wtorek, 9 lutego 2016

O (nie) czytaniu.

Szwecja czyta. Polska czyta Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2015

Ważny i potrzebny zbiór wywiadów autorek z przedstawicielami szwedzkiego i polskiego środowiska kulturalnego. Katarzyna Tubylewicz i Agata Diduszko - Zyglewska rozmawiają z wydawcami, pisarzami, bibliotekarzami, animatorami kultury.

To książka o promocji czytelnictwa, która pokazuje nie tylko obecny rozdźwięk między tym, czym jest literatura dla przeciętnego Szweda a tym, jaką rolę odgrywa książka w życiu przeciętnego Polaka. Autorki wspominają również historię obu krajów, która niewątpliwie miała wpływ na wyrobienie w mieszkańcach nawyku czytania. Szwecja jako kraj protestancki stawiała na rozwój obywateli, na naukę pisania i czytania, nie było ostrego podziału na warstwy niższe i wyższe. Natomiast katolicka Polska kształciła tylko wybranych, biedotę spychając na margines społeczeństwa i uznając, że podziału na lepszych i gorszych nie można wyeliminować, istnieje od zawsze i jest normalny. W Polsce w wiekach XVII i XVIII czytało duchowieństwo i część szlachty.
Piszę o tym w dużym uproszczeniu, mając świadomość, że Szwecja ma zdecydowanie przyjemniejsze wspomnienia z przeszłości niż Polska, ale chciałam zwrócić uwagę na podejście do człowieka i jego potrzeb. Mam wrażenie, że do dzisiaj egalitaryzm panoszy się w naszym kraju.

W Szwecji czyta 80% społeczeństwa, biblioteki świetnie funkcjonują, pisarze są odpowiednio wynagradzani, w prasie na bieżąco ukazują się recenzje świeżo wydawanych tytułów. Dla wielu Szwedów książka nie jest towarem, czytanie to wartość sama w sobie, przeżycie kulturalne, coś, co porusza, dotyka, zmienia, co rozwija nas jako ludzi (...) Żeby zachęcić kogoś do czytania, ta osoba musi chcieć stać się czytelnikiem, a żeby chcieć się nim stać, musi kojarzyć czytanie z czymś pozytywnym. To nad tym trzeba pracować - mówi Nina Frid, odpowiedzialna za projekty związane z promocją czytelnictwa.

Beata Stasińska, redaktorka naczelna wydawnictwa W.A.B., mówi o tym, że w 16% polskich domów nie ma ani jednej książki, w 15% znaleźć można tylko podręczniki; polska szkoła nie jest w stanie wyrobić nawyków czytelniczych; mamy karuzelę bestsellerów, z których po roku pamiętamy może dwa, trzy tytuły albo żadnego.
Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki, wierzy, że nawyk czytania kształtowany jest w dzieciństwie i u dorosłych ciężko go wyrobić, a obecny system edukacji to pod względem wyrabiania nawyku czytania katastrofa. Szkoła jest w stanie zniechęcić do czytania i każdą, nawet atrakcyjną lekturę, "zepsuć" archaicznym systemem, zgodnie z którym omawiana jest książka.

Naszym problemem jest niedostrzeganie, jak ważna dla rozwoju społeczeństwa jest kultura. Rząd nie inwestuje w biblioteki, które jako bezpłatne i ogólnodostępne, mogłyby stać się podstawowym źródłem kontaktu z książką. Dopóki jednak w szaroburych bibliotekach nie będą się pojawiały nowe tytuły, dopóki biblioteki "nie wyjdą" do ludzi, Polska pozostanie krajem obywateli, którzy nawet książki telefonicznej nie przeglądają, bo te już zniknęły z większości gospodarstw domowych. Tak, wiem, że Polska jest krajem na dorobku, a Szwecja to kraj dobrobytu, więc już na starcie jesteśmy na straconej pozycji, ale pomysły należy czerpać od tych, którym jest lepiej.

Na szczególną uwagę zasługuje stworzony w Szwecji projekt biblioteki Tio Tretton, stworzonej dla dzieci w wieku 10-13 lat, które wyrosły już z biblioteki dziecięcej, a są za małe na bibliotekę dla dorosłych. Do Tio Tretton dorośli nie mają wstępu, a dzieciaki mogą tu czytać, słuchać muzyki, uczestniczyć w zajęciach teatralnych. Cudne jest to, że ktoś w ogóle zainteresował się problemem i postarał się dotrzeć do nastolatków, by dowiedzieć się dlaczego większość dzieci w tym przedziale wiekowym (częściej chłopców) przestaje odwiedzać biblioteki, nawet jeśli wcześniej nie trzeba ich było do tego szczególnie zachęcać. Dano głos dzieciom i okazało się, że te nie mają ochoty przebywać w przestrzeni, wypełnionej kolorowymi poduchami i natykać się na pięciolatków, a do biblioteki dla dorosłych nie mogą się zapisać. I zaczęto szukać rozwiązania. Moja dwunastoletnia córka, która jest zagorzałą czytelniczką i regularnie korzysta z biblioteki zazdrości tego projektu szwedzkim rówieśnikom.

Obawiam się, że ta niszowa książka dotrze do osób, których do czytania nie trzeba namawiać, a nie zainteresuje tych, którzy powinni bliżej przyjrzeć się problemowi i przestać traktować kulturę jako niekoniecznie niezbędny dodatek do codziennego życia.

6 komentarzy:

  1. Jestem właśnie po lekturze tej książki i przyznam, że poczułam się załamana. Jedyny pozytyw to to, że przynajmniej ktoś dostrzega problem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać, że w Polsce ktoś zaczyna myśleć o kulturze poważniej, że zmieniają się biblioteki, ale przed nami długa droga.

      Usuń
  2. Tio Tretton ;) literówka w nazwie biblioteki. Co do samej książki, mnie akurat rozczarowała. To znaczy, część szwedzka przygotowana została ciekawie, wywiady były z ludźmi z wielu branży, przez co spojrzenie na czytelnictwo i miejsce książki - szersze. Po stronie polskiej wywiady pokierowano tak, by pokazać, jak tragicznie jest na naszym rynku. A to nie do końca prawda. O wielu fantastycznych literackich inicjatywach nawet nie wspomniano, zaś rolę tłumacza i jego sytuację kompletnie pominięto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że Szwecji poświęcono więcej uwagi i staranniejsze są te rozmowy, ale mnie książka nie rozczarowała. Czytałam z zainteresowaniem; wzbogaciłam wiedzę na pewne tematy.

      Usuń
  3. 80% społeczeństwa czyta? oczy przecieram ze zdumienia. wciąż mam do nadrobienia tę drugą książkę "Szwedzi. Ciepło na Północy".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nadrabiaj, bo to naprawdę fajna książka!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...