Kolejny skandynawski kryminał. Tym razem autor pochodzi z Islandii.
Akcja (jak zwykle nieco statyczna) toczy się w Reykjaviku, czyli jedynym islandzkim mieście, którego nazwę kojarzę. Jest ponuro, mgliście, jesiennie, depresyjnie. Bohaterowie mają ciężkie życie, a prowadzący śledztwo Erlendur Sveinsson nie może się dogadać ze swoją, uzależnioną od narkotyków, córką. Z synem alkoholikiem również.
Jest zbrodnia. Ciało starszego mężczyzny, Holberga, zostaje znalezione w jego mieszkaniu. Przy zwłokach leży karteczka, na której widnieje jedno zdanie: Ja to on. Już wiadomo, że zbrodnia nie była przypadkowa. Ktoś ją zaplanował. Ktoś miał motyw. Erlendur nieco później znajduje w mieszkaniu ofiary fotografię grobu dziecka. Sprawa zaczyna nabierać rumieńców, a policjant czuje się coraz bardziej zaintrygowany.
Po nitce do kłębka...i żmudne, ale jakże ciekawie opisane śledztwo zostanie zakończone sukcesem. Choć ciężko mówić o sukcesie, kiedy w toku rozwiązywania sprawy wychodzą na wierzch brudy wielu osób, do czego nawiązuje tytuł książki. Każda osoba, do której trafia Erlendur żyje w bagnie własnych ograniczeń albo przeszłych uczynków, które nie pozwalają spokojnie zasnąć.
Postać Erlendura jest mistrzowsko skonstruowana - zwyczajny facet z problemami dnia codziennego, który niczym się nie wyróżnia. Trochę przypomina Wallandera.
Nie znam Islandii i z książki dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy na temat tego niewielkiego kraju. Okazuje się, że istnieją tam choroby genetyczne, związane z pokrewieństwem mieszkańców...ale więcej zdradzać nie będę, by nie psuć przyjemności z lektury.
W bagnie to kawał dobrej kryminalnej historii. Nie porywa, ale wciąga.
środa, 29 sierpnia 2012
czwartek, 23 sierpnia 2012
Virginia C. Andrews "Płatki na wietrze".
Kwiaty na poddaszu mnie porwały totalnie. Nic dziwnego, że na drugą część czekałam bardzo i jak tylko dostrzegłam ją na bibliotecznej półce, zabrałam i radośnie pofrunęłam do domu, by zanurzyć się znowu w dziwacznych kolejach losu rodziny Dollangangerów.
No cóż, wskoczyłam w tę opowieść z rozmachem, ale po kilkunastu kartkach ochłonęłam i po prostu czytałam, odkładając lekturę powieści na później bez żalu.
Druga część sagi pani Andrews skupia się na życiu Cathy. Dziewczyna wciąż jest narratorem opowieści i wciąż kipi nienawiścią do matki. Płatki na wietrze to historia szczegółowo planowanej zemsty. I opowieść o tym, jak nienawiść potrafi przesłonić wszystko inne, nawet pięknie spełniające się marzenia. Cathy okazuje się mściwą i bezwzględną intrygantką i nie pozostawia czytelnikowi złudzeń co do tego, z jakiej gliny została ulepiona. Szkoda tylko, że skupiając się na przeszłości i planując zemstę, zapomina o sobie. Cały czas miałam wrażenie, że Cathy najwięcej traci, że marnuje talent, możliwości, wszelkie szanse, które dostaje od losu, a winą za to wciąż obarcza matkę, babkę, dziadka...Tymczasem, jakkolwiek dzieciństwo ma ogromny wpływ na nasze istnienie, to w pewnym momencie można przeskoczyć przeszłość i zacząć żyć. Tym bardziej, jeśli los jest dla nas pomyślny. A taki właśnie okazuje się dla Cathy. Ona, najpierw dziewczyna, później już kobieta, robi na przekór pomyślności, odrzuca spełnienia, dokonuje złych wyborów...i tak przez całą powieść, która siłą rzeczy skupia się na Cathy, ponieważ Chris i Carrie jakoś sobie, lepiej lub gorzej, radzą.
Płatki na wietrze nie urzekły mnie tak jak Kwiaty na poddaszu, ale na tyle, że sięgnę po kolejne tomy. Jestem ciekawa, co dalej. Styl pisania Virginii C. Andrews przyciąga, a psychologiczne portrety bohaterów są nietuzinkowe. Szkoda tylko, że w drugiej części wałkowany jest w kółko jeden temat, a działania Cathy z rozdziału na rozdział są coraz bardziej przewidywalne.
No cóż, wskoczyłam w tę opowieść z rozmachem, ale po kilkunastu kartkach ochłonęłam i po prostu czytałam, odkładając lekturę powieści na później bez żalu.
Druga część sagi pani Andrews skupia się na życiu Cathy. Dziewczyna wciąż jest narratorem opowieści i wciąż kipi nienawiścią do matki. Płatki na wietrze to historia szczegółowo planowanej zemsty. I opowieść o tym, jak nienawiść potrafi przesłonić wszystko inne, nawet pięknie spełniające się marzenia. Cathy okazuje się mściwą i bezwzględną intrygantką i nie pozostawia czytelnikowi złudzeń co do tego, z jakiej gliny została ulepiona. Szkoda tylko, że skupiając się na przeszłości i planując zemstę, zapomina o sobie. Cały czas miałam wrażenie, że Cathy najwięcej traci, że marnuje talent, możliwości, wszelkie szanse, które dostaje od losu, a winą za to wciąż obarcza matkę, babkę, dziadka...Tymczasem, jakkolwiek dzieciństwo ma ogromny wpływ na nasze istnienie, to w pewnym momencie można przeskoczyć przeszłość i zacząć żyć. Tym bardziej, jeśli los jest dla nas pomyślny. A taki właśnie okazuje się dla Cathy. Ona, najpierw dziewczyna, później już kobieta, robi na przekór pomyślności, odrzuca spełnienia, dokonuje złych wyborów...i tak przez całą powieść, która siłą rzeczy skupia się na Cathy, ponieważ Chris i Carrie jakoś sobie, lepiej lub gorzej, radzą.
Płatki na wietrze nie urzekły mnie tak jak Kwiaty na poddaszu, ale na tyle, że sięgnę po kolejne tomy. Jestem ciekawa, co dalej. Styl pisania Virginii C. Andrews przyciąga, a psychologiczne portrety bohaterów są nietuzinkowe. Szkoda tylko, że w drugiej części wałkowany jest w kółko jeden temat, a działania Cathy z rozdziału na rozdział są coraz bardziej przewidywalne.
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Indie i Chorwacja w pigułce.
Mam lenia totalnego. Druga sprawa, że mało czytam. Jednego dnia przysiądę i płynę przez kolejne strony. Innego nawet nie zerkam w stronę półki, na której w zadziwiająco równym rządku stoją przytargane z biblioteki książki. Może lektury wybrałam nieciekawe, mało porywające, magicznie odpychające.Ale zaległości w pisaniu o książkach mam, więc udaje mi się czasami doczytać jakiś tom do końca.
Ostatnio połknęłam Blondynkę w Indiach Beaty Pawlikowskiej i Chorwację Anny i Krzysztofa Kobusów.
Te mini książeczki byłyby cudowne, gdyby nie ich kieszonkowe wydania. Mało tekstu, zdecydowanie ubogo pod względem fotograficznym...
Po przeczytaniu człowiek pozostaje z ogromnym niedosytem i kolosalnym apetytem na więcej.
Bronią się te książeczki dobrym tekstem, bo lubię styl pisania i Beaty, i Ani (że sobie tak po imieniu pozwolę). Jednak Chorwacja dobiła mnie brakiem zdjęć (wspomnę o czarno-białych, jakby skserowanych, fotografiach i kilku kolorowych na końcu książeczki, ale to zdecydowanie za mało), a przecież małżeństwo Kobusów słynie z pięknych ujęć. Może mój egzemplarz jest wybrakowany (kupiłam Chorwację razem z magazynem National Geographic), a może seria Mali podróżnicy w wielkim świecie już tak ma...
piątek, 27 lipca 2012
Camilla Lackberg "Ofiara losu".
Pisanie o kolejnej książce Camilli Lackberg wydaje mi się trochę wtórne. Może dlatego tak długo zbierałam się, by wspomnieć tutaj Ofiarę losu. Czytałam ten kryminał tak jak poprzednie części sagi: szybko i z zainteresowaniem.Tym razem śledztwo w sprawie morderstwa wybiega nie tylko poza granice Fjallbaki, ale również sięga daleko w przeszłość. Dochodzenie toczy się powoli, co jakiś czas następuje przełom, a Patrick, jak zwykle, bardzo angażuje się w sprawę. Główny bohater, bo za takiego uważam Patricka, bazuje na skojarzeniach i każde kolejne śledztwo coraz sprawniej doprowadza do końca.
Zakończenie poprzedniej części mnie zaintrygowało i liczyłam na to, że w Ofierze... sprawa Anny nabierze rozpędu, ale się przeliczyłam. Nic nie zostaje wyjaśnione, a siostra Ericy całkiem nieźle funkcjonuje (biorąc pod uwagę to, co się wydarzyło, a nie chcę zdradzać, co to było, by nie psuć lektury potencjalnym czytelnikom).
Zakończenie Ofiary losu również intryguje, a tytuł kolejnej części - Niemiecki bękart - sugeruje to i owo, ale nie nastawiam się na jakieś wyjątkowe rozwinięcie tej historii, by ponownie się nie rozczarować.
Podsumowując: lubię Camillę Lackberg. I tyle.
niedziela, 15 lipca 2012
Mari Jungstedt "Niewidzialny" (Bellona, 2010)
Obłożyłam się książkami, ale nie mogę znaleźć nic dla siebie. Odrzucam kolejne tytuły i wciąż wracam do skandynawskich kryminałów. Wiem, że prędzej czy później, nastąpi przesyt i je wypluję, ale na razie czytanie tych powieści sprawia mi najwięcej przyjemności. Taki czas nastał i, znając życie i moje upodobania, pewnie minie. Na razie poddaję się fali literatury, która jest na topie, więc książek przez jakiś czas nie zabraknie.
Mari Jungstedt to nie Camilla Lackebrg, to nie Henning Mankell, to nie Stieg Larsson, ale przeczytałam z zainteresowaniem. To lektura na jeden, góra - dwa wieczory.
Spokojna mieścina, żyjąca z turystów, nagle przestaje być wymarzonym miejscem na spędzenie wakacyjnego urlopu. Na plaży porzucono zwłoki młodej kobiety, a sposób, w jaki pozbawiono ją życia, straszy przerażającym okrucieństwem. Na początku podejrzenie pada na męża denatki, ale powoli (bardzo powoli) wychodzą na jaw różne niuanse, a przede wszystkim pojawiają się nowe zbrodnie.
Wlecze się to śledztwo na Gotlandii strasznie, policja lekko zaspana potyka się o kolejne ciała i stoi w miejscu. Szybko odkryłam, kto jest sprawcą, co rzadkie, choć zawsze się staram.
Niewidzialny jest pierwszym z siedmiu kryminałów, w których śledztwo prowadzi inspektor Anders Knutas. Nie wzbraniam się przed przeczytaniem kolejnych, bo to lekka i całkiem interesująca lektura. Do spokojnie prowadzonych śledztw przywykłam. Styl skandynawskich powieści kryminalnych bardzo lubię i mam nadzieję, że Mari Jungstedt z każdą kolejną historią będzie coraz lepszą pisarką.
Mari Jungstedt to nie Camilla Lackebrg, to nie Henning Mankell, to nie Stieg Larsson, ale przeczytałam z zainteresowaniem. To lektura na jeden, góra - dwa wieczory.
Spokojna mieścina, żyjąca z turystów, nagle przestaje być wymarzonym miejscem na spędzenie wakacyjnego urlopu. Na plaży porzucono zwłoki młodej kobiety, a sposób, w jaki pozbawiono ją życia, straszy przerażającym okrucieństwem. Na początku podejrzenie pada na męża denatki, ale powoli (bardzo powoli) wychodzą na jaw różne niuanse, a przede wszystkim pojawiają się nowe zbrodnie.
Wlecze się to śledztwo na Gotlandii strasznie, policja lekko zaspana potyka się o kolejne ciała i stoi w miejscu. Szybko odkryłam, kto jest sprawcą, co rzadkie, choć zawsze się staram.
Niewidzialny jest pierwszym z siedmiu kryminałów, w których śledztwo prowadzi inspektor Anders Knutas. Nie wzbraniam się przed przeczytaniem kolejnych, bo to lekka i całkiem interesująca lektura. Do spokojnie prowadzonych śledztw przywykłam. Styl skandynawskich powieści kryminalnych bardzo lubię i mam nadzieję, że Mari Jungstedt z każdą kolejną historią będzie coraz lepszą pisarką.
środa, 4 lipca 2012
Camilla Lackberg. Kamieniarz (Czarna Owca, 2010).
Trzecia część sagi Camilli Lackberg jest najbardziej skomplikowana pod kątem zagadki kryminalnej.
Czytając, co rusz trafiamy na nowe wątki, które zamazują ogólny zarys sytuacji nie tylko policjantom, którzy prowadzą śledztwo, ale również czytelnikom.
Tym razem zamordowana zostaje siedmioletnia dziewczynka. Jej śmierć początkowo wydaje się nieszczęśliwym wypadkiem, ale szybko okazuje się nieprzypadkowym i przerażającym czynem człowieka, który znajduje się gdzieś we Fjallbace.
Patrick przejmuje dochodzenie, ale do pomocy ma nie Martina, tylko leniwego Ernsta, który najpierw robi, później myśli, przez co w każdej części serii wpada w mniejsze lub większe kłopoty.
Patrick poza tym ma córeczkę i kobietę przytłoczoną macierzyństwem, co nieco rozprasza jego myśli i przeszkadza w skupieniu się na sprawie zabójstwa. Przyznam, że Erica w Kamieniarzu mnie drażniła: jest marudna, osowiała, wiecznie zmartwiona. Autorka sugeruje depresję poporodową, ale w żadnym momencie powieści nie zostaje ona stwierdzona, więc pozostanę przy tym, że Ericę przerosły obowiązki mamy i skupiła się na marudzeniu, a nie działaniu.
Lackberg wprowadza więcej wątków, bohaterowie drugoplanowi są bardziej charakterni: mamy złośliwych sąsiadów, którzy z uśmiechem na ustach podstawiają sobie nogi, czekając aż drugie się przewróci, by umilić sobie szarą rzeczywistość; mamy chłopaka z zespołem Aspergera.
Saga kryminalna skandynawskiej pisarki rozwija się w dobrym kierunku. Tym bardziej jestem ciekawa kolejnych części.
Czytając, co rusz trafiamy na nowe wątki, które zamazują ogólny zarys sytuacji nie tylko policjantom, którzy prowadzą śledztwo, ale również czytelnikom.
Tym razem zamordowana zostaje siedmioletnia dziewczynka. Jej śmierć początkowo wydaje się nieszczęśliwym wypadkiem, ale szybko okazuje się nieprzypadkowym i przerażającym czynem człowieka, który znajduje się gdzieś we Fjallbace.
Patrick przejmuje dochodzenie, ale do pomocy ma nie Martina, tylko leniwego Ernsta, który najpierw robi, później myśli, przez co w każdej części serii wpada w mniejsze lub większe kłopoty.
Patrick poza tym ma córeczkę i kobietę przytłoczoną macierzyństwem, co nieco rozprasza jego myśli i przeszkadza w skupieniu się na sprawie zabójstwa. Przyznam, że Erica w Kamieniarzu mnie drażniła: jest marudna, osowiała, wiecznie zmartwiona. Autorka sugeruje depresję poporodową, ale w żadnym momencie powieści nie zostaje ona stwierdzona, więc pozostanę przy tym, że Ericę przerosły obowiązki mamy i skupiła się na marudzeniu, a nie działaniu.
Lackberg wprowadza więcej wątków, bohaterowie drugoplanowi są bardziej charakterni: mamy złośliwych sąsiadów, którzy z uśmiechem na ustach podstawiają sobie nogi, czekając aż drugie się przewróci, by umilić sobie szarą rzeczywistość; mamy chłopaka z zespołem Aspergera.
Saga kryminalna skandynawskiej pisarki rozwija się w dobrym kierunku. Tym bardziej jestem ciekawa kolejnych części.
wtorek, 26 czerwca 2012
Stieg Larsson. Zamek z piasku, który runął (Czarna Owca, 2011).
Niech będzie jasne: Millenium to dobra trylogia kryminalna. Autor miał talent i go wykorzystał. Szkoda tylko, że nie może cieszyć się sukcesem swego dzieła.
Trzecia część "przygód" Lisbeth, Mikaela i reszty ferajny nie przynosi zaskakujących zwrotów akcji. Wiadomo: pierwszy tom wprowadzał, ostatni wyjaśnia. Ten środkowy najmniej mnie zainteresował, ale (być może) to kwestia przypadku.
W trzeciej części Salander głównie leży w szpitalu i dochodzi do siebie po tym, jak dostała kulą w łeb (dosłownie); Mikael konsekwentnie unika własnego mieszkania, bo nagle wszędzie są podsłuchy. Klub Zalachenki powoli traci swe tajemnice, a Sekcja myśli, że poradzi sobie i z Bloomkvistem, i z policją, i z Milton Security. Dużo się dzieje i to sprawia, że czytelnik mknie od strony do strony, czekając na finał. Ten ostateczny, bo kolejnej części Millenium nie ma i nie będzie.
U Stiega Larssona podoba mi się mnogość dialogów oraz krótkie podrozdziały informujące o przebiegu akcji. Autor wkracza w życie osobiste postaci, ale mimochodem. Stoi z boku, nie daje zaprzyjaźnić się z bohaterami powieści. Mamy trochę ich poznać; na tyle, by powstały sympatie i antypatie, ale nie na tyle, by po kimś płakać albo cieszyć się z wyeliminowania postaci.
Dlatego z obojętnością przyjęłam zakończenie książki. Nie zaskoczyło, nie rozczarowało.
Zamknęłam powieść bez żalu.
To jest dobrze napisana historia. I naprawdę rozumiem, że porywa, fascynuje, ma rzesze fanów.
Jednak, jak już podkreślałam przy recenzjach dwóch poprzednich tomów Millenium, nie uległam larssonmanii.
Trzecia część "przygód" Lisbeth, Mikaela i reszty ferajny nie przynosi zaskakujących zwrotów akcji. Wiadomo: pierwszy tom wprowadzał, ostatni wyjaśnia. Ten środkowy najmniej mnie zainteresował, ale (być może) to kwestia przypadku.
W trzeciej części Salander głównie leży w szpitalu i dochodzi do siebie po tym, jak dostała kulą w łeb (dosłownie); Mikael konsekwentnie unika własnego mieszkania, bo nagle wszędzie są podsłuchy. Klub Zalachenki powoli traci swe tajemnice, a Sekcja myśli, że poradzi sobie i z Bloomkvistem, i z policją, i z Milton Security. Dużo się dzieje i to sprawia, że czytelnik mknie od strony do strony, czekając na finał. Ten ostateczny, bo kolejnej części Millenium nie ma i nie będzie.
U Stiega Larssona podoba mi się mnogość dialogów oraz krótkie podrozdziały informujące o przebiegu akcji. Autor wkracza w życie osobiste postaci, ale mimochodem. Stoi z boku, nie daje zaprzyjaźnić się z bohaterami powieści. Mamy trochę ich poznać; na tyle, by powstały sympatie i antypatie, ale nie na tyle, by po kimś płakać albo cieszyć się z wyeliminowania postaci.
Dlatego z obojętnością przyjęłam zakończenie książki. Nie zaskoczyło, nie rozczarowało.
Zamknęłam powieść bez żalu.
To jest dobrze napisana historia. I naprawdę rozumiem, że porywa, fascynuje, ma rzesze fanów.
Jednak, jak już podkreślałam przy recenzjach dwóch poprzednich tomów Millenium, nie uległam larssonmanii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
