niedziela, 16 września 2012

Aldona Urbankiewicz "Z Miśkiem w Norwegii".

WSZYSTKO wskazywało na to, że trafiłam na książkę idealną. Nie dość, że dziennik podróży, nie dość, że z dzieckiem małym, to jeszcze Norwegia.

Format książki i fotografii w niej zamieszczonych wzbudził małe podejrzenia, ale co tam, liczy się tekst. Płakałam nad tekstem, zastanawiając się, kto pozwolił wydrukować tak nieskładne, pełne błędów, paplanie. Miało być spontanicznie, nieograniczonym słów potokiem związane, z serca płynące, wrażeniami zapierającymi dech w piersiach utkane? Fajnie, cudownie, jestem za...ale niech ma ręce i nogi.

Mnie się wydawało (widocznie to, co się wydaje, nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości), że zanim książkę wydawnictwo wydrukuje, trafia ona w łapki korektora czy innego czytacza i ewentualnego poprawiacza. Tymczasem lektura Z Miśkiem w Norwegii nasuwa tylko jedną myśl: tego nikt przed wydaniem nie widział, nie czytał, nie dotknął. Prócz autorki, oczywiście.

Czepiam się, ale uwielbiam książki o podróżach, otulone pięknymi fotografiami i mądrym tekstem. Nie powinnam porównywać, ale wypociny Aldony Urbankiewicz w porównaniu np. z Namibią Kobusów to żart jakiś, mało śmieszny zresztą. Wkurzona jestem na to, że można spaprać tak fajny temat. Niech sobie autorka pisze jak chce: w zeszyciku, na blogu, w listach do przyjaciół. Jednak wydanie książki wiąże się z większą odpowiedzialnością, szerszym dostępem do czytelników różnorakich, kosztami, które ewentualny kupujący poniesie chcąc zapoznać się z tą pozycją.

Z Miśkiem... ma potencjał wielki. Fajny temat, sporo fajnych zdjęć, relacja z podróży szczera i ciekawa. Jednak nie umiałam czytać tej książki bez filologicznego spojrzenia i w pewnym momencie przyćmiło mi ono wszystko, co w lekturze pozytywne.
Z jednej strony jestem ciekawa Miśka w Portugalii, z drugiej strony...trochę się boję:)

13 komentarzy:

  1. Może w jakiś dziwny sposób stało się tak, że faktycznie nikt tej książki nie poprawił przed wydaniem? Chociaż to byłoby dość dziwne... Poczytałabym chętnie o Norwegii, ale nie w takim wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że ktoś czytał i może tylko ja się czepiam, bo poczytałam opinie na LC i raczej pozytywnie książka została odebrana.

      Usuń
  2. Od razu mi się tekst skojarzył z książką Kobusów, ale widzę, że czytałaś, więc polecać nie muszę.

    Szkoda, że książka nieudana, ale pewnie jak na nią natrafię, to spróbuję przeczytać jednym okiem (z drugim przymkniętym na błędy), bo ogromnie lubię takie podróżnicze zapiski zwyczajnych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam i jeśli się najpierw czytało genialną (moim skromnym zdaniem) "Namibię", to później ciężko zaakceptować taką książkę, choć pomysł fajny i naprawdę chciałabym inaczej o niej napisać.

      Usuń
  3. szkoda, że takie to bez ładu i składu, bo początkowo myślałam, że to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no szkoda, bo książka miała potencjał:(

      Usuń
  4. z innej bajki: proszę o kontakt w sprawie rozdawajki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się skontaktowałam i podziękowałam:) Miło dostawać takie fajne wiadomości:)

      Usuń
  5. Pomysł genialny - z dzieckiem w podróży - sama wyciągnęłabym rękę bez zastanowienia i odbyłabym tę czytelniczą podróż, jednak język to i dla mnie coś, bez czego książka nie żyje. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, język stanowi duszę książki...ciekawa fabuła nie wystarcza, jeśli na każdym kroku potykam się o błędy i kalekie zdania.

      Usuń
  6. Nie mogę pojąć jak takie książki mogą iść w ogóle do druku... Chyba po to są właśnie korektorzy w wydawnictwie, aby sprawdzać tekst i wyłapywać wszelkie błędy? Właśnie na takich banalnych potknięciach traci się czytelników.. a szkoda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o to, że są ludzie, którzy nie zwracają na to uwagi i mam tu na myśli również czytelników (co widać po niektórych recenzjach na portalu Lubimyczytac.pl).

      Usuń
  7. Nie wiem czy to ostatnio jakaś plaga, ale co chwilę czytam na blogach, że kolejna książka nie dostała się w łapki korektora. Szkoda, bo naprawdę traci się przez to czytelników. Ja należę do tych, którzy na błędy zwracają uwagę i brak korekty jest dla mnie wystarczającym powodem do tego, żeby po książkę już nie sięgać.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...