Maj Sjowall, Per Wahloo
Śmiejący się policjant
Amber, 2010
To jest całkiem przeciętny kryminał. Statyczny i nudnawy. Zapowiada się interesująco, by później, z każdą przeczytaną stroną, coraz bardziej rozczarowywać. Wielka zbrodnia, w której ginie osiem osób, wymaga uważnego śledztwa. Dochodzenie toczy się w tempie ślimaczym, jakby obok zdarzeń z prywatnego życia sztokholmskich policjantów. Język powieści jest prosty, ascetyczny, obfituje w dialogi, co sprawia, że książkę czyta się błyskawicznie (w przeciwieństwie do tempa akcji).
To, co mnie urzeka w skandynawskich kryminałach, odnalazłam w Śmiejącym się policjancie. Bohaterowie są zwyczajni, nie kandydują do miana superbohaterów. Jednak drażniła mnie ich ospałość i brak większego zainteresowania sprawą. Momentami denerwował również suchy, niemal kronikarski, styl opowiadania. Najpierw miałam wrażenie, że czytam raport z miejsca zbrodni, by w dalszej części zapoznać się z raportem z przeprowadzonego śledztwa.
Tak jak lubię Henninga Mankella i Camillę Lackberg, jak podobało mi się spotkanie z trylogią Millenium, tak niekoniecznie sięgnę po inne kryminały duetu Sjowall - Wahloo.
To, co jest interesujące z dzisiejszej perspektywy, to sposób prowadzenia dochodzenia bez użycia gadżetów. Nie istnieje ogólna baza DNA, dzwonić trzeba z budki telefonicznej i z telefonu stacjonarnego, nie ma dostępu do internetu. Przy braku poszlak rozwiązanie zagadkowego morderstwa nie może być proste. Jednak powoli, krok po kroku, grupa policjantów znajduje zbrodniarza i zamyka sprawę zbiorowego zabójstwa.
(Kryminał został napisany w 1968 roku)