Ellen Sussman
Lekcje francuskiego
Wydawnictwo Literackie 2012
Powieść Sussman okazała się przyzwoitym i interesującym czytadłem, choć przyznaję, że nie dawałam jej wielkich szans i myślałam, że będzie to jedna z tych książek, które rozczarowują.
Jednak lektura Lekcji francuskiego przyjemnie skojarzyła mi się z filmami Richarda Linklatera, a spacer uliczkami Paryża wprowadził w dobry nastrój. Kiedy dodam do tego ciekawe opowieści szóstki bohaterów, powstanie smaczny koktajl, który rozbudzi apetyt na więcej...
Bardzo lubię książki Anny Gavaldy - francuskiej pisarki, której twórczość skupia się na międzyludzkim dialogu, spotkaniach, emocjach. Autorka zmusza czytelnika do refleksji, ale równocześnie pozwala mu się odprężyć i rozkoszować słowem pisanym.
Nie będę porównywać Gavaldy i Sussman, ale warto wspomnieć, że amerykańskiej pisarce udało się uchwycić klimat francuskich kafejek, a jej bohaterowie rozmawiają ze sobą szczerze, choć półsłówkami. W tym niedopowiedzeniu obu autorkom udało się spotkać i może dlatego podczas lektury Lekcji francuskiego myślałam o książkach Gavaldy.
Jeden dzień w Paryżu. Sześć historii, które odsłaniają zagubienie, samotność, pragnienie miłości i czułości. Krótkie dialogi. Momentami rozpaczliwe. Flirt i ucieczka przed codziennością. Potrzeba towarzystwa i zaspokajanie popędów. Zachłanność na Paryż, któremu nie wypada się opierać.
Historie jakby niedopowiedziane, ale to ogromny atut tej powieści, która (wbrew przypuszczeniom) zauroczyła mnie klimatem i mądrym dialogiem.