Elena Ferrante
Genialna przyjaciółka
Sonia Draga, 2014
Jestem daleka od tego, by zachwycać się książką włoskiej autorki. Uważam, że pierwsza część cyklu powieści, opowiadających o
przyjaźni dwóch kobiet, to ciekawa lektura, ale nie wyjątkowa czy genialna. Być może, jak głosi społeczność blogerów, dopiero po przeczytaniu całości, docenia się piękno opowieści Ferrante. Będę miała okazję przekonać się, czy to prawda, bo mam w planach lekturę pozostałych książek. Zaciekawiła mnie historia Eleny i
Lili, ale nie na tyle, by "rzucać się" na kolejną część cyklu. Przy okazji, bez pośpiechu, przeczytam Historię nowego nazwiska.
Powieść Eleny Ferrante wciąga. Przyznaję.
W książce włoskiej pisarki próżno szukać nowych wątków literackich, odkrywczej fabuły, momentów zaskoczenia. Jej powieść przenosi czytelnika do lat 50-tych XX wieku, na przedmieścia
Neapolu, gdzie jest biednie, życie codzienne toczy się stałym trybem
pracy i odpoczynku, a dzieci dorastają w poczuciu, że ich egzystencja
nie będzie się różnić od życia rodziców. Tylko nieliczni mają szansę
dostać się do lepszej szkoły, dzięki której, być może, odmienią swoją
przyszłość. Dzieciństwo na przedmieściach Neapolu nie jest sielskie i
beztroskie.
Powieść włoskiej pisarki ukazuje przede wszystkim podziały społeczne, które tworzą się między tymi, którzy mają pieniądze a tymi, którym tych pieniędzy wiecznie brakuje. Autorka zadaje pytanie o to, co jest ważniejsze/cenniejsze/bardziej przydatne - wykształcenie (dostępne dla nielicznych) czy odpowiednie znajomości i umiejętność wykorzystania okazji.
Elena Ferrante jest pisarką intrygującą i tajemniczą. Właściwie może być
pisarzem, ponieważ nikt nie wie, czy pod tym pseudonimem ukrywa się
kobieta, czy mężczyzna. Budzi zainteresowanie, nie afiszując się w
mediach, nie pokazując twarzy. Dla czytelnika tożsamość autora nie ma
większego znaczenia, najważniejsza jest opowieść, którą stworzył. I przyznaję, że Ferrante napisała ciekawą historię (właściwie początek historii), ale podobnie, jak w przypadku przeczytanych przeze mnie wcześniej powieści (np. Dziewczyna z pociągu Hawkins; Dziewczyny, które zabiły Chloe Marwood), nie uważam, aby w tej książce było "coś" wyjątkowego, nowatorskiego, na tyle pięknego, by usprawiedliwić medialny szum wokół tytułu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo sonia draga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo sonia draga. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
niedziela, 31 stycznia 2016
Emma Donoghue "Pokój"
| Emma Donoghue Pokój Sonia Draga 2011 |
Pierwsza część książki to teatr dwóch aktorów na ograniczonej powierzchni 11 metrów kwadratowych. Czasami, budząc niepokój, w pomieszczeniu pojawia się trzecia osoba, która uosabia zło i o której zbyt często nie rozmawia się w Pokoju. Od siedmiu lat 27-letnia kobieta i jej syn są uwięzieni w miejscu, którego nie potrafiliby wskazać na mapie. Pięcioletni chłopiec nigdy nie był na zewnątrz, więc całym światem jest dla niego Pokój. Tu się urodził, tu się bawi, tu je posiłki, tu spędza czas z Mamą. Kiedy kobietę odwiedza Stary Nick, Jack siedzi schowany w Szafie, niemal bez tchu nasłuchując, co robią dorośli. W Pokoju jest telewizor, ale Mama zaszczepiła w chłopcu przekonanie, że prawdziwy świat to ich świat, a to, co oglądają przypomina bajkę. Podobnych "kłamstw", zrodzonych na potrzeby sytuacji, kobieta stworzyła mnóstwo. Po latach uwięzienia momentami sama zaczyna w nie wierzyć. Jednak dla niej, w przeciwieństwie do Jacka, na zewnątrz kiedyś istniało i do dwudziestego roku życia uczestniczyła w normalnym życiu. Tęsknota za powrotem, myśli o ucieczce (na początku próbowała wydostać się z Pokoju, jeszcze przed narodzinami Jacka) narastają. Chłopiec jest coraz starszy i ma prawo poznać prawdę, a wściekłość w stosunku do oprawcy potęguje się z każdą kolejną wizytą Starego Nicka.
Druga część książki to codzienność po odzyskaniu wolności. Nie jest łatwo po tylu latach wrócić do życia. Dla Jacka to całkiem nowy świat, zadziwiający i przerażający. Dla Mamy jedynie przerażający. Z każdej strony przychodzi nieznane, nadmiar bodźców wywołuje strach. Spostrzeżenia chłopca na temat otaczającej go rzeczywistości są świeże, a przez to czasami zaskakujące, często trafne.
Myślę, że czas się rozprowadza po świecie cienko jak masło, po drogach i domach i placach zabaw i sklepach, tak że na każdym miejscu jest tylko troszkę rozsmarowanego czasu, a potem każdy musi pędzić do następnej porcji.
I tak samo jak patrzę na dzieci, to myślę, że dorośli ich nie lubią, nawet rodzice.
Mówią, że dzieci są śliczne i takie słodkie, każą dzieciom coś zrobić jeszcze raz, żeby mogli to sfotografować, ale nie chcą się z nimi tak naprawdę bawić, wolą pić kawę i rozmawiać z innymi dorosłymi.
Pokój Emmy Donoghue to powieść inspirowana autentycznymi wydarzeniami i podejrzewam, że tego typu historię mogłoby opowiedzieć wiele porwanych kobiet, przez lata więzionych, seksualnie wykorzystywanych, rodzących dzieci oprawców. I taka opowieść zawsze będzie przejmująca.
Pokój czytałam z zapartym tchem. Swoisty język, jakim posługuje się Jack, a którego Mama nie koryguje, na początku zwraca uwagę czytelnika, ale z każdą stroną powieści jest coraz mniej istotny. Najważniejsze stają się emocje, odczucia bohaterów, ich determinacja w znoszeniu beznadziejnej codzienności. Dla Jacka pokój jest domem, dla Mamy - więzieniem. Oboje muszą sobie radzić w ograniczonej rzeczywistości, skazani na łaskę i niełaskę humorzastego porywacza. Czytelnik przeżywa rozterki Mamy, próbuje sobie wyobrazić siebie w jej sytuacji. Ogrom wzruszenia. Polecam.
piątek, 22 stycznia 2016
Michael Punke "Zjawa".
| Michael Punke Zjawa Sonia Draga, 2014 |
Pewnie nie przeczytałabym tej książki, gdyby nie informacja o filmie z Leonardo DiCaprio w roli głównej. Prawda jest taka, że aktora bardzo lubię i cenię. Jednak po zapoznaniu się z literackim pierwowzorem nie jestem pewna, czy mam ochotę na wersję kinową.
Zjawa to powieść oparta na motywach życia trapera Hugh Glassa, który w 1823 roku zaciągnął się do oddziału Kompanii Futrzarskiej Gór Skalistych i wyruszył na niebezpieczną wyprawę, której koleje były nieprzewidziane ze względu na czające się ze wszystkich stron niebezpieczeństwo.
Historie o traperach, Indianach i zemście to nie to, co lubię najbardziej i czego szukam w literaturze. Jednak przyznaję, że powieść Michaela Punke czytałam z zainteresowaniem, choć obfituje w sceny brutalne i ocieka testosteronem. Takie czasy, taki klimat. Hugh Glass radzi sobie w tej atmosferze doskonale i prze do przodu nie zważając na przeciwności losu. Ma cel, a tym celem jest zemsta na dwóch kolegach, którzy nie dość, że porzucili go w lesie na pastwę Indian i dzikich zwierząt, to jeszcze okradli go ze wszystkiego, czym ewentualnie mógłby się obronić lub dzięki czemu przetrwać. Nie wiedzieli, co czynią i nie podejrzewali, jaką mocą dysponuje Glass, skoro przeżył atak niedźwiedzia grizzly.
Właściwie chciałam tylko napisać, że jako czytelniczka innego typu powieści, pozytywnie odbieram Zjawę, co może być wystarczającą rekomendacją dla tej książki.
poniedziałek, 2 marca 2015
Wielbiciel.
Charlotte Link
Wielbiciel
Sonia Draga, 2013
Lubię prozę Charlotte Link, o czym wspominałam we wcześniejszych postach, związanych z twórczością niemieckiej pisarki. Moją ulubioną powieścią jest Dom sióstr, który klimatem odbiega od innych powieści autorki. Link regularnie prezentuje czytelnikom thrillery psychologiczne, a Dom sióstr jest przede wszystkim sagą rodzinną i niewiele ma wspólnego z thrillerem. W moim odczuciu pisarka tworzy powieści obyczajowe czy też psychologiczne, z wątkiem kryminalnym w tle. Może nie znam się na thrillerach, ale po przeczytaniu Wielbiciela (i kilku innych książek Link) wydaje mi się, że autorce bardziej zależy na stworzeniu ciekawych portretów psychologicznych bohaterów niż na wywołaniu pełnej napięcia atmosfery, w której czytelnik poczułby dreszcze.
Wielbiciel zdecydowanie nie dostarcza mocnych wrażeń. Przez sto pięćdziesiąt stron czekałam na wielkie bum. Owszem, na pierwszych stronach książki jest i morderstwo, i samobójstwo, ale potem długo trzeba czekać na jakiś zwrot akcji. Dlatego uważam, że proza Link nie każdemu przypadnie do gustu. Mnie opisy i długie wprowadzanie w życiowe historie bohaterów nie przeszkadzają, tym bardziej, że autorka ma dar opowiadania i jej styl pisania bardzo mi odpowiada. Jednak czytelników, pragnących poczuć na plecach powiew grozy, powieści Link rozczarują.
Thriller Wielbiciel "wyrafinowany psychologiczne", jak sugeruje wydawca, z pewnością jest, ale czy "pełen tajemnic"? Jest interesujący, choć uważam, że w pisarskim dorobku Charlotte Link znaleźć można ciekawsze tytuły. Są momenty w powieści, które uznałam za zbędne, zbyt rozwlekłe, ale moje ogólne wrażenia po lekturze są pozytywne.
Wielbiciel
Sonia Draga, 2013
Lubię prozę Charlotte Link, o czym wspominałam we wcześniejszych postach, związanych z twórczością niemieckiej pisarki. Moją ulubioną powieścią jest Dom sióstr, który klimatem odbiega od innych powieści autorki. Link regularnie prezentuje czytelnikom thrillery psychologiczne, a Dom sióstr jest przede wszystkim sagą rodzinną i niewiele ma wspólnego z thrillerem. W moim odczuciu pisarka tworzy powieści obyczajowe czy też psychologiczne, z wątkiem kryminalnym w tle. Może nie znam się na thrillerach, ale po przeczytaniu Wielbiciela (i kilku innych książek Link) wydaje mi się, że autorce bardziej zależy na stworzeniu ciekawych portretów psychologicznych bohaterów niż na wywołaniu pełnej napięcia atmosfery, w której czytelnik poczułby dreszcze.
Wielbiciel zdecydowanie nie dostarcza mocnych wrażeń. Przez sto pięćdziesiąt stron czekałam na wielkie bum. Owszem, na pierwszych stronach książki jest i morderstwo, i samobójstwo, ale potem długo trzeba czekać na jakiś zwrot akcji. Dlatego uważam, że proza Link nie każdemu przypadnie do gustu. Mnie opisy i długie wprowadzanie w życiowe historie bohaterów nie przeszkadzają, tym bardziej, że autorka ma dar opowiadania i jej styl pisania bardzo mi odpowiada. Jednak czytelników, pragnących poczuć na plecach powiew grozy, powieści Link rozczarują.
Thriller Wielbiciel "wyrafinowany psychologiczne", jak sugeruje wydawca, z pewnością jest, ale czy "pełen tajemnic"? Jest interesujący, choć uważam, że w pisarskim dorobku Charlotte Link znaleźć można ciekawsze tytuły. Są momenty w powieści, które uznałam za zbędne, zbyt rozwlekłe, ale moje ogólne wrażenia po lekturze są pozytywne.
niedziela, 15 czerwca 2014
Inferno, czyli wokół Dantego.
Dan Brown
Inferno
Sonia Draga, 2013
Należę do tej grupy czytelników, którzy Dana Browna lubią za Kod Leonarda da Vinci i za Anioły i demony. Mnie się dwie części cyklu z Robertem Langdonem w roli głównej naprawdę podobały i czytałam te książki z wielkim zainteresowaniem. Nic dziwnego, że sięgnęłam po trzeci tom przygód pana profesora. Zaginiony symbol okazał się jednak lekturą kiepską, fabularnie nieprawdopodobną, z rodzaju "zabili go i uciekł". Jedno rozczarowanie nie zniechęciło mnie do tego, by przeczytać Inferno. Stwierdziłam, że jeśli okaże się równie słabe jak trzecia część cyklu, obrażę się na pana Browna i zerwę znajomość z amerykańskim pisarzem.
Inferno sytuuje się gdzieś pośrodku - jest zdecydowanie mniej interesujące niż np. Anioły i demony, ale zdecydowanie ciekawsze niż Zaginiony symbol. Są momenty bardzo ciekawe i takie, kiedy ma się ochotę przeskoczyć kilka stron i przyspieszyć akcję powieści. Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Udało się autorowi mnie zaskoczyć i nie wszystko okazało się przewidywalne, ale jak czytam dla rozrywki, chcę żeby lektura była porywająca, smaczna, pełna niedomówień. Na tym polu Inferno kuleje. Robert Langdon myśli wolno i jakiś mało przekonywujący jest. Jego atrakcyjna i bystra towarzyszka też wypada nijako. Złe charaktery są, ale nie sposób się ich przestraszyć. Jak zwykle w powietrzu wisi totalna katastrofa i wokół tego, by ją powstrzymać, kręci się cała akcja, ale nawet ten potencjalny kataklizm nie wzbudza w czytelniku wielkich emocji. Zakończenie rozczarowuje na całej linii, jakby autorowi zabrakło pomysłu na zamknięcie historii.
Czyta się szybko i sprawnie, bo to lekkie i niewymagające wysiłku umysłowego czytadło, ale jak komuś nie przypadło do gustu spotkanie z Kodem Leonarda da Vinci, może sobie darować czytanie Inferno. Wszyscy pozostali mają wolny wybór.
Ja pewnie sięgnę po piąty tom cyklu. Z przyzwyczajenia i z nadzieją na historię, w której Dan Brown pokaże, że wrócił do stylu pierwszych powieści i znowu potrafi porwać czytelników świetną opowieścią.
Inferno
Sonia Draga, 2013
Należę do tej grupy czytelników, którzy Dana Browna lubią za Kod Leonarda da Vinci i za Anioły i demony. Mnie się dwie części cyklu z Robertem Langdonem w roli głównej naprawdę podobały i czytałam te książki z wielkim zainteresowaniem. Nic dziwnego, że sięgnęłam po trzeci tom przygód pana profesora. Zaginiony symbol okazał się jednak lekturą kiepską, fabularnie nieprawdopodobną, z rodzaju "zabili go i uciekł". Jedno rozczarowanie nie zniechęciło mnie do tego, by przeczytać Inferno. Stwierdziłam, że jeśli okaże się równie słabe jak trzecia część cyklu, obrażę się na pana Browna i zerwę znajomość z amerykańskim pisarzem.
Inferno sytuuje się gdzieś pośrodku - jest zdecydowanie mniej interesujące niż np. Anioły i demony, ale zdecydowanie ciekawsze niż Zaginiony symbol. Są momenty bardzo ciekawe i takie, kiedy ma się ochotę przeskoczyć kilka stron i przyspieszyć akcję powieści. Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Udało się autorowi mnie zaskoczyć i nie wszystko okazało się przewidywalne, ale jak czytam dla rozrywki, chcę żeby lektura była porywająca, smaczna, pełna niedomówień. Na tym polu Inferno kuleje. Robert Langdon myśli wolno i jakiś mało przekonywujący jest. Jego atrakcyjna i bystra towarzyszka też wypada nijako. Złe charaktery są, ale nie sposób się ich przestraszyć. Jak zwykle w powietrzu wisi totalna katastrofa i wokół tego, by ją powstrzymać, kręci się cała akcja, ale nawet ten potencjalny kataklizm nie wzbudza w czytelniku wielkich emocji. Zakończenie rozczarowuje na całej linii, jakby autorowi zabrakło pomysłu na zamknięcie historii.
Czyta się szybko i sprawnie, bo to lekkie i niewymagające wysiłku umysłowego czytadło, ale jak komuś nie przypadło do gustu spotkanie z Kodem Leonarda da Vinci, może sobie darować czytanie Inferno. Wszyscy pozostali mają wolny wybór.
Ja pewnie sięgnę po piąty tom cyklu. Z przyzwyczajenia i z nadzieją na historię, w której Dan Brown pokaże, że wrócił do stylu pierwszych powieści i znowu potrafi porwać czytelników świetną opowieścią.
sobota, 7 grudnia 2013
Lisia dolina.
Charlotte Link
Lisia dolina
Sonia Draga, 2013
Lubię Charlotte Link. Najbardziej za Dom sióstr, nieco inny od pozostałych powieści, ale po thrillery psychologiczne niemieckiej pisarki również sięgam z przyjemnością. Tym razem autorka stworzyła skomplikowaną, wielowątkową opowieść, w której zastanawia się nad powszechnym problemem dobra i zła.
Ryan Lee jest drobnym kryminalistą, który przez swą głupotę, wpada w finansowe tarapaty. Nie jest w stanie w krótkim czasie zdobyć wymaganej od niego sumy pieniędzy, więc postanawia porwać kobietę, a później zażądać od jej męża okupu. W swej naiwności przestępca myśli, że zaplanowana na szybko akcja przebiegnie sprawnie i nikomu włos z głowy nie spadnie. Ryan nie przewidział jednego: tego samego dnia, gdy porwał i uwięził kobietę, zostaje aresztowany i nie ma szans na opuszczenie więzienia. Mężczyzna musi podjąć decyzję: albo powie policji o tym, co zrobił i kobieta przeżyje, albo okaże się tchórzem, nie wyjawi swej tajemnicy, a ofiara umrze w odciętej od świata jaskini.
Po trzech latach scenariusz się powtarza. Nieznany sprawca porywa kobietę. Ryan, który po ponad dwóch latach, opuścił więzienne mury, nie jest podejrzanym. Panicznie bał się długiej odsiadki i nie przyznał się do czynu sprzed lat. Nie wie, czy jego ofiara umarła, czy też udało jej się uciec z kryjówki. Zaczyna podejrzewać, że kobieta przeżyła i teraz mści się na swym porywaczu...
Celowo spłycam fabułę Lisiej doliny, która obfituje w wiele ciekawych wątków. Nie sposób jednak opisać pewnych zdarzeń bez zdradzenia szczegółów.
Najnowsza powieść Link to bardzo dobrze skrojona historia, w której autorka stopniowo odkrywa przed czytelnikiem kolejne ciekawe fakty. Ważniejsze są przyczyny, prowadzące człowieka do zbrodni aniżeli jej skutki oraz wybory, których ów człowiek dokonuje. Najistotniejsze i warte refleksji jest w książce sformułowanie: "nieumyślne spowodowanie śmierci" - co naprawdę oznacza ten zbitek słów?
Ryan trafił do więzienia, ponieważ wdał się w bójkę, podczas której jego przeciwnik niefortunnie upadł i doznał poważnych urazów. Gdyby nie ten wypadek, byłaby to bójka jakich wiele. Jednak oceniam Ryana surowo, bo wcześniej dopuszczał się kradzieży, więc ma predyspozycje, by stać się groźnym przestępcą. Patrzę na niego również przez pryzmat porwania i jego decyzji o tym, by nie powiedzieć o miejscu przetrzymywania kobiety, a tym samym skazaniu ofiary na powolną i straszną śmierć. Prawdopodobnie, bo Ryan przez długi czas nie wie, co się stało z Vanessą, ale to wydaje się nieistotne. Ważna jest jego decyzja, jego wybór, świadomy wybór.
Z drugiej strony, niemal pod koniec powieści, Link pokazuje czytelnikowi inne oblicze zbrodni. Jak potraktować ten przypadek? Celowo kluczę, by nie zepsuć nikomu lektury, ale Lisia dolina stała się dla mnie najbardziej interesująca właśnie pod koniec. Wówczas na jaw wyszło wiele ciekawych wątków, które sprawiły, że ożyłam i zachłannie zaczęłam przewracać strony książki.
Lisią dolinę oceniam bardzo dobrze, ale przyznam szczerze, że, mniej więcej w połowie, poczułam lekkie znużenie historią. Przyszło mi na myśl, że autorka zbyt rozwlekle opisuje pewne wątki. Tego typu przemyślenia umykały, gdy Link wprowadzała do swej opowieści nowe fakty, by na powrót ocucić czytelnika.
Opisywanie trudnych relacji międzyludzkich, konfliktów rodzinnych, podejmowanie kwestii społecznych to rys charakterystyczny prozy Link. Niemiecka pisarka nie tworzy przejrzystych i prostych w odbiorze powieści z wątkiem kryminalnym (czy też thrillerów). Konstrukcja jej książek wykracza poza schemat: zbrodnia - poszukiwanie śladów - rozwiązanie zagadki. Pomiędzy tymi trzema składowymi występuje mnóstwo wątków pobocznych, w których bohaterowie zmagają się z wewnętrznymi dylematami i nic nie jest czarno - białe. Link pozostawia czytelnika z pytaniami, nie sugerując odpowiedzi. Nie ocenia swych postaci, jedynie wikła je w coraz bardziej skomplikowane relacje.
Lisia dolina
Sonia Draga, 2013
Lubię Charlotte Link. Najbardziej za Dom sióstr, nieco inny od pozostałych powieści, ale po thrillery psychologiczne niemieckiej pisarki również sięgam z przyjemnością. Tym razem autorka stworzyła skomplikowaną, wielowątkową opowieść, w której zastanawia się nad powszechnym problemem dobra i zła.
Ryan Lee jest drobnym kryminalistą, który przez swą głupotę, wpada w finansowe tarapaty. Nie jest w stanie w krótkim czasie zdobyć wymaganej od niego sumy pieniędzy, więc postanawia porwać kobietę, a później zażądać od jej męża okupu. W swej naiwności przestępca myśli, że zaplanowana na szybko akcja przebiegnie sprawnie i nikomu włos z głowy nie spadnie. Ryan nie przewidział jednego: tego samego dnia, gdy porwał i uwięził kobietę, zostaje aresztowany i nie ma szans na opuszczenie więzienia. Mężczyzna musi podjąć decyzję: albo powie policji o tym, co zrobił i kobieta przeżyje, albo okaże się tchórzem, nie wyjawi swej tajemnicy, a ofiara umrze w odciętej od świata jaskini.
Po trzech latach scenariusz się powtarza. Nieznany sprawca porywa kobietę. Ryan, który po ponad dwóch latach, opuścił więzienne mury, nie jest podejrzanym. Panicznie bał się długiej odsiadki i nie przyznał się do czynu sprzed lat. Nie wie, czy jego ofiara umarła, czy też udało jej się uciec z kryjówki. Zaczyna podejrzewać, że kobieta przeżyła i teraz mści się na swym porywaczu...
Celowo spłycam fabułę Lisiej doliny, która obfituje w wiele ciekawych wątków. Nie sposób jednak opisać pewnych zdarzeń bez zdradzenia szczegółów.
Najnowsza powieść Link to bardzo dobrze skrojona historia, w której autorka stopniowo odkrywa przed czytelnikiem kolejne ciekawe fakty. Ważniejsze są przyczyny, prowadzące człowieka do zbrodni aniżeli jej skutki oraz wybory, których ów człowiek dokonuje. Najistotniejsze i warte refleksji jest w książce sformułowanie: "nieumyślne spowodowanie śmierci" - co naprawdę oznacza ten zbitek słów?
Ryan trafił do więzienia, ponieważ wdał się w bójkę, podczas której jego przeciwnik niefortunnie upadł i doznał poważnych urazów. Gdyby nie ten wypadek, byłaby to bójka jakich wiele. Jednak oceniam Ryana surowo, bo wcześniej dopuszczał się kradzieży, więc ma predyspozycje, by stać się groźnym przestępcą. Patrzę na niego również przez pryzmat porwania i jego decyzji o tym, by nie powiedzieć o miejscu przetrzymywania kobiety, a tym samym skazaniu ofiary na powolną i straszną śmierć. Prawdopodobnie, bo Ryan przez długi czas nie wie, co się stało z Vanessą, ale to wydaje się nieistotne. Ważna jest jego decyzja, jego wybór, świadomy wybór.
Z drugiej strony, niemal pod koniec powieści, Link pokazuje czytelnikowi inne oblicze zbrodni. Jak potraktować ten przypadek? Celowo kluczę, by nie zepsuć nikomu lektury, ale Lisia dolina stała się dla mnie najbardziej interesująca właśnie pod koniec. Wówczas na jaw wyszło wiele ciekawych wątków, które sprawiły, że ożyłam i zachłannie zaczęłam przewracać strony książki.
Lisią dolinę oceniam bardzo dobrze, ale przyznam szczerze, że, mniej więcej w połowie, poczułam lekkie znużenie historią. Przyszło mi na myśl, że autorka zbyt rozwlekle opisuje pewne wątki. Tego typu przemyślenia umykały, gdy Link wprowadzała do swej opowieści nowe fakty, by na powrót ocucić czytelnika.
Opisywanie trudnych relacji międzyludzkich, konfliktów rodzinnych, podejmowanie kwestii społecznych to rys charakterystyczny prozy Link. Niemiecka pisarka nie tworzy przejrzystych i prostych w odbiorze powieści z wątkiem kryminalnym (czy też thrillerów). Konstrukcja jej książek wykracza poza schemat: zbrodnia - poszukiwanie śladów - rozwiązanie zagadki. Pomiędzy tymi trzema składowymi występuje mnóstwo wątków pobocznych, w których bohaterowie zmagają się z wewnętrznymi dylematami i nic nie jest czarno - białe. Link pozostawia czytelnika z pytaniami, nie sugerując odpowiedzi. Nie ocenia swych postaci, jedynie wikła je w coraz bardziej skomplikowane relacje.
środa, 11 września 2013
Najważniejsze to przetrwać.
Misha Defonseca (właśc. Monica De Wael)
Przeżyć z wilkami
Sonia Draga, 2008
Książka, nad którą wisi kłamstwo. Już poskromione, ale jednak.
Opowieść o tułaczce dziewczynki po raz pierwszy została wydana w 1997 roku i przez wiele lat była sprzedawana jako historia prawdziwa. Autorka utrzymywała, że opisała w książce własne traumatyczne przeżycia, po których do dziś nie może się pozbierać. Po jedenastu latach udowodniono Monice kłamstwo.
Perfidne oszustwo autorki zepsuło lekturę książki. Jestem przekonana, że gdybym od początku wiedziała, że historia jest fikcją literacką (i nikt nigdy nie twierdziłby inaczej), przeżyłabym ją głębiej i wzbudziłaby wiele emocji. Z tyłu głowy cały czas paliła się czerwona lampeczka, która nie pozwalała wczuć się w ciężką, mroźną i pełną niebezpieczeństw fabułę powieści. Książka pani De Wael od pierwszej do ostatniej strony jest zmyśleniem pisarza, choć bazuje na tym, co naprawdę "oferowała" wojna.
Nie mogę napisać, że to kiepska historia. Szczerze mówiąc to kawałek ciekawej opowieści. Wierzę nawet, że ta historia mogła się zdarzyć naprawdę. Innemu dziecku. Wojna była czasem okrutnym i wszyscy znamy opowieści o wielkich ucieczkach, o trwających wiele miesięcy tułaczkach, o głodzie, zimnie, o bestialstwie jednych i dobroci innych. Stronice, na których żydowska dziewczynka jest świadkiem rozstrzelania dzieci czy te, gdzie obserwujemy warszawskie getto, są wstrząsające. Muszą takie być i w tym wypadku na drugi plan schodzi fakt, że Miszke to postać fikcyjna. Powstało wiele powieści, dla których tłem jest wojna i wszystkie one w mniejszym lub większym stopniu opisują prawdę tamtych czasów.
Miszke wyrusza z ogarniętej wojną Brukseli po tym, jak traci rodziców. Nie wie, co się z nimi stało, ale postanawia uciec z nieżyczliwego domu, do którego trafiła. Wędruje pieszo przez Belgię, Niemcy, Polskę, Ukrainę. Niedożywiona, zmarznięta, przerażona dziewczynka znajduje schronienie wśród stada wilków. Obserwuje ludzkie okrucieństwo i coraz bardziej fascynuje ją świat zwierząt. Mówi, że jest bardziej wilkiem niż człowiekiem, bawi się ze szczeniętami, przestrzega zasad, obowiązujących w wilczym stadzie.
Tytuł książki sugeruje, że czas spędzony z wilkami to motyw przewodni opowieści. Tymczasem Miszke przede wszystkim wędruje i stara się przetrwać, opowiada o tym, co i kogo napotyka na swej drodze, a tylko dwukrotnie spotyka stado wilków i spędza ze zwierzętami trochę czasu.
Spotkałam się z opiniami, że główna bohaterka, dziecko przecież, zachowuje się jakby nie miała uczuć. Na początku historii obserwujemy ją w domu rodzinnym, gdzie tuli się do mamy, później przebywa w domu kobiety, która traktuje Miszke z pogardą i dziewczynka nie może się tam odnaleźć, płacze i tęskni za rodzicami. Natomiast w sytuacjach najbardziej dramatycznych, pełnych bólu i cierpienia, nie poddaje się, nie rozpacza, nie ma chwili załamania, której doświadczyłby z pewnością niejeden dorosły, a już dziecko z całą pewnością. Muszę się zgodzić z zasłyszanymi opiniami - mnie również dziecko wydało się nienaturalnie spokojne i emocjonalnie oschłe. Wiem, że ciężkie czasy często hartują charakter i pokazują, że w człowieku drzemią niespotykane siły, ale mimo wszystko bohaterką książki jest siedmioletnia dziewczynka.
Przeżyć z wilkami to powieść ciekawa i warta przeczytania. Ja najpierw obejrzałam film, który powstał na podstawie książki i dlatego zainteresowałam się papierową wersją tej historii. Jednak film oglądałam ze świadomością, że to opowieść prawdziwa. Dopiero później zostałam wyprowadzona z błędu. To jeden z tych rzadkich przypadków, kiedy kino wygrywa z literaturą, ponieważ film Przeżyć z wilkami mną wstrząsnął i uważam, że to bardzo dobry obraz. Wydaje mi się, że książka zebrałaby lepsze recenzje, gdyby jej autorka nie zataiła przed czytelnikami prawdy. Nikt bowiem nie lubi być okłamywanym.
Przeżyć z wilkami
Sonia Draga, 2008
Książka, nad którą wisi kłamstwo. Już poskromione, ale jednak.
Opowieść o tułaczce dziewczynki po raz pierwszy została wydana w 1997 roku i przez wiele lat była sprzedawana jako historia prawdziwa. Autorka utrzymywała, że opisała w książce własne traumatyczne przeżycia, po których do dziś nie może się pozbierać. Po jedenastu latach udowodniono Monice kłamstwo.
Perfidne oszustwo autorki zepsuło lekturę książki. Jestem przekonana, że gdybym od początku wiedziała, że historia jest fikcją literacką (i nikt nigdy nie twierdziłby inaczej), przeżyłabym ją głębiej i wzbudziłaby wiele emocji. Z tyłu głowy cały czas paliła się czerwona lampeczka, która nie pozwalała wczuć się w ciężką, mroźną i pełną niebezpieczeństw fabułę powieści. Książka pani De Wael od pierwszej do ostatniej strony jest zmyśleniem pisarza, choć bazuje na tym, co naprawdę "oferowała" wojna.
Nie mogę napisać, że to kiepska historia. Szczerze mówiąc to kawałek ciekawej opowieści. Wierzę nawet, że ta historia mogła się zdarzyć naprawdę. Innemu dziecku. Wojna była czasem okrutnym i wszyscy znamy opowieści o wielkich ucieczkach, o trwających wiele miesięcy tułaczkach, o głodzie, zimnie, o bestialstwie jednych i dobroci innych. Stronice, na których żydowska dziewczynka jest świadkiem rozstrzelania dzieci czy te, gdzie obserwujemy warszawskie getto, są wstrząsające. Muszą takie być i w tym wypadku na drugi plan schodzi fakt, że Miszke to postać fikcyjna. Powstało wiele powieści, dla których tłem jest wojna i wszystkie one w mniejszym lub większym stopniu opisują prawdę tamtych czasów.
Miszke wyrusza z ogarniętej wojną Brukseli po tym, jak traci rodziców. Nie wie, co się z nimi stało, ale postanawia uciec z nieżyczliwego domu, do którego trafiła. Wędruje pieszo przez Belgię, Niemcy, Polskę, Ukrainę. Niedożywiona, zmarznięta, przerażona dziewczynka znajduje schronienie wśród stada wilków. Obserwuje ludzkie okrucieństwo i coraz bardziej fascynuje ją świat zwierząt. Mówi, że jest bardziej wilkiem niż człowiekiem, bawi się ze szczeniętami, przestrzega zasad, obowiązujących w wilczym stadzie.
Tytuł książki sugeruje, że czas spędzony z wilkami to motyw przewodni opowieści. Tymczasem Miszke przede wszystkim wędruje i stara się przetrwać, opowiada o tym, co i kogo napotyka na swej drodze, a tylko dwukrotnie spotyka stado wilków i spędza ze zwierzętami trochę czasu.
Spotkałam się z opiniami, że główna bohaterka, dziecko przecież, zachowuje się jakby nie miała uczuć. Na początku historii obserwujemy ją w domu rodzinnym, gdzie tuli się do mamy, później przebywa w domu kobiety, która traktuje Miszke z pogardą i dziewczynka nie może się tam odnaleźć, płacze i tęskni za rodzicami. Natomiast w sytuacjach najbardziej dramatycznych, pełnych bólu i cierpienia, nie poddaje się, nie rozpacza, nie ma chwili załamania, której doświadczyłby z pewnością niejeden dorosły, a już dziecko z całą pewnością. Muszę się zgodzić z zasłyszanymi opiniami - mnie również dziecko wydało się nienaturalnie spokojne i emocjonalnie oschłe. Wiem, że ciężkie czasy często hartują charakter i pokazują, że w człowieku drzemią niespotykane siły, ale mimo wszystko bohaterką książki jest siedmioletnia dziewczynka.
Przeżyć z wilkami to powieść ciekawa i warta przeczytania. Ja najpierw obejrzałam film, który powstał na podstawie książki i dlatego zainteresowałam się papierową wersją tej historii. Jednak film oglądałam ze świadomością, że to opowieść prawdziwa. Dopiero później zostałam wyprowadzona z błędu. To jeden z tych rzadkich przypadków, kiedy kino wygrywa z literaturą, ponieważ film Przeżyć z wilkami mną wstrząsnął i uważam, że to bardzo dobry obraz. Wydaje mi się, że książka zebrałaby lepsze recenzje, gdyby jej autorka nie zataiła przed czytelnikami prawdy. Nikt bowiem nie lubi być okłamywanym.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

