Jest tak, że jak podróżnikom rodzi się dziecko, to zewsząd słyszą złowieszcze przepowiednie, głoszące koniec wagabundzkiego życia. Bo przecież maluchy lubią rutynę, własne łóżeczko, cieplarniane warunki, a nie spontaniczne decyzje, zasypianie pod gołym niebem, latanie samolotem, obce twarze.
Dziwię się, że ludzie trzymają się tych utartych schematów, bezmyślnie je powtarzając, choć codziennie znane i mniej znane podróżujące rodziny udowadniają, że z dziećmi można i WARTO podróżować. Maluchy najbardziej potrzebują bliskości i miłości rodziców, obojętnie czy w Krakowie, czy na Bali.
Na tę książkę czekałam niecierpliwie, tak jak wcześniej nie mogłam się doczekać Smoków i Smoczków. Z dziećmi przez Azję i Namibii Anny i Krzysztofa Kobusów. Wiedziałam, że z blogowych opowieści Ani Alboth musi powstać książka, a ja bez zastanowienia tę książkę kupię.
Zdecydowanie bardziej wolę czytać i przeglądać
papierowe historie.
Rodzina bez granic... to mnóstwo zdjęć, sporo tekstu, ciekawie i fajnie opisane rodzinne podróże
po Ameryce Środkowej. Dziennik życia, które jest pasją albo pasji, która
jest życiem. Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, ale to normalne, jeśli podróżuje się z dziećmi i bezkonfliktowe, jeśli się o tym nie zapomina i do wielu spraw podchodzi na luzie. Takie wędrowanie jest nawet ciekawsze, ponieważ dzięki dzieciom więcej dostrzegamy, zwracamy uwagę na rzeczy, które w innej sytuacji nie zainteresowałyby dorosłego globtrotera. Maluchy mogą otworzyć pewne drzwi, a na pewno ich obecność rozluźnia atmosferę i wywołuje uśmiech nawet na twarzy bardzo poważnego urzędnika. Dzieci szybko adaptują się do nowych warunków, zdobywają przyjaciół i, przy okazji, nocleg u wielodzietnej rodzinki gdzieś na trasie. Z jednego noclegu robi się kilka, bo przecież nikomu nigdzie się nie spieszy...
Świetnie się czyta książkę Anny Alboth - nawet szkoda, że tak świetnie, bo za szybko człowiek dociera do ostatniej strony, a chciałby jeszcze więcej opowieści z rodzinnych wojaży. Może jest szansa na kolejny tytuł z podróży już odbytej albo zupełnie nowej?
Kupiłam książkę w dniu premiery i od razu przeczytałam -
niech to będzie najlepszą rekomendacją dla Rodziny bez granic....
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo agora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo agora. Pokaż wszystkie posty
środa, 8 czerwca 2016
czwartek, 17 października 2013
wszystko albo nic, czyli o trudnej, ale pięknej miłości. w listach.
Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora
Listy na wyczerpanym papierze
Wydawnictwo Agora, 2010
Listy na wyczerpanym papierze
Wydawnictwo Agora, 2010
(...) od książąt pobladłych
wolę mężczyzn upadłych
(...) nie wymagam, byś nocą się śnił,
ale błagam, byś palił i pił
(...) dla mnie mężczyzna,
to jest taka trucizna...*
Magda Umer w przedmowie do książki pięknie pisze o trudnej miłości między skomplikowaną dziewczyną i poukładanym (pozornie) mężczyzną. O ludziach, obdarzonych przez los więcej niż talentem. Geniuszem. Czyli kłopotem.
Agnieszka i Jeremi. Ona - piękna, zmienna, kochliwa. On - wrażliwy, elegancki. Zdarzyła im się miłość krótka, pełna zakrętów, twórcza. Uczucie dwojga kochanków zaowocowało najpiękniejszymi piosenkami.
Dzięki uprzejmości Agaty Passent i Kota Przybory możemy wedrzeć się w intymne życie pięknych artystów. Czytając listy, poznajemy ich bliżej, przypatrujemy się miłości, która jednym zapierała dech w piersiach, a innych unieszczęśliwiała. Nikt już dziś takich listów nie pisze. Listów tworzonych na papierze wyczerpanym tym, czego doznał.
Historia tego uczucia rozpoczyna się w 1 lutego 1964 roku. On jest dwadzieścia lat starszy od Niej, ale ma piękną duszę. Ona na początku uwodzi go z przyzwyczajenia, jak wielu innych. On tęskni nieprzerwanie, z każdego miejsca, o każdej godzinie. W trakcie trzytygodniowego pobytu w Paryżu pisze: owszem, ładne miasto, ale wybudowali je strasznie daleko od Ciebie. Ona sprawia wrażenie obojętnej, wycofanej, powściągliwej w uczuciach. Do czasu. Stopniowo i Agnieszkę wypełnia głębokie i szczere uczucie do mężczyzny, który otwarcie ją uwielbia...Niczego w Tobie nie chciałbym zmienić. Ani jednego słowa, które wypowiedziałaś, ani jednego spojrzenia...
Piękne dusze, to i piękna miłość. I twórczość piękna.
Nie, nie zapominam, że to był romans. On miał żonę i dzieci, a Ona godziła się na bycie "tą drugą". Nie mnie oceniać ich życia osobiste, o których wszyscy wiedzą, że były pogmatwane.
Listy są wspaniałe, uzupełnione pocztówkami i fotografiami. Jako czytelnik przekraczam sferę intymności artystów, ale nie ja zadecydowałam o wydaniu tych tekstów i nie czuję się źle, przewracając kolejne strony.
Czule do mnie przemawiają ludzie, którzy odeszli, ale pozostawili po sobie (szczególnie Osiecka) wiele słownych labiryntów i ciekawych obrazów. Pisałam już, jak bardzo lubię osobiste zapiski Agnieszki, wspomnienia, które snuła o spotkanych ludziach, przeczytanych książkach i zdjęcia, które pozostawiła (fotografia była wielką pasją Osieckiej).
To uczucie nie miało prawa być prostym i klarownym. Nie miało również prawa przetrwać, bo było połowiczne, pełne rozterek, ciągle w podróży. Smutne czasami. Nostalgiczne. Ale piękne. Jednak piękne.
* fragment tekstu Agnieszki Osieckiej Czy jesteś już na dnie?
Subskrybuj:
Posty (Atom)