wtorek, 17 listopada 2009

Wrócę (za)niedługo...

Nie ma mnie, ale będę. Jak tylko coś przeczytam, a ostatnio nie czytam (kilka stron dziennie się nie liczy), choć staram się wzrokiem ogarniać "Pustkowie" Oates (tak, tak, czytam wciąż i skończyć nie mogę, ale książka niczemu winna nie jest) i "Tu, gdzie jest serce" Billie Letts.
Na razie wieczorami wybieram sen, choć brakuje mi zatopienia się w lekturze. Bardzo.

środa, 4 listopada 2009

Labirynty skojarzeń (Julio Cortazar "Gra w klasy")

Wróciłam do "Gry w klasy", by na nowo zachwycić się słowami. Uwielbiam Cortazara - świat opisany kategoriami argentyńskiego pisarza współgra z moim postrzeganiem rzeczywistości.

Poszarpany tok narracji tylko na początku lektury przypomina bełkot zamroczonego winem kloszarda. "Gra w klasy" ma drugie dno - to historia ludzi, którzy nieustannie poszukują i uparcie nie znajdują. Horacio i jego towarzysze żyją w złudnym poczuciu, że ludzka egzystencja ma sens i dzięki długim, nocnym rozmowom w gęstej atmosferze dymu papierosowego oni ten sens odnajdą. Jednocześnie mają świadomość, że dużo łatwiej (...) myśleć niż istnieć (s.20). Są przeraźliwie samotni i tylko pozornie wolni dzięki życiu pozbawionemu rutyny dnia codziennego.
Powieść Cortazara to wielopoziomowa, fascynująca gra skojarzeń, pełna niuansów, labiryntów i kontekstów. To skarbnica uniwersalnych myśli, trafnych cytatów, które aż proszą o zakreślenie, zapamiętanie i przywoływanie. "Gra w klasy" wciąga czytelnika w magiczny świat ludzkich emocji i wątpliwości. Na kartach książki toczy się odwieczna walka człowieka o zachowanie własnej tożsamości w świecie pełnym absurdów. Czytelnik zaczyna myśleć jak Cortazar. Zaczyna szukać, błądzić, pytać, bo od tak do nie ileż może? (s.455)

Julio Cortazar, "Gra w klasy", Warszawa 2002


niedziela, 25 października 2009

Biblioteka bibliotece nierówna.

Sprawa jest trudna. Domowa biblioteczka ugina się od nieprzeczytanych książek, a ja zawsze mam ochotę na to, czego pod ręką brak. Nie kupuję ostatnio książek (kilka dni temu nabyłam Julie i Julię w Świecie Książki - nawet mi konto zablokowali, ponieważ od lutego nie dokonałam zakupu). Szperam więc w bibliotece i szukam tych nowości, na które mam ochotę, i nie znajduję. Biblioteka tutejsza zaopatruje się bowiem w leksykony, albumy o kwiatach, itp., beletrystykę mając w głębokim poważaniu. Na półkach klasyki pod dostatkiem, nowości jak na lekarstwo. Regał z nowościami zajmuje jednak główne miejsce, naprzeciw drzwi wejściowych, i kusi czytelników, spragnionych dobrej lektury. Jednak bliższy kontakt z tym regałem przynosi rozczarowanie.

Czasami tęsknię za moją starą biblioteką. Po pierwsze to miejsce mi znajome i przyjazne, po drugie - świetnie zaopatrzone. Panie są na bieżąco z nowościami i reagują na potrzeby czytelnika. Czasami, gdy wracam do rodzinnego miasta, wypożyczam książki i wiozę je pięć godzin do miasta, w którym teraz mieszkam. 

Tak sobie marudzę, bo niezmiennie zadziwia mnie fakt, że w "starej" bibliotece stoję przed dylematem, którą z tych wszystkich, nieczytanych, interesujących książek wybrać, a w bibliotece, z której teraz korzystam, zastanawiam się, czy znajdę cokolwiek, co z przyjemnością wyniosę do domu. 

Nie może być tak, że książki "domowe" zbierają kurz na półkach. Obrałam więc taką strategię, że czytam jedną książkę z biblioteki i jedną własną. Na razie mi się to udaje - od "Miasta Śniących Książek" (biblioteka) - fajnie, gdyby się ta reguła utrzymała dłużej. Moja w tym rola, jakby nie patrzeć:)

Teraz czytam moje "Pustkowie" Joyce Carol Oates.

sobota, 24 października 2009

Losy pewnego malarza (Marco Santagata "Mistrz Bladych Świętych")

Cinín, pasterz krów, pewnego dnia dowiaduje się, że w pobliskim kościele namalowano fresk z jasnowłosą Madonną. Postanawia go obejrzeć. Krowy, pozostawione na pastwę losu, zostają zabite, a rozgniewany właściciel szczuje winowajcę psami. Bohater trafia na zamek w Renno, gdzie staje się posłańcem pięknej, ale rozwiązłej Księżnej. Cinín, śmiertelnie zakochany w Księżnej, w której widzi uosobienie cudownej Madonny, odczuwa przemożną potrzebę malowania wszędzie jej wizerunku. Dzięki temu odkrywa w sobie talent.

Pierwszy raz spisuję tekst z okładki, ponieważ nie mam ochoty się rozpisywać. Temat książki - ciekawy, styl autora - nużący. Powieść jest wspomnieniem głównego bohatera, który w życiu doświadczył wielu przykrości, a później stał się świetnym malarzem. Sztuka stała się dla niego oparciem, sensem życia w świecie pełnym strachu i niepewności. Malarstwo wiele go nauczyło, ale przywiodło również na gałąź dębu. Na początku powieści dowiadujemy się, że Cinin z powrozem na szyi szykuje się do samobójczego skoku...i wspomnieniami wraca do przeszłości.
Wszystko fajnie, ale czytaniem się zmęczyłam i miałam wątpliwości, czy dotrwam do końca.
Mnie książka rozczarowała.

3/6

wtorek, 20 października 2009

Miłość usłana podtekstami (Eric Emmanuel Schmitt "Tektonika uczuć")

To trzecia książka Schmitta, po którą sięgnęłam. "Oskar i pani Róża" oraz "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu" przeczytałam jakiś czas temu i pamiętam, że pierwsza powieść poruszała problem choroby i śmierci dziecka, a druga - no, właśnie...o czym była druga? Twórczość francuskiego pisarza nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Na razie.
Eric Emmanuel Schmitt jest autorem krótkich historii o życiu. "Tektonika uczuć" (świetny tytuł!) ma formę dramatu, który "połknąć" można za jednym czytaniem. Bohaterowie powieści, Diane i Richard, są w sobie zakochani. Planują się pobrać, ale kobieta wyraża swoją opinię na temat zachowania partnera i jego słabnących wobec niej uczuć. On jest zdziwiony, ale kontynuuje rozmowę i ostatecznie przyznaje jej rację. Rozstają się. Tak po prostu. Nie dają sobie czasu, nie próbują głębiej się nad tym zastanowić. W moim mniemaniu odchodzą od siebie wbrew sobie.
Rozstanie prowokuje szereg nieprzyjemnych zdarzeń, których inicjatorką jest Diane. Sama wciąga Richarda w pewną grę (z zazdrości, z pychy, z głupoty) i sama najwięcej na tej zabawie ludzkimi uczuciami traci.
Dramat Schmitta pokazuje zgubne skutki manipulacji i kłamstwa. Nie można budować szczęśliwego związku w oparciu o intrygę. W "Tektonice uczuć" wszyscy bohaterowie (a jest ich pięcioro) noszą maski, kluczą, coś ukrywają. Tu nie ma miejsca na szczerość.
To dobrze napisany dramat, który porusza ważny temat i świetnie go obrazuje. Między bohaterami wyczuwa się nieustanne napięcie (walkę bez użycia siły), ale nie do końca rozumiem motywy działania Diane. Nie wiem, do czego miała doprowadzić ta gra. Na pewno jednak bohaterka dostała niezłą nauczkę na przyszłość.

Po przeczytaniu trzech książek Schmitta stwierdzam, że jego utwory czyta się szybko i dobrze, ale nadal pozostaje on dla mnie autorem letnim.

4/6

poniedziałek, 19 października 2009

takie tam.

Oglądam Dom nad rozlewiskiem. Trzeci odcinek za mną. Wciągnęło mnie. Zaczynam być ciekawa książki, którą do tej pory omijałam.

Ostatni weekend upłynął pod znakiem trzech części Bibliotekarza - widzę wszystkie niedociągnięcia, ale nic nie poradzę na to, że lubię takie familijne filmy przygodowe. Oczywiście, pierwsza część historii najbardziej mi się podobała, ale tak zwykle bywa.

Moja sześcioletnia córa grywa na konsoli w Viva Pinata i uwielbia parować poszczególne zwierzątka, a przy okazji uświadamia mnie: "w nocy się dobrze robi romanse". Jakby mama nie wiedziała:)

piątek, 16 października 2009

Granice prawdy (Jodi Picoult "Świadectwo prawdy")

Zmobilizowałam się i sięgnęłam po osławioną Jodi Picoult - autorkę, której każda książka zbiera dobre recenzje. Na pewno moja znajomość z tą panią nie zakończy się na jednej powieści, tym bardziej, że na półce czeka jeszcze "Zagubiona przeszłość".

Myślę, że sekret Picoult tkwi w tym, że pisze ona o problemach zwykłych ludzi - o ich wyborach i stratach, o ich sile i możliwościach - w sposób przystępny, a jednocześnie dość szczegółowy. W pozornie prostych opowieściach przemyca prawne zawirowania, moralne wewnętrzne konflikty, codzienne życie - ta mieszanka jest o tyle ciekawa, że dostarcza czytelnikowi informacji, które jest on w stanie przyswoić i dzięki którym jego wiedza zostanie poszerzona.
Picoult wie, że lubimy poszerzać horyzonty, a nie zawsze mamy ochotę na popularnonaukowe publikacje. Dlatego serwuje nam historię problematyczną, w której różne punkty widzenia zmuszają czytelnika do refleksji i do tego, by zmierzył się z własnym kodeksem etycznym.

W "Świadectwie prawdy" Picoult portretuje środowisko amiszów. Na farmie prostych ludzi znaleziono martwego noworodka, co jest wydarzeniem niesłychanym, jeśli weźmie się pod uwagę mentalność tamtejszej społeczności. Rozpoczyna się śledztwo, a oskarżoną staje się osiemnastoletnia Katie - córka amiszów.
Powieść nie jest jednak kryminałem ani książką sensacyjną. To historia nieszczęścia owianego tajemnicą. Autorka skupia się na opisie środowiska amiszów - ich postaw, sposobu życia, stosunku do przemocy. Nikogo nie osądza. Stawia pytania.

Konfrontuje świat "normalnych" ludzi ze światem amiszów i pokazuje, że mimo odmiennego stylu życia dotykają nas podobne problemy i targają nami takie same wątpliwości.

4.5/6