Elizabeth Winder
Sylvia Plath w Nowym Jorku. Lato 1953
Marginesy, 2015
Nieśmiertelna Sylvia Plath. Fascynuje od czasów licealnych. Jej życiorys, mniej twórczość. Nie przebrnęłam przez drobiazgowe Dzienniki, Szklany klosz przeczytałam, ale nie powalił mnie na kolana, za poezją nie przepadam. To niewytłumaczalne, ale nie potrafię przejść obok tego nazwiska obojętnie i czytam wszystkie publikacje na temat Sylvii.
Poetka Elizabeth Winder przedstawiła fragment życia kobiety, postrzeganej jako postać tragiczna. Latem 1953 roku Sylvia jako jedna z dwudziestu młodych kobiet odbyła staż w prestiżowym magazynie Mademoiselle. Pobyt w Nowym Jorku był spełnieniem marzenia, które od lat tliło się w sercu Plath.
Celem Winder było przełamanie wizerunku autorki Ariela jako kobiety depresyjnej i ukazanie Sylvii Plath w wersji light jako miłośniczki mody, opalania, dobrego jedzenia i przystojnych mężczyzn. Kultura wrzuciła pisarkę do worka z napisem Poeci Przeklęci, ale Sylvia nie była jednowymiarowa. Na równi z literaturą kochała modę, namiętnie przeglądała czasopisma, nie rozstawała się z czerwoną szminką. Czytelnicy Dzienników wiedzą, jak wiele miejsca w swoich zapiskach poświęcała codziennym rytuałom, związanym z doborem garderoby. Pobytu w Nowym Jorku nie opisała w Dziennikach, okres ten stał się podłożem dla Szklanego klosza.
Z opowieści autorki, z relacji obserwatorów życia Plath, z krótkich wypowiedzi stażystek, które przebywały w redakcji Mademoiselle latem 1953 roku wyłania się obraz konsumpcjonizmu totalnego. Dziewczyny skupiają się na fatałaszkach, biorą udział w wystawnych kolacjach, wydają pieniądze. Niemal wszystkie pragną żyć w luksusie. Dla większości z nich staż w redakcji to ostatnia przygoda, zanim wkroczą w prawdziwe życie i staną się żonami, matkami, gospodyniami. Są takie, które frapuje kwestia pogodzenia życia domowego z zawodowym. Są i takie, które nie traktują tej kwestii problematycznie, bo pragną jedynie dobrze wyjść za mąż i kupować ubrania, błyskotki, czytać czasopisma, myśleć o nowej fryzurze, urodzić dzieci.
Sylvia nie odrzuca myśli o rodzinie, ale przede wszystkim chce pisać, chce być częścią świata literatury, poznawać pisarzy. Elizabeth Winder pokazuje, że Plath była "zwykłą" kobietą i interesowały ją babskie sprawy. Jednocześnie jednak, między wierszami, możemy dostrzec mroczną stronę Sylvii. Czytając książkę widzimy uśmiechniętą blondynkę, dziewczęcą i pełną życia, która cieszy się pobytem w Nowym Jorku. Dwa miesiące po powrocie z wymarzonego stażu ta piękna kobieta trafia do szpitala po nieudanej próbie samobójczej.
Autorka wtłacza w główny nurt opowieści epizody z życia Plath przed jej przyjazdem do Nowego Jorku. Szatkuje narrację relacjami świadków wydarzeń, dzięki czemu mamy nie tylko szerszy obraz sytuacji, ale zabieg ten sprawia, że książka Winder przypomina reportaż.
Sylvia Plath w Nowym Jorku. Lato 1953 to tytuł wart przekartkowania. To inne spojrzenie na autorkę Szklanego klosza. Dla czytelników, którzy podobnie jak ja, z wiadomych czy też niewiadomych przyczyn, są zafascynowani życiorysem Plath.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo marginesy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo marginesy. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 9 listopada 2015
niedziela, 11 października 2015
ORO.
Marcel A. Marcel (Daria Łukasińska, Olga Sawicka)
Oro
Marginesy, 2012
Oro to niebanalna powieść dla młodzieży. Wyjątkowa. Mądra. Mnożąca pytania. Dająca do myślenia. Opisuje odrzucenie i trudne dorastanie. Daje nadzieję. Pokazuje, że może być lepiej, cieplej, bliżej. Nie ubiera w ładne szaty, nie ubarwia, czasami przeklnie i się wkurzy. Jednak daje siłę.
Dla nastolatków. I dla dorosłych. Żeby wiedzieli, jak jest, bo nawet jeśli się domyślają, to i tak mają braki. I powinni poczytać o tym, co ważne w życiu. O tym, co daje siłę w codzienności. Co buduje.
O tym, że każdy się z czymś boryka, ale chodzi o to, żeby się nie barykadować, ale czasami nie można inaczej, czasami wydaje się, że życie to wieczna walka. O przestrzeń, o uczucia, o siebie. Jednak nawet kiedy wybierasz samotność, nigdy nie jesteś sam.
Lena po latach błądzenia trafia do domu Wandy i Romana, którzy stworzyli miejsce do życia dla kilkorga dzieci w różnym wieku. Każdy z mieszkańców tego domu jest charakterystyczny. W odczuciu "znakomitej" większości traktowany był jako trudny, bo albo nieznośnie nadpobudliwy, albo bulimik, albo... Każdy z nich ma szczęście, bo trafił do patchworkowej rodziny, w której najważniejsze jest bycie sobą, szacunek dla inności przekonań, komunikacja. Związek Wandy i Romana może wzbudzić podejrzenia, bo ta kobieta i ten mężczyzna rozumieją się bez słów, rozmawiają ze sobą, na nikogo nie wrzeszczą i nikogo pochopnie nie oceniają. SĄ. Są dla siebie i są dla swoich dzieci. Przyjęli szóstkę dzieciaków z wszystkimi ich problemami, z ich trudną przeszłością, z pokiereszowanymi duszami. Wierzą, że otulenie ich ciepłem sprawi, że dadzą się oswoić. Obserwujemy tę zmianę na przykładzie Leny, która na początku jest zalęknionym dzikim stworzonkiem, nieustannie przygotowanym do ataku i stopniowo adaptuje się do nowej rzeczywistości. Nie jest to proces łatwy i przyjemny, ale piękny.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tej opowieści, której udało się mną potrząsnąć i wycisnąć mi łzy z oczu. To naprawdę mądra i ważna książka, o której jeszcze wiele razy pomyślę.
Oro zawiera w sobie taką dawkę emocji pozytywnych i negatywnych, że nie sposób nie przeżywać tej powieści, nie angażować się w sprawy, które dotyczą bohaterów.
Dla mnie książka dwóch polskich pisarek to przede wszystkim opowieść o mądrym i uważnym rodzicielstwie. O tym, że wystarczy BYĆ, SŁUCHAĆ, NIE OCENIAĆ, NIE NARZUCAĆ. Klucz do fajnego bycia razem i do pełnej bliskości codzienności naprawdę nie jest głęboko zakopany.
Podczas lektury miałam momentami wrażenie, że autorki przed napisaniem powieści czytały Agnieszkę Stein, Jespera Juula... W sposobie postępowania Wandy i Romana odnajdywałam strzępy ich cennych spostrzeżeń.
Warto czytać Oro. Warto wracać do tej lektury. Warto podsunąć tę książkę nastolatkowi.
Oro
Marginesy, 2012
Ma oswoić miejsce? To nie problem. Gorzej oswoić ludzi.
Oro to niebanalna powieść dla młodzieży. Wyjątkowa. Mądra. Mnożąca pytania. Dająca do myślenia. Opisuje odrzucenie i trudne dorastanie. Daje nadzieję. Pokazuje, że może być lepiej, cieplej, bliżej. Nie ubiera w ładne szaty, nie ubarwia, czasami przeklnie i się wkurzy. Jednak daje siłę.
Dla nastolatków. I dla dorosłych. Żeby wiedzieli, jak jest, bo nawet jeśli się domyślają, to i tak mają braki. I powinni poczytać o tym, co ważne w życiu. O tym, co daje siłę w codzienności. Co buduje.
O tym, że każdy się z czymś boryka, ale chodzi o to, żeby się nie barykadować, ale czasami nie można inaczej, czasami wydaje się, że życie to wieczna walka. O przestrzeń, o uczucia, o siebie. Jednak nawet kiedy wybierasz samotność, nigdy nie jesteś sam.
Lena po latach błądzenia trafia do domu Wandy i Romana, którzy stworzyli miejsce do życia dla kilkorga dzieci w różnym wieku. Każdy z mieszkańców tego domu jest charakterystyczny. W odczuciu "znakomitej" większości traktowany był jako trudny, bo albo nieznośnie nadpobudliwy, albo bulimik, albo... Każdy z nich ma szczęście, bo trafił do patchworkowej rodziny, w której najważniejsze jest bycie sobą, szacunek dla inności przekonań, komunikacja. Związek Wandy i Romana może wzbudzić podejrzenia, bo ta kobieta i ten mężczyzna rozumieją się bez słów, rozmawiają ze sobą, na nikogo nie wrzeszczą i nikogo pochopnie nie oceniają. SĄ. Są dla siebie i są dla swoich dzieci. Przyjęli szóstkę dzieciaków z wszystkimi ich problemami, z ich trudną przeszłością, z pokiereszowanymi duszami. Wierzą, że otulenie ich ciepłem sprawi, że dadzą się oswoić. Obserwujemy tę zmianę na przykładzie Leny, która na początku jest zalęknionym dzikim stworzonkiem, nieustannie przygotowanym do ataku i stopniowo adaptuje się do nowej rzeczywistości. Nie jest to proces łatwy i przyjemny, ale piękny.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tej opowieści, której udało się mną potrząsnąć i wycisnąć mi łzy z oczu. To naprawdę mądra i ważna książka, o której jeszcze wiele razy pomyślę.
Oro zawiera w sobie taką dawkę emocji pozytywnych i negatywnych, że nie sposób nie przeżywać tej powieści, nie angażować się w sprawy, które dotyczą bohaterów.
Dla mnie książka dwóch polskich pisarek to przede wszystkim opowieść o mądrym i uważnym rodzicielstwie. O tym, że wystarczy BYĆ, SŁUCHAĆ, NIE OCENIAĆ, NIE NARZUCAĆ. Klucz do fajnego bycia razem i do pełnej bliskości codzienności naprawdę nie jest głęboko zakopany.
Podczas lektury miałam momentami wrażenie, że autorki przed napisaniem powieści czytały Agnieszkę Stein, Jespera Juula... W sposobie postępowania Wandy i Romana odnajdywałam strzępy ich cennych spostrzeżeń.
Warto czytać Oro. Warto wracać do tej lektury. Warto podsunąć tę książkę nastolatkowi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)