczyna zarabiać. Ktoś, kto się staczał, wychodzi na prostą. Ktoś nieszczęśliwy dostrzega jasną stronę życia. Philippe i Driss w normalnych okolicznościach nie zwróciliby na siebie uwagi. Różni ich wszystko, a jednocześnie wspaniale się uzupełniają.
Oscara przyznałabym aktorowi, odgrywającemu rolę Drissa. Omar Sy gra całym sobą, angażuje się, sprawia, że film nabiera dynamiki. Jest emocjonalny, głośny i stanowi doskonały kontrast wobec statecznego i nudnego otoczenia.
Nietykalni to bardzo dobry film, który zostaje w pamięci. Jego siła tkwi w pozytywnym przekazie: życie jest piękne, nawet jeśli po drodze potykasz się, błądzisz, cierpisz, to warto czerpać z życia pełnymi garściami, a przyjaźń pielęgnować i doceniać...


środa, 14 listopada 2012

filmy.

www.filmweb.pl
Uwodziciel (reż. Declan Donnellan, Nick Ormerod, 2012), 4/10

Słaby. Nudny. Bez wyrazu.
Film opowiada historię biednego żołnierza, który po powrocie z frontu nie wie, co ze sobą począć. Mamy rok 1980, jesteśmy w Paryżu, pełnym uciech i pięknych kobiet. Duroc spotyka dawnego znajomego, który proponuje mu pracę w gazecie. Młodzian nie ma doświadczenia i zdolności, ale znajduje inny sposób na wyrobienie sobie pozycji. Jest zdeterminowany, by osiągnąć sukces, pieniądze i władzę i zrobi wszystko, by nie podzielić losu ubogich rodziców.
Jego niezaprzeczalnym atutem jest uroda i kobiety dosłownie rzucają się przed nim na kolana. Wystarczy tylko zainteresować sobą odpowiednie niewiasty, a reszta przyjdzie sama...
Lubię takie historie. Ten czas, te kostiumy, te kobiety...Jednak Uwodziciel mnie nie przekonał. Nie widziałam w filmie dobrze zagranej roli, nie targały mną żadne emocje, a te, których doświadczali bohaterowie, były mdłe i wymuszone.
www.filmweb.pl

Big Love (reż. Barbara Białowąs, 2012), 6/10

Mam mieszane uczucia. Kotłują się w mojej głowie sprzeczności, wątpliwości, ale i lekkie uznanie dla tego obrazu. Nie podobała mi się ta miłość, ale elektryzowała. Nie polubiłam ani Jej, ani Jego. W swoim szalonym pomyśle na życie byli dziecinni, rozchwiani, często głupi. Wielka miłość rządzi się własnymi prawami? Może być śmiercionośna? Przymyka oko na idiotyzmy? Nie myśli, tylko czyni? Podobno w pierwszej fazie. Później mądrzeje. Emilka i Maciej nie zmądrzeli. Do końca pozostali szczeniakami, szukającymi własnej drogi, zazdrosnymi.
Big Love pokazuje miłość egoistyczną, zagarniającą, taką, która nie ma szans na przetrwanie. Nie pozwala głębiej odetchnąć. Czasami jest to uczucie bardzo brzydkie, uwłaczające drugiej osobie. Takie, które przestaje zasługiwać na Love. Tym bardziej na Big.
Nie zachwyciłam się filmem pani Białowąs. W mojej pamięci pozostanie finałowa piosenka. Więcej nic.
Jednak Big Love wciąga. Zaprasza do udziału w tragikomedii, której nie sposób przewinąć. Wyłączyć. Musisz patrzeć, nawet jeśli Big Love okazuje się Stupid Love.

www.filmweb.pl
Ted (reż. Seth MacFarlane, 2012), 3/10

Zawiodłam się bardzo na Tedzie. Ani zabawny ten miś, ani słodki, ani błyskotliwy. Raczej odpychający, sypiący kiepskimi i żenującymi tekstami.
Historia niezwykłej przyjaźni chłopca i misia słodko się rozpoczyna, ale kiedy ten sam chłopiec ma 35 lat, pracę, dziewczynę i wydaje się, że już wkroczył w tzw. dorosłe życie, a w dalszym ciągu godzinami przesiaduje na kanapie z misiem, przestaje być uroczo.

Może mam inne niż większość poczucie humoru i dlatego nie uważam Teda za świetną komedię. Mnie nie śmieszył. Nie dostrzegłam też w filmie głębszego przesłania, które nadałoby filmowi rys psychologiczno - obyczajowy. To, że obraz ukazuje wagę przyjaźni jako takiej, jest oczywiste od początku do końca. To, że w pewnym momencie zbyt absorbujący pluszowy kumpel, zacznie przeszkadzać dziewczynie i związek dwojga ludzi zacznie się sypać, też łatwo przewidzieć. Jednak nawet jeśli komedia niczym nie zaskakuje, to przynajmniej powinna śmieszyć. Niestety, nawet się nie uśmiechałam.

Najlepsze, co mi się ostatnio na ekranie "przytrafiło" to kilka odcinków serialu The Killing. Zakończyłam doskonałe spotkanie, co mnie trochę smuci, ale przeciąganie śledztwa w sprawie morderstwa Rosie Larsen na trzeci sezon, nie miałoby sensu. Polecam wszystkim klimat skandynawskich kryminałów, świetnie oddany w Dochodzeniu.

wtorek, 6 listopada 2012

Liebster Blog.

Bardzo dziękuję Hordubal za wyróżnienie:

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę." Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Zabawię się połowicznie. Odpowiem na pytania, stworzone przez Hordubal, ale nie będę nominowała kolejnych osób. Wszystkie blogi, które widnieją na lewym pasku bocznym zasługują na to wyróżnienie. Plus kilkanaście innych, podlinkowanych na moim drugim blogu. 
Z reguły nie biorę udziału w takich zabawach, ale teraz mam ochotę odpowiedzieć na pytania:

1.Kakao czy herbata? Zdecydowanie herbata.
2.Dwie Siostry czy Zakamarki? Zakamarki, choć wybór wcale nie jest prosty.
3.Lepsze wczoraj czy lepsze jutro? Lepsze jutro. A jakże!
4.Marzycielka czy racjonalistka? Marzycielka.
5.Jabłka czy banany? Banany, co nie znaczy, że jabłek nie lubię.
6.Radio czy telewizja? Radia nie słucham, telewizji nie oglądam, ale z ekranu telewizora korzystam, więc telewizor.
7.Długopis czy pióro? Długopis.
8.List czy e-mail? Chciałabym napisać list, ładniej brzmi, ale e-mail. Jednak e-mail.
9.Poezja czy powieść? Powieść. Bez żadnych wątpliwości.
10.Upór czy słomiany zapał? Nie jestem uparciuchem, zdarza mi się mieć słomiany zapał. Chyba częściej to drugie.
11.Zemsta czy wybaczenie? Mściwa nie jestem. Nikt nie uczynił nic, abym zemstę planować musiała. Nikt też nie był sprawcą czynu, który zasługiwałby na wybaczenie. 

Serdecznie pozdrawiam Hordubal:)



poniedziałek, 5 listopada 2012

filmy.

www.filmweb.pl
Królewna Śnieżka i Łowca (reż. Rupert Sanders, 2012), 6/10


Historia ślicznej królewny, którą prześladuje zła i zazdrosna macocha została zekranizowana na wiele różnych sposobów. Klasyk. Jednak film Sandersa odbiega nieco od dotychczasowych interpretacji baśni braci Grimm i może dlatego wydał mi się interesujący.
Zdecydowanie nie jest to kino familijne. Widz zostaje wrzucony w mroczną otchłań, do której nie zaprosiłby własnych dzieci. W tym ciemnym i pustym świecie rządzi Rawenna (świetna rola Charlize Theron), a Śnieżka - uosobienie łagodności i dobroci - okazuje się silną i mądrą kobietą, która stanie się godną przeciwniczką swej macochy. Na ekranie zdecydowanie dominuje królowa - jest postacią wyrazistą, przesiąkniętą okrucieństwem, mocarną. Śnieżka stara się wybić, ale niekoniecznie jej to wychodzi. Kristen Stewart nie pasowała mi do roli ślicznej królewny (no, zdecydowanie wizualnie wolę Charlize Theron), poza tym mam wrażenie, że aktorka "gra" jedną miną i w pewnym momencie miałam dość.
Film interesujący, ciekawy od początku do końca, ale nie jestem fanką takiego kina, więc rozpływać się nie będę. Tak, wolę jak siedzą i gadają. Albo chodzą i gadają. Ewentualnie leżą i...gadają.

www.filmweb.pl
Listy do M. (reż. Mitja Okorn, 2011), 6/10

Późno obejrzałam ten film, na który od dawna miałam ochotę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo zachwalano polską komedię romantyczną. Bo, generalnie, są kiepskie. Mnie nie śmieszą, nie wzruszają, nie interesują.
Listy... są sympatyczne. Pozytywne. Utrzymane w klimacie świąteczno - miłosnym. Przyjemnie się patrzy na ładnych ludzi, ładne wnętrza. Święta magicznie działają na zmysły, dobrze się kojarzą, pachną choinką. W powietrzu unosi się delikatna mgiełka uczuć pozytywnych, którymi w Wigilię karmią się samotni ojcowie i równie samotne panienki, niespełnieni małżonkowie, przyziemni i ordynarni mikołajowie i bezdzietne małżeństwa.
To jest ładny film. Nie dziwię się, że przypadł do gustu Polakom. Jednak patriotką w tym temacie nie będę i w okresie przedświątecznym obejrzę sobie cudowny Holiday (reż. Nancy Meyers, 2006). I, tradycyjnie, Opowieść wigilijną.

www.filmweb.pl
Sponsoring (reż. Małgorzata Szumowska, 2011), 5/10

Temat bardzo ciekawy. I Juliette Binoche. Dlaczego, mimo tych walorów, nie uważam filmu Szumowskiej za dobry. Raczej mocno średni.

Anna pisze dla Elle artykuł na temat studentek, które zarabiają na życie jako prostytutki. Skupia się na dwóch dziewczynach, Charlotte i Alicji. Każda z nich jest inna, ale żadna nie wydała mi się interesująca. Annę jednak zafascynowały ich życiorysy. Może dlatego, że miała dość swej ciepłej i dostatniej codzienności, w której nie czuła się szczęśliwa. Studentki obudziły ją z odrętwienia, dały do myślenia. To, co początkowo Annę odpychało, po pewnym czasie zaczęło przyciągać. 
Sponsoring nie opiera się tylko na kontrowersyjnym temacie, który wzbudzić może wiele moralnych dylematów albo nie wywołać nawet marnej dyskusji. To przede wszystkim film o kobietach, a dla mnie o jednej kobiecie - Annie - to ona na nowo, pod wpływem spotkań z dziewczynami, odkrywa własne potrzeby i szuka siebie. To ona gubi i odnajduje pragnienia. Juliette Binoche gra całą sobą, nakłaniając widza własnym niespełnieniem do przemyśleń. Jest doskonała. I, kiedy pojawiają się napisy końcowe, pamiętam Annę, a właściwie francuską aktorkę, która świetnie wcieliła się w postać nieco znudzonej życiem kobiety.
Atutem  filmu jest brak moralizatorstwa. To mnie nie dziwi. Nie wyobrażam sobie, by Małgosia Szumowska kogokolwiek przy pomocy swej twórczości, pouczała, ganiła czy wytykała palcem.

www.filmweb.pl
Podróż na tajemniczą wyspę (reż. Brad Peyton, 2012), 5/10

Tym razem kino familijne. Należy na chwilę zamienić się w ośmiolatka, by zachwycać się rajskimi obrazkami i przygodą, którą niejeden z nas chciałby przeżyć. Z perspektywy dorosłego widza ten film będzie mierny, nieskładny, naciągany, pełen błędów, niedopracowany...
W pięknym otoczeniu bohaterowie przeżywają umiarkowanie niebezpieczne przygody, mierząc się z potężną jaszczurką, bajecznie kolorowymi (ale złowrogimi) ptakami i elektrycznym stworzeniem wodnym. Latają na gigantycznych pszczołach, odkrywają Atlantydę i Nautiliusa. Wszystko zaczyna się od fascynujących książek przygodowych - Verne'a, Stevensona i Swifta - to oni przywiedli najpierw dziadka, a później wnuka, na tajemniczą wyspę. Później bohaterowie muszą sobie radzić sami i, jak to w bajkach bywa, z każdej opresji wyjdą zwycięsko.
Przewracanie oczami podczas oglądania nic nie da. Lepiej nie oglądać. Mnie się podobało, bo nie myślałam, nie analizowałam. Potraktowałam Podróż... jak lekkie i przyjemne kino dla dzieci i całkiem fajnie spędziłam czas na pięknej wyspie.

www.filmweb.pl
Nie ma lekko (reż. Kat Coiro, 2011), 3/10

Tego filmu nic nie usprawiedliwia. To nie jest kino familijne i nie potraktowałam go z przymrużeniem oka. Obraz mnie rozczarował totalnie. Żenujące bohaterki i głupkowate dialogi to podstawowe cechy filmu. Od czasu do czasu zdarza się moment normalny, kiedy człowiek zaczyna przychylnie patrzeć na tę opowieść, ale po chwili tekst (najczęściej, niestety, jakiejś damy) burzy chwilową pozytywną energię i z ekranu ponownie sączy się papka dla... No właśnie, dla kogo? Nie jest to bowiem ani komedia, ani film obyczajowy, ani dramat. Takie kino o niczym.
Niewykorzystany potencjał tematów. A raczej marnie wykorzystany.
Część kobiecej widowni może utożsami się z udręczoną nowymi obowiązkami samotną matką. Znajdą się i takie, które polubią wyzwoloną początkującą pisarkę z ładną buzią, ale nic poza tym. Zdziwię się, gdy kogoś zafascynuje postać ostatniej dziewicy, która biega do pracy w bikini albo do bólu głupiej szefowej "od piesków". Ten film uwłacza kobietom, przedstawiając nas w pozycji zawsze napalonych (i myślących tylko o facetach), mało rozgarniętych i nudnych istot.

sobota, 3 listopada 2012

Agnieszka Osiecka "Biała bluzka".

Agnieszka Osiecka
Biała bluzka
Wydawnictwo Literackie 1988

Brzmi jak bełkot pijanego. Strumień myśli, słów, rymów. Monolog. Rozmowa. List.

Elżbieta to kobieta nieprzystosowana. Normalna na miarę swoich czasów. Może jednak nie. Normalność to pojęcie względne. Nie mnie oceniać. Życie w latach osiemdziesiątych nie jest łatwe. Kobieta odwraca się od rzeczywistości, łamie zasady, buntuje się cicho i skromnie. Jest słaba, ale w jej słabości tkwi siła, wspierana alkoholem i przemyśleniami na temat tego, co wokół.

A do kogóż ja mam być przystosowana? Do ciebie, do pana Józka, do jego oszalałej ze strachu matki? Do przepisów z piekła rodem? Czy ja po to zeszłam z drzewa, żeby grać w komórki do wynajęcia? Żeby się mieścić w jakimś Stąd - Dotąd? A może Ja chcę dokonać czegoś wspaniałego, może Ja nie mam zbyt wiele czasu, może ja muszę się liczyć ze stratami?...(s.77)

Momentami do bólu dziecinna. Innym razem bardzo dojrzała.Najczęściej zawieszona w próżni bycia na własną rękę. Obolała. Pokiereszowana.

Interpretacja Białej bluzki nie jest łatwa. Nie wiem nawet, czy możliwa. Wieloznaczność i język tekstu sprawiają, że książki nie czyta się ot tak, po prostu. Tu się trzeba namęczyć, napocić, myśleć nieustannie. Bez gwarancji zrozumienia czegokolwiek. Ale warto. Jednak warto.
Nie napiszę, że mnie się taka Osiecka podoba. Wolę artystkę w wersji felietonistyczno - gawędziarskiej i fotograficznej. Zdecydowanie.






piątek, 2 listopada 2012

Carlos Ruiz Zafon "Światła września".

Carlos Ruiz Zafon
Światła września
Muza 2011

Poznałam całą twórczość Zafona. Teraz pozostaje mi (nie)cierpliwie czekać na kolejną książkę pisarza, która ukaże się w Polsce.
Uwielbiam cykl Cmentarz Zapomnianych Książek, ale Marina, Pałac Północy czy Książę Mgły to, jak najbardziej, ciekawe lektury, ale obiektywnie (i trochę subiektywnie) patrząc, nie zapadły mi głęboko w pamięć i raczej wracać do nich nie będę. Byłam przekonana, że podobny los spotka Światła września. Myślałam, że to nieco mroczna powieść dla młodzieży. Zdziwiłam się. Nie dość, że wydarzenia w Domu na Cyplu i w normandzkim lesie Cravenmore ogromnie mnie zaciekawiły, to jeszcze wywołały ciarki na plecach.

Fabuła książki jest nieskomplikowana, miejscami przewidywalna, ale nie są to jej słabe strony. Śmiem twierdzić, że takowych nie ma. Genialna atmosfera tworzy niepowtarzalną i trzymającą w napięciu historię.

Po śmierci ojca, rodzina Sauvelle wyjeżdża z Paryża. Trudne warunki finansowe zmuszają wdowę do przyjęcia posady u Lazarusa Jana, fabrykanta zabawek i zamieszkania w Normandii. Nowy dom wszystkim przypada do gustu, a gospodarz Cravenmore okazuje się ciekawym i przyjaznym człowiekiem. Od początku jednak wyczuć można, że w tym miejscu mrok i ciemność zyskają przewagę. Sam opis domu, wyłaniających się z każdego kąta zabawek, często "ożywionych", jest złowieszczy. Wydarzenia, których czytelnik jest świadkiem, opowieści, którym się przysłuchuje, powodują gęsię skórkę i wzbudzają wiele emocji. Cienie przeszłości są mściwe, pamiętliwe i okrutne. Nie odpuszczą.

Podobnie jak w dwóch poprzednich książkach dla młodzieży, i tu Zafon wprowadza wątek nastoletniej miłości, pierwszego zauroczenia. Między Irene a Ismaelem rodzi się uczucie, które obojgu da mnóstwo siły, by walczyć z wrogiem.

Świetna powieść.