Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lutego 2016

Morderstwa w Sandhamn.

Viveca Sten Na spokojnych wodach Czarna Owca, 2014 ; Viveca Sten W zamkniętym kręgu Czarna Owca, 2015


Po książki szwedzkiej pisarki sięgnęłam nie tylko dlatego, że lubię skandynawskie kryminały. Wybrałam tę konkretną autorkę, ponieważ szukałam sagi kryminalnej, która wypełni pustkę po książkach Camilli Lackberg. Jo Nesbo, Asa Larsson, Yrsa Sigurdardottir, Jorn Lier Horst to świetni pisarze, których powieści czytam, ale brakuje mi w ich twórczości rozbudowanego wątku obyczajowego.

Saga o Fjallbace to nie tylko ciekawe kryminały, ale przede wszystkim historie życia mieszkańców małego miasteczka, których losy nieustannie się splatają. Jeśli czyta się powieści Lackberg chronologicznie można zżyć się z bohaterami, przeżywać ich rozterki i w kolejnych książkach chętnie wracać do miejsca, które coraz lepiej się zna. Wątek kryminalny również jest istotny, tym bardziej, że autorka z tomu na tom konstruuje ciekawsze historie, w których zawsze to, co dzieje się dziś ma swój początek w przeszłości. Jednak mnie do powieści szwedzkiej pisarki przyciągają ci bohaterowie, którzy występują w każdej książce. Podobnie czytam kryminały Katarzyny Puzyńskiej, chętnie wracając do Lipowa. Podobnie pisze Viveca Sten, która miejscem akcji swoich powieści uczyniła wyspę na Archipelagu Sztokholmskim.

Mała społeczność i spokojne Sandhamn, gdzie mieszkańcy miast spędzają wakacje. Spokój burzą morderstwa, a śledztwo prowadzi inspektor Thomas Andreasson z policji w Nacce. W pierwszej części cyklu Na spokojnych wodach giną ludzie, którzy na wyspie pojawili się z nieznanych (do czasu) powodów; w drugim tomie W zamkniętym kręgu zastrzelony zostaje adwokat, wiceprezes Szwedzkiego Królewskiego Klubu Jachtowego, który letnie miesiące od lat spędzał na wyspie.
Śledztwo w obu książkach toczy się jednym torem, a życie głównych bohaterów, do których należą m.in. Thomas, jego przyjaciółka Nora z rodziną, współpracownicy Thomasa, jest niemniej ważne od wątku kryminalnego.

Przyznaję, że Camilla Lackberg ciekawiej konstruuje swoje historie. Retrospekcja, którą wykorzystuje w każdej swojej książce, sprawia, że śledztwa są bardziej zagmatwane i rozwiązanie zagadki wymaga więcej pracy. Viveca Sten nie komplikuje - jest zbrodnia, policja prowadzi dochodzenie, czytelnik w pewnym momencie już wie (a przynajmniej domyśla się), kto zabił. W dwóch powieściach, które przeczytałam, autorka nie sięga daleko w przeszłość. W trakcie dochodzenia wychodzą na wierzch różne tajemnice i zazwyczaj okazuje się, że ofiary nie były tak prawe, jak je postrzegano, ale drastycznych wątków nie ma. Mnie się dobrze czyta książki Sten i na pewno sięgnę po kolejne tomy Morderstw w Sandhamn. Nie są to kryminały "z krwi i kości", ale książki obyczajowe z wątkiem kryminalnym. Jeśli się o tym nie zapomni w trakcie lektury, nie dozna się rozczarowania spokojną fabułą i z przyjemnością będzie można zanurzyć się w ciekawą historię.

niedziela, 24 stycznia 2016

Katarzyna Puzyńska "Więcej czerwieni".

Zadomowiłam się w Lipowie. Wróciłam do tej wsi z przyjemnością i, jeszcze zachłanniej niż w przypadku historii, opowiedzianej w Motylku, śledziłam losy śledztwa w sprawie zabójstwa kilku kobiet. Tym razem Klementyna Kopp i Daniel Podgórski od początku prowadzili dochodzenie.

Katarzyna Puzyńska Więcej czerwieni Prószyński i S-ka, 2014


W drugim tomie serii autorka przybliża postać komisarz Kopp, która jest kobietą tajemniczą i nieprzystępną, choć myśli o sobie "komiczna stara baba". Daniel Podgórski dołącza do śledztwa, prowadzonego przez komisariat w Brodnicy (w tym tomie pani Maria nie rozpieszcza syna i jego współpracowników domowymi ciastami), choć zakochany po uszy w Weronice Nowakowskiej mężczyzna żałuje, że będzie miał mniej czasu na spotkania z ulubioną kobietą. Z drugiej strony, jak wiedzą czytelnicy pierwszego tomu, ambicją szefa lipowskiego komisariatu jest praca w Brodnicy i zajmowanie się poważnymi kryminalnymi sprawami.

Nadarza się okazja, ponieważ niedaleko Lipowa, w niewielkim odstępie czasu zostają odnalezione zwłoki dwóch młodych kobiet. Policja podejrzewa seryjnego zabójcę, który brutalnie okalecza swoje ofiary. Podejrzenia padają na mężczyzn, pracujących w ośrodku Słoneczna Dolina, ale żadnemu z nich nie można niczego zarzucić. Wszelkie tropy prowadzą na manowce, a pojawiające się wskazówki tylko przez chwilę budzą w policjantach radość na rychłe rozwiązanie kryminalnej zagadki. Co więcej, giną kolejne osoby i śledztwo staje się coraz bardziej skomplikowane.

W tym tomie pojawiają się nowi ciekawi bohaterowie, jak nadkomisarz Wojciech Cybulski, który nie jest spokrewniony ze Zbigniewem Cybulskim, choć byłoby to dla niego zaszczytem oraz jego żona Żaneta i jej domniemany kochanek - dyrektor szkoły w Żabich Dołach, Eryk Żukowski. Jest jeszcze zapięta pod szyję asystentka "Żuka", jego była uczennica, Bernadetta Augustyniak, która od początku wzbudza mieszane odczucia swą przesadną skromnością. Dzieje się...

Nic nie poradzę na to, że doskonale czuję się w Lipowie i w okolicach. Zżyłam się z głównymi bohaterami, lubię klimat małej społeczności, kryminalna zagadka też wciąga. Więcej czerwieni czytałam zachłanniej niż Motylka. Obie świetne. Jak dobrze, że kolejne trzy tomy powieści czekają na domowej półce z książkami.

czwartek, 10 grudnia 2015

Sophie Hannah "Buźka".

Sophie Hannah
Buźka
Wydawnictwo Literackie, 2015


Powieść Sophie Hannah została wcześniej wydana pod tytułem Twarzyczka i już wtedy o niej słyszałam, czytałam, kojarzyłam okładkę. Jednak dopiero teraz postanowiłam sięgnąć po tę książkę, skuszona wieloma pozytywnymi opiniami na temat twórczości angielskiej pisarki.

Wybrałam Buźkę, ponieważ lubię zaczynać od początku, a ten tytuł to pierwszy tom cyklu z konstablem Simonem Waterhouse w roli śledczego. Powieść towarzyszyła mi w podróży z Poznania do Słupska i muszę przyznać, że przyjemnie spędziłam kilka godzin w pociągu. Uważam, że Buźka to godna polecenia historia, ale spodziewałam się, że będzie w niej coś innego, jakiś rys charakterystyczny, który zapamiętam i dzięki któremu powieści Hannah są tak wyjątkowe. Tymczasem przeczytałam zgrabnie napisany thriller psychologiczny, w którym momentami trudno zgadnąć, co jest prawdą, a co zmyśleniem. Relacje rodzinne są zawiłe, emocje utrudniają ocenę sytuacji, pozory mylą. W "idealny" świat rodziny Fancourt wkracza strach i stopniowo na światło dzienne wychodzą małe i większe tajemnice mieszkańców pięknego domu. Ginie niemowlę, o czym przekonana jest tylko jego matka, ponieważ według pozostałych mieszkańców rezydencji dziecko jest całe i zdrowe. Tyle tylko, że Alice uważa, że to nie jej córeczka, że ktoś podmienił dzieci i ona, jako mama, czuje i wie, że dziewczynka leżąca w łóżeczku to obce niemowlę. Rozpoczyna się śledztwo, w którym od początku Alice jest na straconej pozycji, ponieważ nie jest w stanie udowodnić, że jej córka zaginęła. Nawet jak wydaje jej się, że ma dowód (np. zdjęcia małej), okazuje się, że jednak nie ma. Większość uważa, że traci zmysły albo dopadła ją poporodowa depresja. Robią z niej wariatkę. Jednak konstabl Simon Waterhouse widzi to, co umyka innym i powoli odkrywa prawdę, wielokrotnie "po drodze" gubiąc się w śledztwie. Simon to dość nieprzystępna postać. Mężczyzna po przejściach, który ma dar dostrzegania szczegółów i nieustannie analizuje, jest flegmatyczny, ale uważny. Mam wobec funkcjonariusza mieszane uczucia. Może w kolejnej części cyklu bardziej mnie do siebie przekona, a może wcale nie musi.

Fajny pomysł na fabułę, lekki styl autorki, niepokój towarzyszący czytaniu i fakt, że nie odgadłam zakończenia historii sprawiły, że Buźkę czytałam z przyjemnością i mogę polecać innym.

wtorek, 1 grudnia 2015

Motylek. Pierwsza wizyta w Lipowie.

Katarzyna Puzyńska
Motylek
Prószyński i S-ka, 2014


Robię przerwę od kryminałów i od egzemplarzy bibliotecznych. Doczytam tylko Pocieszenie Anny Gavaldy (cudowne Pocieszenie) i zadbam o własne książki. Tym bardziej, że mam na półkach wiele takich, które bardzo chciałam przeczytać i spoglądając w ich kierunku czuję wyrzuty sumienia, że są zaniedbane i wciąż odkładane na później. Niech pierwszy dzień grudnia będzie świadkiem mojego postanowienia. Wszystkie lektury nadobowiązkowe już sobie podczytuję. Na szczęście książką Wisławy Szymborskiej można się delektować, dwa komentarze przeczytać i za kilka godzin dwa kolejne, i następnego dnia jeden albo, jak czas pozwoli, dziesięć...

Moja decyzja jest świeża, bo jeszcze kilka dni temu miałam zamiar zagłębić się w drugim tomie Lipowa. Jednak w bibliotece dostępne są tom pierwszy i tom czwarty, pozostałe części nie zostały zakupione. Pytam więc: jak żyć? Nie przeskoczę z pierwszego do czwartego tomu, więc chwilowo obraziłam się na bibliotekę i będę szukała Więcej czerwieni w innych miejscach. Póki poszukiwania nie zakończą się sukcesem, czytam własne książki. Najpierw Feblik Małgorzaty Musierowicz, później Szwedzi. Ciepło na północy Katarzyny Molędy i Szwecja czyta. Polska czyta Katarzyny Tubylewicz i Agaty Diduszko - Zyglewskiej. Jeśli powrócić do posta Lista życzeń widać, jak ładnie i sprawnie lista szczupleje. Bardzo mnie to cieszy. Wiem, że w niedalekim Poznaniu czeka na mnie Smak świąt Agnieszki Maciąg. I sprezentowałam sobie jeszcze Eseje wybrane Virginii Woolf.

Miałam jednak wspomnieć o Motylku Katarzyny Puzyńskiej, pierwszej części cyklu o policjantach i mieszkańcach małej wioski Lipowo niedaleko Brodnicy. Wspomnieć, ponieważ w pisaniu o kryminałach nie można być nadgorliwym, by nie posunąć się za daleko w zdradzaniu szczegółów fabuły i nie zepsuć innym czytelnikom lektury.
Byłam skazana na polubienie sagi Lipowo, choć wcześniej nie wiedziałam, że pani Puzyńska została ochrzczona polską Camillą Läckberg. Jak już wielokrotnie wspominałam opowieści z Fjällbacki bardzo lubię i czekam na kolejne tomy serii. Po Motylku chętnie sięgnęłabym po drugą część cyklu, ale z wiadomych powodów muszę się wstrzymać z bólami (może Booklips będzie łaskawy, bo trwa właśnie konkurs, w którym można wygrać komplet kryminałów Puzyńskiej i pozwoliłam sobie wziąć udział w tej zabawie:)).

Dlaczego byłam skazana na polubienie Lipowa? Mała społeczność, w której wszyscy się znają i wszystko (prawie!) o sobie wiedzą. Ciekawi bohaterowie, z których żaden nie jest chodzącym ideałem, a każdy niemal ma na sumieniu jakieś grzeszki. Policjanci z krwi i kości, czasami tonący w codzienności, ale kiedy trzeba gotowi do działania. Ciekawe portrety psychologiczne mieszkańców, dużo relacji międzyludzkich, a obok zwykłej egzystencji zbrodnia. Nie najważniejsza, choć istotna.
Dla policjantów z niewielkiego posterunku w Lipowie przełomowa, ponieważ śledztwa w sprawie morderstwa prowadził do tej pory komisariat w Brodnicy. Tym razem jednak czterech funkcjonariuszy z Lipowa może się wykazać sprawnością umysłową i znajomością ludzkiej psychiki.

Lipowem rządzą plotki i ploteczki. Policjanci są kumplami, którzy znają się od dzieciństwa. Mama jednego z nich pracuje na komisariacie i dba o regularne dostawy domowych ciast dla zapracowanych funkcjonariuszy. Atmosfera jest ciepła i domowa. Za rogiem czai się niebezpieczeństwo i być może sąsiad jest mordercą, ale przecież wszyscy się wspieramy, więc poradzimy sobie w każdej sytuacji. Wielu jest bohaterów w Motylku i każdy z nich ma charakter, budzi zainteresowanie, nie daje o sobie zapomnieć. Mnóstwo jest również sekretów i autorka stopniowo odsłania je przed czytelnikiem. Trzeba przyznać, że Puzyńskiej udaje się cały czas rozbudzać ciekawość czytelnika, choć akcja powieści jest raczej stabilna. Przede wszystkim pisarka sprawia, że mieszkańcy Lipowa stają się naszymi kolegami, a przecież chcemy wiedzieć, co słychać u znajomych. I sięgamy po kolejny tom serii (chętnie!).

czwartek, 19 listopada 2015

Mgła.

Kaja Malanowska
Mgła
Znak, 2015


Słuchaj, jak się nazywa ta choroba, która nie ma wyraźnych objawów? Jesteś tylko coraz bardziej zmęczony, coraz dłużej śpisz, aż w końcu umierasz.
Życie.
 
Lubię kryminały. Kiedy poszperam w przeszłości okazuje się, że głównie te skandynawskie i angielskie. W kwestii rodzimej twórczości kuleję na całej linii. Dlatego rzuciłam sobie wyzwanie i postanowiłam poznać bliżej książki polskich pisarzy. Miałam zacząć od Miłoszewskiego albo Krajewskiego, ale wybrałam powieść Kai Malanowskiej, która do tej pory pisaniem kryminałów się nie zajmowała. Tym bardziej byłam ciekawa Mgły.

Akcja powieści toczy się w zamglonej Warszawie, w której próżno szukać miejsc ciepłych i przyjaznych zziębniętemu człowiekowi. Czytelnik odwiedza mroczne dzielnice miasta, zagląda do smutnych domów, spotyka rodziny, które dawno zapomniały czym jest bliskość. Z każdego kąta wychyla się samotność. 

Do takiej Warszawy przyjeżdża Ada Rochniewicz, by rozpocząć pracę w stołecznej dochodzeniówce. Przeszłość policjantki owiana jest tajemnicą. Wiadomo, że wcześniej pracowała we Wrocławiu. Nie wiadomo natomiast, dlaczego przeniosła się do Warszawy. Współpracownicy snują przypuszczenia, ale nie są w stanie skonfrontować ich z rzeczywistością, ponieważ ktoś skutecznie wyczyścił papiery Ady. Kobieta ma pracować z komisarzem Marcinem Sawickim, którego trudno polubić. Od pierwszego dnia jest nieprzychylny nowej koleżance (i wszystkim kobietom, pracującym w policji), nie przebiera w słowach, w kontakcie ze świadkami czy podejrzanymi nie kontroluje emocji. 
Ada i Marcin zajmują się sprawą morderstwa na Mokotowie. W niewielkim mieszkaniu znaleziono ciało Zofii Wagner. Dość szybko okazuje się, że kobieta miała się spotkać z byłym kochankiem i to on pewnie w ataku furii uderzył ją ciężkim narzędziem w głowę. Sprawa wydaje się prosta i policjanci liczą na szybkie zamknięcie dochodzenia. Jednak pojawia się coraz więcej wątków, które budzą wątpliwości...

Kaja Malanowska skomponowała bardzo dobry kryminał, w którym przeczytamy o nielegalnych imigrantach, o sekcie religijnej, o zawiedzionej miłości, o problemach psychicznych. Atutem powieści są na pewno główni bohaterowie - Rochniewicz i Sawicki - para charakternych policjantów, którzy potrafią czytelnika zaskoczyć. 
Autorka dwa tygodnie akcji rozpisała na 700 stron, ale nie nudziłam się nawet przez chwilę.

W ramach wyzwania, które sobie rzuciłam, czytam teraz Motylka Katarzyny Puzyńskiej.

środa, 16 września 2015

Pogromca lwów.

Camilla Lackberg
Pogromca lwów
Czarna Owca, 2015


Dawno nie byłam we Fjällbace i warto było do niej wrócić. Dziewiąta część sagi, podobnie jak wcześniejsze tomy, oferuje ciekawą i zagmatwaną historię kryminalną.
Patrick Hedstrom otrzymuje zgłoszenie o odnalezieniu zaginionej cztery miesiące wcześniej dziewczynki. Znaleziona na środku drogi, półnaga Victoria, jest brutalnie okaleczona i wkrótce umiera.
W tym samym czasie Erica zbiera materiały do swojej nowej książki. Spotyka się w więzieniu z oskarżoną o morderstwo męża kobietą. Ta ewidentnie wiele ukrywa i Erica szuka sposobu, aby wyciągnąć z niej cenne informacje. Z czasem cenne nie tylko dla wiarygodności pisanej przez Ericę książki, ale również dla śledztwa, które prowadzi policja.

Tradycyjnie, jak to u Camilli Lackberg, wątek kryminalny prowadzi czytelnika w przeszłość, a wszystko rozgrywa się na tle codziennego życia mieszkańców małego miasteczka.
Mnie ten schemat, którego cały czas trzyma się szwedzka autorka, bardzo odpowiada. Nie chcę, aby mnie pisarka zaskakiwała i zmieniała swój styl pisania. Zmieniła trochę w powieści Zamieć śnieżna i woń migdałów i nie wyszło jej to na dobre. Saga o Fjällbace jest dobra i gwałtownych modyfikacji nie potrzebuje.

Kryminalne historie zawsze są interesujące, a jak czytelnik zaprzyjaźni się z głównymi bohaterami, to niecierpliwie czeka na każde kolejne spotkanie.

środa, 3 czerwca 2015

Jaskiniowiec.

Jorn Lier Horst
Jaskiniowiec
Smak Słowa, 2014


Ostatnio czytałam od środka cyklu Piaskuna Keplera, kilka dni temu skończyłam Jaskiniowca Horsta i, jak się okazuje, jest to dziewiąty tom serii z Williamem Wistingiem. Co więcej, nawet gdybym chciała rozpocząć lekturę od pierwszej części, to nie mogę, ponieważ ta jeszcze nie ukazała się w Polsce. Nie odczułam za bardzo, podobnie jak w przypadku wspomnianego Piaskuna, że to kolejna część pewnej całości, ale mimo wszystko serie lubię czytać od początku do końca, a nie odwrotnie. Nie wyobrażam sobie poznawać sagi Camilli Lackberg od środka. W książkach szwedzkiej autorki istotny jest nie tylko wątek kryminalny, ale również losy bohaterów, które z tomu na tom są coraz bardziej interesujące, a Erica, Patrick, Anna stają się naszymi dobrymi znajomymi.

Jaskiniowca Horsta uważam za książkę dobrą, ale nie na tyle, bym była jakoś szczególnie zainteresowana kontynuowaniem spotkań z Wistingiem. Jestem przyzwyczajona i bardzo lubię klimat skandynawskich kryminałów, ale podczas lektury Jaskiniowca bywały momenty, w których naprawdę potrzebowałam przyspieszenia akcji, zwrotu akcji, emocji, poruszenia. Tymczasem na początku mamy zmarłego mężczyznę, który wiódł samotne życie, tak samotne, że przez cztery miesiące nikt nie zwrócił uwagi na to, że ów człowiek przestał istnieć. Pewna dziennikarka, córka policjanta Williama Wistinga, postanawia napisać tekst o wyalienowaniu społecznym, ludzkiej znieczulicy, samotności. W miarę zdobywania informacji do artykułu zaczyna zastanawiać się, czy śmierć mężczyzny nastąpiła z przyczyn naturalnych. Line spotyka się z ludźmi, którzy mieli jakikolwiek związek ze zmarłym i stopniowo jej dziennikarskie poczynania zamieniają się w prywatne śledztwo. W międzyczasie policja prowadzi własne dochodzenie, związane z faktem, że na plantacji choinek znaleziono ciało w stanie znacznego rozkładu...

Nic się nie dzieje, a kiedy coś zaczyna się wykluwać, powieść się kończy.
Wstrzymałabym się z porównywaniem Horsta do Nesbo. Poza faktem, że obaj panowie pochodzą z Północy i obaj są autorami kryminałów, nic ich nie łączy.




czwartek, 4 grudnia 2014

Simon Beckett

Simon Beckett
Wołanie grobu
Amber, 2011



Czwarta część cyklu z Davidem Hunterem to najmniej drastyczna z książek Becketta. Momentami miałam wrażenie, że czytam powieść obyczajową. W tym tomie rozszerzony został wątek, związany z prywatnym życiem antropologa sądowego. Warto przeczytać Wołanie grobu, bliżej poznać koleje losu głównego bohatera i jego rodzinną historię. Jednak czytelnik nie znajdzie w ostatniej części cyklu tego, co najbardziej charakterystyczne dla twórczości Becketta. W powieści brakuje tajników pracy antropologa, opisów rozkładających się zwłok i makabrycznych morderstw. Owszem, pojawia się wątek kryminalny i jest również seryjny morderca, ale nie ma nastroju grozy i niepewności.

Beckett cofa się do przeszłości, opisując wydarzenia sprzed lat, okrutne zbrodnie popełnione przez jednego człowieka - mężczyznę o niezwykłej sile fizycznej. Doktor Hunter brał wówczas udział w dochodzeniu, był uznanym specjalistą w swojej dziedzinie, był również szczęśliwym mężem i ojcem. Do momentu, kiedy wydarzył się tragiczny wypadek, który zmienił jego życie na zawsze.
Po ośmiu latach do Huntera powraca sprawa z przeszłości. Chcąc nie chcąc antropolog musi wrócić na ponure wrzosowiska, które kiedyś wnikliwie badał. Morderca jest na wolności, a grobów zabitych kobiet nadal nie odnaleziono. Rozpoczyna się manewrowanie między prawdą, fałszem i złudzeniem. Do końca nie wiadomo, kto jest tym dobrym, a kto złym.

Powieść Becketta czyta się dobrze, w żadnym momencie fabuła mnie nie znudziła, ale mimo to oceniam czwartą część cyklu najsłabiej. Oczekuję od pisarza, że mnie zahipnotyzuje i przestraszy. Do tego autor kryminałów (tudzież thrillerów) mnie przyzwyczaił. Chemia śmierci wbiła mnie w kanapę, nie mogłam odłożyć tej książki na później, podobnie Zapisane w kościach. Dziś piszę o Wołaniu grobu, choć wcześniej czytałam Szepty zmarłych (i jeszcze o nich nie wspomniałam na blogu, i nie wiem, czy wspomnę), które również uważam za słabsze od dwóch pierwszych części. O ostatnim tomie pewnie też bym nie pisała, gdyby ponownie zdarzyła mi się blogowa cisza, ale postanowiłam na bieżąco publikować posty, bo wiem (z własnego, oczywiście, doświadczenia), że jak o książce nie wspomnę krótko po jej przeczytaniu, to nie wspomnę nigdy.

poniedziałek, 13 października 2014

Burza słoneczna. Kolejny skandynawski kryminał.

Asa Larsson
Burza słoneczna
Wydawnictwo Literackie, 2013


Pierwsza część cyklu z Rebeką Martinsson w roli głównej. Książka wcześniej wydana pod tytułem Burza z krańców ziemi. Kolejny skandynawski kryminał, który czyta się dobrze, ale wielką fanką Asy Larsson raczej nie zostanę.

Rebeka nie jest policjantką, tylko prawniczką, specjalizującą się w prawie podatkowym. Nie powinna prowadzić śledztwa w sprawie zabójstwa, a jednak...odbiera telefon od znajomej i podejmuje decyzję, która odmienia jej codzienność. W rodzinnym mieście Rebeki dokonano okrutnej zbrodni. Ofiara to Wiktor Strandgard, brat wyżej wspomnianej znajomej, a poza tym lubiany kaznodzieja, zwany Rajskim Chłopcem. Mężczyzna został zamordowany w miejscowym kościele Źródła Mocy, który jest niczym innym jak siedzibą sekty religijnej. Zwłoki, znalezione przez Sannę Strandgard, są zmasakrowane, a sama kobieta jest w tak dużym szoku, że nie wie, co zrobić i dzwoni do Rebeki, prosząc ją o pomoc. Prawniczka zgadza się pojechać do miasteczka, z którego kiedyś uciekła. Musi zmierzyć się nie tylko z morderstwem, ale również z własną pogmatwaną przeszłością.

Bohaterowie kryminału Larsson są interesujący - i Rebeka Martinsson, i ciężarna funkcjonariuszka Anna Maria Mella, i wchodzący wszystkim w paradę prokurator Carl von Post. Wątek religijny również został ciekawie poprowadzony. Jednak Burza słoneczna miejscami nuży. Larsson nie udało się wprowadzić nastroju grozy i przykuć uwagi czytelnika. Akcja toczy się powoli, bez napięcia, statycznie. Powieść nie wciąga, można ją odłożyć i wrócić do czytania po dwóch dniach. Lubię klimat skandynawskich kryminałów i tę charakterystyczną dla nich niespieszność, ale bez przesady. Kryminał powinien być kryminałem, a nie ze strony na stronę stawać się powieścią obyczajową. Od kryminału oczekuję więcej, dlatego nie zostanę wielką fanką Asy Larrson.

poniedziałek, 22 września 2014

Simon Beckett.

Simon Beckett
Zapisane w kościach
Amber, 2007



Doskonała historia. Moje drugie spotkanie z powieścią angielskiego pisarza uważam za równie udane, jak pierwsze. W obu przypadkach nie byłam w stanie oderwać się od lektury. Beckett pisze świetnie. Autor lubuje się w miejscach trudno dostępnych, w zamkniętych społecznościach, gdzie wszyscy dobrze się znają i zbrodnia wywraca życie mieszkańców do góry nogami. Każdy staje się podejrzanym, ale trudno uwierzyć, że którykolwiek z sąsiadów jest mordercą.
Druga powieść Becketta przenosi czytelnika na Runę, małą wysepkę na Hebrydach Zewnętrznych. Antropolog sądowy, David Hunter, przybywa tu z Londynu, by zbadać spalone zwłoki, znalezione w starej chacie. Człowiek nie zdaje sobie sprawy, jak wiele informacji mogą dostarczyć kości, nawet jeśli uległy zniszczeniu, nawet jeśli mają wiele lat. Davidowi, na podstawie znikomego materiału badawczego, uda się zidentyfikować ofiarę i powoli odczytać zagadkę makabrycznej zbrodni. Nie będzie to łatwe i pozbawione błędów, ale dzięki temu kryminał czyta się fantastycznie. Beckett jest mistrzem, jeśli chodzi o budowanie atmosfery. Jego bohaterowie są skazani na samych siebie, odcięci od świata przez szalejący na morzu sztorm, świadomi tego, że wśród nich przebywa morderca. Nikt nie może czuć się komfortowo w takich okolicznościach przyrody. W mieszkańcach narasta bunt, wzmaga się agresja, pojawia się wiele pytań, wątpliwości i oskarżeń. Stara zbrodnia nie wzbudziłaby takich emocji, ale na wyspie pojawiają się nowe ofiary, a wraz z nimi atmosfera robi się ciężka i coraz bardziej złowroga. David Hunter, chcąc nie chcąc, staje się aktywnym uczestnikiem wydarzeń. Policyjni śledczy nie są w stanie dotrzeć na wyspę i przejąć inicjatywy. Rozwiązaniem zagadki zajmują się więc antropolog sądowy, emerytowany policjant i przedstawiciel lokalnej władzy, dla którego priorytetem jest przesiadywanie w barze, z zawsze pełnym kuflem piwa pod ręką.

Powieści Becketta czytam zachłannie i z wielką przyjemnością. Na razie nie przeszkadza mi schematyczność i podobna w obu książkach konstrukcja zdarzeń. W Chemii śmierci wszystko było świeże, więc zaskakujące. Zapisane w kościach też jeszcze potrafiło mnie zadziwić, ale obawiam się, że jeśli autor będzie trzymał się schematu, w kolejnej książce szybko uda mi się wytypować zbrodniarza. Co nie znaczy, że Szepty zmarłych nie okażą się równie dobrą powieścią.

środa, 3 września 2014

Szlakiem kości...

Elly Griffiths
Szlak kości
Wydawnictwo Literackie, 2011


Czasami nie mogę wybrać książki, którą chciałabym przeczytać. Leży przede mną kilka ciekawych tytułów, a mnie się wydaje, że w tym momencie żaden z nich nie okaże się interesujący. Wyjściem z tej nieprzyjemnej sytuacji jest sięgnięcie po kryminał. Tak, ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że na powieść kryminalną zawsze mam ochotę. Kiedy trafiłam na Szlak kości nie miałam problemu z lekturą. Czytałam Zatrute ciasteczko Alana Bradleya. Jednak na książkę Elly Griffiths trafiłam, będąc u przyjaciół i nie chciałam jej zabierać do domu, więc rozstałam się na chwilę z Flawią de Luce, by rozsmakować się w historii pewnego porwania.

Ruth Galloway jest antropologiem, dlatego zostaje poproszona o zbadanie kości, znalezionych na bagnach. Okazuje się, że kości są bardzo stare, pochodzą z epoki żelaza i są to kości dziecka. Biorąc pod uwagę miejsce, w którym zostały odkryte, można przypuszczać, że dziecko stałą się ofiarą kultu. Tak się składa, że pani antropolog kilka lat wcześniej prowadziła szczegółowe badania na tych bagnistych terenach i doskonale zna skandynawską mitologię. Dzięki temu Ruth staje się cennym informatorem dla policji i zaczyna owocną współpracę z inspektorem Nelsonem.
Galloway jest specjalistką od przeszłości, zna się na kościach i rytualnych obrzędach. Tymczasem policję interesuje przede wszystkim teraźniejszość, czyli zniknięcie dziewczynki, które może mieć związek z tragedią sprzed dziesięciu lat, a nie z wydarzeniami z epoki żelaza. Niespodziewanie dla samej siebie, Ruth staje się nie tylko obserwatorem wydarzeń, ale również ofiarą potencjalnego zbrodniarza.

To nie jest najlepszy kryminał, jaki czytałam. Griffiths szybko odsłoniła karty i bez trudu mogłam odgadnąć, kto wprowadził chaos do spokojnego miasteczka i co stało się z Lucy, dziewczynką, która kilka lat wcześniej zniknęła w podejrzanych okolicznościach. Wątek kryminalny wypada średnio, a mimo to czytałam Szlak kości z przyjemnością i mam ochotę na więcej (w Polsce ukazały się na razie dwa tomy serii). Polubiłam głównych bohaterów, z którymi spotkam się w kolejnej książce i będę śledziła ich życiowe perypetie. Do Camilli Lackberg też mogłabym się momentami przyczepić, bo nie wszystkie części skandynawskiej sagi są świetne, ale ile się dzieje u bohaterów, których poznajemy bliżej z tomu na tom. Ruth i inspektor Nelson wzbudzili moją sympatię, a zakończenie książki sprawiło, że już nie mogę się doczekać, co będzie dalej...



sobota, 24 maja 2014

Chemia śmierci.

Simon Beckett
Chemia śmierci
Amber, 2006


Każdy rozdział tej książki kończył się tak, że nie byłam w stanie jej odłożyć i za to autorowi należą się ogromne brawa. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek tak zachłannie czytała kryminał. Młodszego księgowego Dehnela, owszem, właśnie z przyjemnością "połykam". Za chwilę rzucę się na pierwszy tom dzienników Susan Sontag. Ale kryminał?

Chemia śmierci to pierwszy tom cyklu z Davidem Hunterem, antropologiem sądowym, który zaszył się w małej mieścinie i pracuje jako miejscowy lekarz. Ani pracodawca, ani pacjenci nie znają przeszłości doktora, a mężczyźnie wcale nie zależy, by mieszkańcy widzieli w nim kogoś więcej niż pracownika służb medycznych. Sytuacja ulegnie zmianie, gdy dwaj chłopcy znajdą okaleczone zwłoki, będące w stanie takiego rozkładu, że nie można określić płci denata. Miejscowa policja szuka śladów, ale śledztwo nie przynosi zadowalających rezultatów. Szef policji dociera do informacji na temat przeszłości Huntera i prosi lekarza o pomoc w rozpoznaniu ofiary. David nie chce wracać do bolesnych wspomnień, nie ma ochoty na ponowne spotkania ze śmiercią i żmudne analizowanie przyczyn rozkładu ludzkiego ciała. Chemia śmierci jest jednak tak fascynującym zjawiskiem (wielu ciekawych informacji można się dowiedzieć z powieści Becketta), a Hunter to prawdziwy pasjonat, który jest przede wszystkim antropologiem sądowym, nie lekarzem. Bohater postanawia pomóc policji w śledztwie, tym bardziej, że pojawiają się nowe tropy i wszystko wskazuje na to, że morderca nie poprzestanie na jednej zbrodni.

Chemia śmierci to bardzo dobra książka. Od pierwszej do ostatniej strony trzyma w napięciu. Małomiasteczkowa atmosfera Manham jest duszna, złowroga, nieprzyjazna obcym. David Hunter od trzech lat mieszka i pracuje w tym mieście, a mieszkańcy nie traktują go jak swojego. Staje się pierwszym podejrzanym, gdy w miasteczku pojawia się informacja o morderstwie.
Hunter angażuje się w śledztwo całym sobą, jest dokładny i ma ogromną wiedzę. To interesujący bohater, którego czytelnik szybko polubi i będzie mu kibicował nie tylko w życiu zawodowym, ale również w prywatnym.

Pozostaje mi polecić tę świetnie napisaną książkę miłośnikom kryminałów i thrillerów medycznych. Nie wiem, do którego gatunku literackiego bardziej pasuje Chemia śmierci. Grunt, że to doskonała historia.

poniedziałek, 12 maja 2014

Człowiek - nietoperz, czyli pierwsze spotkanie z Nesbo.

Jo Nesbo
Człowiek - nietoperz
Pol-Nordica, 2005



Harry Hole. Policjant z popapranym życiorysem. Alkoholik z niezwykłą intuicją.
Człowiek - nietoperz to pierwsza powieść kryminalna z serii o Harrym Hole, norweskim funkcjonariuszu. To również moje pierwsze spotkanie z Jo Nesbo i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, a książkę dosłownie połknęłam.

Hole trafia do Australii w związku z zabójstwem młodej Norweżki. Jednak, jak to zwykle w skandynawskich kryminałach bywa, wątek śledztwa miesza się z wieloma innymi i w pewnym momencie nie wiadomo, co jest najbardziej istotne w opowiadanej historii i co się najbardziej podoba. Mnie zdecydowanie styl Nesbo przekonuje, a Harry'ego polubiłam od pierwszego spotkania. Pewne jest, że to doskonały policjant, choć ma na swoim koncie nieciekawe doświadczenia. Ludzki jest, myli się, ufa swojej intuicji i nie ma uprzedzeń. Bywa szalony i narwany, ale w gruncie rzeczy to mądry i interesujący facet.

Śledztwo prowadzi głównego bohatera do półświatka Sydney, w który Harry wkracza dzięki swemu partnerowi. Andrew jest potężnym Aborygenem i można odnieść wrażenie, że wszędzie ma znajomych, nawet w najbardziej mrocznych kątach. Hole szybko zaprzyjaźnia się z Andrew i z zainteresowaniem wysłuchuje opowieści o rdzennych mieszkańcach Australii. Nesbo oferuje czytelnikowi nie tylko intrygę kryminalną (trzeba przyznać, że jeśli chodzi o ten wątek powieści, to szału nie ma), ale również skrawek informacji o australijskim społeczeństwie, o sytuacji mieszkających tam Aborygenów. Na pierwszy plan wysuwa się życie osobiste bohaterów, ich przeszłe doświadczenia. Dzięki temu czytelnik stopniowo poznaje Harry'ego i dowiaduje się o jego chorobie alkoholowej, związkach z kobietami, problemach w pracy.

Człowiek - nietoperz to świetny kryminał, który otwiera wielotomową serię książek z norweskim policjantem Harrym Hole w roli głównej. Mnie się tę powieść czytało świetnie, a podobno każda kolejna jest lepsza. Spotkałam się z wieloma opiniami, że pierwsza część to najsłabsze ogniwo, najbardziej przegadane i nieco nudnawe. Jednak mnie pozytywnie zaskoczył styl Jo Nesbo i nawet przez chwilę nie nudziłam się podczas lektury.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Śmierć i dziewczyna.

Karin Fossum
Nie oglądaj się
Znak, 2008

Czytanie trudnych, emocjonalnie wyczerpujących książek, dobrze przerwać kryminałem. Od dawna miałam ochotę poznać styl norweskiej królowej kryminału. Nie zachowałam chronologii czytania cyklu z Konradem Sejerem, ale nie odczułam, że kolejność ma tu większe znaczenie. Przeczytałam drugi z sześciu tomów serii i muszę przyznać, że styl pisania Karin Fossum trafił w moje gusta.

W niewielkich miasteczkach życie płynie leniwie, każdy każdego zna, a morderstwa zdarzają się gdzie indziej. Bywa jednak, że cichą codzienność małej mieściny burzy okrutna zbrodnia. W tym przypadku jest to śmierć piętnastoletniej Annie, nastolatki lubianej przez rówieśników, sportsmenki, dobrej uczennicy. Konrad Sejer i Jakub Skarre, prowadzący śledztwo policjanci, długo nie mogą znaleźć motywu, który pozwoliłby im wpaść na trop sprawcy. Szukają, pytają, są pełni wątpliwości i powoli odkrywają, że nawet niewielkie miasteczka mają swoje sekrety.

Karin Fossum niespiesznie i subtelnie prowadzi czytelnika przez kolejne etapy rozwiązywania zagadki morderstwa. Jej styl wpisuje się w konwencję skandynawskiego kryminału - akcja toczy się bez pościgów, bez strzelaniny, a policjanci zanim wpadną na jakiś trop, najpierw muszą przetrawić własne myśli. Niewiele tu emocji, bohaterowie mają dystans do siebie i do swych rozmówców. Fabuła opiera się na dialogu z drugim człowiekiem, na szukaniu ukrytego dna, bo takie zawsze istnieje, ale również na prowadzeniu wewnętrznego monologu. Nic nie jest oczywiste ani czarno - białe. Nikogo się nie osądza, każdego należy wysłuchać. Atmosfera jest gęsta, ale od początku do końca opowieści panuje spokój.

Nie zawiodłam się na książce Karin Fossum. Z większą przyjemnością czytałam sagę Lackberg, ale styl norweskiej pisarki również mi odpowiada. Nie oglądaj się to dobra książka, w której miłośnicy skandynawskiego stylu pisania odnajdą to, czego szukają, a co składa się na urok skandynawskich kryminałów.

środa, 26 marca 2014

"Śmiejący się policjant", czyli kryminał skandynawski.

Maj Sjowall, Per Wahloo
Śmiejący się policjant
Amber, 2010


To jest całkiem przeciętny kryminał. Statyczny i nudnawy. Zapowiada się interesująco, by później, z każdą przeczytaną stroną, coraz bardziej rozczarowywać. Wielka zbrodnia, w której ginie osiem osób, wymaga uważnego śledztwa. Dochodzenie toczy się w tempie ślimaczym, jakby obok zdarzeń z prywatnego życia sztokholmskich policjantów. Język powieści jest prosty, ascetyczny, obfituje w dialogi, co sprawia, że książkę czyta się błyskawicznie (w przeciwieństwie do tempa akcji).

To, co mnie urzeka  w skandynawskich kryminałach, odnalazłam w Śmiejącym się policjancie. Bohaterowie są zwyczajni, nie kandydują do miana superbohaterów. Jednak drażniła mnie ich ospałość i brak większego zainteresowania sprawą. Momentami denerwował również suchy, niemal kronikarski, styl opowiadania. Najpierw miałam wrażenie, że czytam raport z miejsca zbrodni, by w dalszej części zapoznać się z raportem z przeprowadzonego śledztwa.

Tak jak lubię Henninga Mankella i Camillę Lackberg, jak podobało mi się spotkanie z trylogią Millenium, tak niekoniecznie sięgnę po inne kryminały duetu Sjowall - Wahloo.
To, co jest interesujące z dzisiejszej perspektywy, to sposób prowadzenia dochodzenia bez użycia gadżetów. Nie istnieje ogólna baza DNA, dzwonić trzeba z budki telefonicznej i z telefonu stacjonarnego, nie ma dostępu do internetu. Przy braku poszlak rozwiązanie zagadkowego morderstwa nie może być proste. Jednak powoli, krok po kroku, grupa policjantów znajduje zbrodniarza i zamyka sprawę zbiorowego zabójstwa.
(Kryminał został napisany w 1968 roku)

poniedziałek, 24 lutego 2014

Wołanie kukułki.

Robert Galbraith
Wołanie kukułki
Wydawnictwo Dolnośląskie, 2013


Wszyscy już wiedzą, że Robert Galbraith to pseudonim J.K.Rowling. Niezależnie od tego, kto jest autorem Wołania kukułki uważam ten kryminał za przeciętny. Śledztwo w sprawie samobójstwa znanej modelki interesowało mnie umiarkowanie. Do głównego bohatera Cormorana Strike'a nie zapałałam wielką sympatią. Prywatny detektyw nie wydał mi się również antypatyczny, a nie jest dobrze, gdy postać literacka wywołuje co najwyżej letnie uczucia. Sekretarka Strike'a, choć zafascynowana profesją pracodawcy, jest bohaterem mało wyrazistym. Oboje nie budują fabuły, a moim zdaniem dobry kryminał to nie tylko ciekawe śledztwo, ale również interesujące i charakterne postaci pierwszoplanowe.
Idąc tropem tego, co mnie się w powieści Galbraith nie podobało, napiszę o nudzie, która towarzyszyła lekturze książki. Nie wspominam dobrze Pocztówkowych zabójców Lizy Marklund (miałam wrażenie, że czytam scenariusz filmowy), ponieważ lubię klimat skandynawskich kryminałów, gdzie akcja toczy się niespiesznie, a w fabułę autorzy wplatają wiele osobistych wątków z życia głównego bohatera; gdzie inspektor/policjant/detektyw to człowiek z krwi i kości, nieco neurotyczny, borykający się z problemami dnia codziennego, a nie superbohater walczący ze złem tego świata. Cormoran Strike wpisuje się w tę charakterystykę. To gapowaty, mało atrakcyjny inwalida wojenny, który właśnie rozstał się z piękną kobietą i bez grosza przy duszy próbuje jakoś funkcjonować. Sypia w biurze, ale przed sekretarką (na którą go nie stać) udaje, że wszystko jest dobrze. Akcja powieści toczy się powoli, detektyw spotyka się z kolejnymi osobami, rozmawia z nimi, wyciąga wnioski. Jednak postaci są nijakie, a to niespieszne tempo drażni.
Zabrakło mi tła psychologicznego. Czytając Wołanie kukułki miałam wrażenie, że autorka prezentuje poszczególne etapy śledztwa, nie wnikając w głąb problemów. Ten suchy, nie wzbudzający żadnych emocji przekaz sprawił, że powieść stała się nużąca. Nie miałam ochoty wspólnie z Cormoranem rozwiązywać zagadki, a przecież na to czekam, gdy sięgam po kryminał. Przyznam, że gdyby nie moja skłonność do tego, by czytać do końca książki rozpoczęte, przerwałabym lekturę powieści. Bez większego żalu.
Wołanie kukułki wielu czytelnikom przypadło do gustu i niecierpliwie czekają na kolejne kryminały Galbraith. Nie dołączę do tego grona i pozwolę sobie sięgnąć po inną powieść.

wtorek, 2 lipca 2013

Pod wpływem.

Marcin Świetlicki
Dwanaście
EMG 2006


Marcin Świetlicki - poeta i wokalista zespołu Świetliki. Powieściopisarz? Naprawdę? A jednak!
Świetlików słuchałam swego czasu namiętnie. Frazy jestem w nastroju nieprzysiadalnym czy po zdjęciu czarnych okularów ten świat przerażający jest tym bardziej powtarzałam jak mantrę. Nie myślałam o Świetlickim jako o pisarzu, dopóki nie wpadł mi w ręce kryminał Dwanaście - pierwsza część mrocznej trylogii o tajemniczym mistrzu. Bohater w dzieciństwie wystąpił w serialu dla młodzieży i ten epizod naznaczył jego życie negatywnie. W mocno dorosłym wieku mistrz nie może przejść ulicą, zasiąść w barze, by nie słyszeć za plecami uwag na swój temat, bo przecież utył i posiwiał. Dziwna sprawa, inni się nie starzeją? Mistrza na tyle przygnębiają uwagi osób trzecich, że patrzy na świat w oparach alkoholu i na trzeźwo ulic nie przemierza.

Mistrz filozofuje, komentuje, obserwuje lokalną społeczność. Przemierza ciemne uliczki Krakowa, dostrzegając więcej i doświadczając pełniej niż tzw. reszta ferajny. Większość życia spędza w knajpie, nad wódeczką, samotnie lub w towarzystwie mniej lub bardziej podejrzanych typów.
Scenariusz podstawowy i oczywisty odsłania historię pewnego śledztwa, wszak mistrz jest prywatnym detektywem i dostał zlecenie odnalezienia panny Patrycji, która z niewiadomych powodów do naszego bohatera mówi "tato". Ponadto, owa panna sprawia, że ożywają duchy z przeszłości, że fakty, które powinny spokojnie leżeć w czeluściach pamięci, zaczynają straszyć po nocach. I już nie wiadomo, co jest prawdą, co zmyśleniem.

Świetlicki nie napisał typowego kryminału. Historia toczy się sama, a pisarz co chwilę mami czytelnika filozoficznymi dysputami lub przemyśleniami, zdarzeniami na pograniczu jawy i snu, a może pijackiego amoku. Świetlicki poetyzuje i nieustannie upija swego bohatera, by ten za wiele nie wydedukował, by śledztwo nie toczyło się prostym i oczywistym torem. Właściwie mistrz zupełnie przypadkowo został wmieszany w intrygę, której nie rozumie i ta intryga sama się rozwiąże, i morderca się znajdzie (bo i zabójstwo odnajdziemy w scenariuszu).

Jest cynicznie. Nieco depresyjnie. Mrocznie. Pijacko. Onirycznie.
Dobrze jest. Na płaszczyźnie literackiej.

sobota, 15 czerwca 2013

Kryminał mocno skondensowany.

Camilla Lackberg
Zamieć śnieżna i woń migdałów
Czarna Owca, 2012


Kiepsko. Niestety. Tym razem autorka świetnej sagi kryminalnej, którą darzę ogromną sympatią, napisała książkę "na kolanie". Zamykając bohaterów w odciętym od świata miejscu wpadła w znany schemat, ale nie udało jej się zbudować napięcia, niezbędnego do tego, by opowieść intrygowała, a kryminał spełniał założenia gatunku.

Rodzinne spotkanie na Valo okazuje się doświadczeniem traumatycznym nie tylko dlatego, że uczestnicy są świadkami śmierci zamożnego seniora rodu, ale również dlatego, że w żaden sposób nie mogą skontaktować się z policją, by wyjaśnić to zdarzenie. Na szczęście jest wśród nich, znany z kryminałów Lackberg, Martin Mohlin - niedoświadczony policjant, któremu nie wiedzie się w życiu uczuciowym. Martin, zaproszony na wyspę przez wnuczkę tragicznie zmarłego, wszczyna śledztwo, choć operuje ograniczonymi środkami i nie towarzyszy mu Patrick Hedstrom. Policjant wielokrotnie załamuje ręce nad brakiem dowodów, bo członkowie rodziny nie pałają ku sobie wielką sympatią, a punktem spornym są (oczywiście!) pieniądze. Senior rodu był bowiem człowiekiem bardzo zamożnym i spekulacje na temat treści pozostawionego przez niego testamentu spędzają sen z powiek wszystkim, którzy pozostali przy życiu.
Gorycz i wzajemne pretensje sączą się niemal z każdej strony powieści Lackberg. Są rodzinne tajemnice i pełne żalu zwierzenia. Jednak wszystko to zostało skondensowane w niewielkich rozmiarów nowelce i czytelnik ma wrażenie, jakby autorka na siłę próbowała wspomnieć o tym i owym, ale szybko, bo kartek papieru zabraknie.

Na szczęście wiem, na co stać Camillę Lackberg i wybaczę pisarce ten marny epizod w literackim życiorysie. Korzystanie z pomysłów mistrzów gatunku (Agatha Christie, Arthur Conan Doyle) jednym wychodzi na dobre, innym niestety szkodzi.


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Camilla Lackberg "Fabrykantka aniołków" (Czarna Owca, 2012).


Ostatnimi czasy, zamiast czytać, oglądam Sztukę czytania. Podglądam cudze biblioteczki, chłonę słowa i wspomnienia. To nie tak, że wszystkie zbiory są dla mnie ciekawe, ale samo patrzenie na półki zastawione książkami sprawia przyjemność.

Sagę Camilli Lackberg skończyłam czytać jakiś czas temu. Ostatni (?) tom okazał się równie interesujący jak poprzednie, a spotkanie z Patrickiem, Ericą, Martinem i innymi udane. Lackberg pisze według konkretnego schematu: od Księżniczki z lodu do Fabrykantki aniołków mamy dwa plany czasowe, mniejszą lub większą tragedię rodzinną i śledztwo kryminalne, które ściśle łączy się z tajemniczą historią sprzed lat.
Bardzo fajnie zbudowana fabuła, lekkie pióro, ciekawa opowieść (szczególnie ta z przeszłości) i grono interesujących (i jednocześnie całkiem zwyczajnych) bohaterów sprawiły, że każdy kolejny tom czytałam z wielką przyjemnością. I chętnie sięgnęłabym po dziewiąty, dziesiąty...

Teraz, na osłodę, wypożyczyłam Zamieć śnieżną i woń migdałów Lackberg.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Zdrada Kopernika.

Artur Górski
Zdrada Kopernika
Instytut Wydawniczy Erica 2010

Czasami jest tak, że dobry pomysł gubi się w realizacji, a ciekawa fabuła rozmywa podczas lektury. Leniwie, powierzchownie i mało atrakcyjnie potraktowany fajny temat. Wątek kryminalny naciągany, na kolanie pisany, a reszta niedopowiedziana, jakby urwana w połowie. Efekt trochę boli czytelnika. 

Podobno istnieje egzemplarz książki, w której Kopernik wyparł się własnych tez. Pożądany i wartościowy Narratio Prima Joachima Retyka wzbudza zainteresowanie niebezpiecznych i bezwzględnych ludzi, przez co życie pewnego wydawcy przestaje być spokojnym i nieco nudnym "zaliczaniem" kolejnych dni. Redaktor Dybowski uczestniczy w grze, do której się nie zgłaszał, ale nikt go o zdanie nie pytał...

Temat naprawdę ciekawy, ale wszystkie wątki poruszone przez autora są spłycone, potraktowane po macoszemu...Chciałoby się więcej, szerzej, dokładniej. Ma być ciąg dalszy i mam cichą nadzieję, że Artur Górski się rozpisze, podda wenie i zaskoczy czytelnika rozbudowaną fabułą, bo, jak widać, pomysłu na fajną opowieść mu nie brakuje.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...