Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kindle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kindle. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 czerwca 2016

Rachel Abbott "Obce dziecko".

Rachel Abbott Obce dziecko, Filia 2016

Obce dziecko Rachel Abbott powtarza schemat znany i lubiany w literaturze, ma niewielkie wady, ale sprawnie prowadzona narracja sprawia, że czytelnik dosłownie zachłystuje się lekturą.
Nic nowego na kartach tej książki, a mimo wszystko czyta się powieść z wielką przyjemnością.

Początek książki jest mocny - od pierwszych stron dużo się dzieje i dzieje się strasznie. Nikt nie chciałby znaleźć się w sytuacji Catariny i jej sześcioletniej córeczki, Natashy.
Po chwili autorka przenosi czytelnika w przyszłość - sześć lat później w pięknym domu na odludziu mieszkają sobie Emma i David z małym synkiem. Sielanka. Czy na pewno? W kolejnych rozdziałach "wypływają" nowe wątki, spokojna codzienność komplikuje się, nikt nie czuje się bezpieczny (nawet we własnym domu), a człowiek, którego (wydawałoby się) dobrze znasz, odkrywa (choć wcale nie chce) swe prawdziwe oblicze.
Nie sposób nudzić się podczas lektury, ponieważ co kilka stron pojawiają się fakty, które zmieniają obraz całości. 
Są wątki, które mogą drażnić, ale w ogólnym rozrachunku uważam Obce dziecko Abbott za powieść udaną i godną polecenia. Szkoda tylko, że jako pierwsza ukazała się w Polsce czwarta część serii, o czym dowiedziałam się po lekturze książki. Jestem, jak wspominałam wielokrotnie, zwolenniczką czytania wszelkich cyklów po kolei, a nie od środka. Nieznajomość poprzednich tytułów nie przeszkadzała mi w lekturze, ale wolałabym...pozostaje wierzyć, że kolejne tomy będą się ukazywały chronologicznie.

Okładka nie zachęca do tego, by zajrzeć do środka. To ocena subiektywna, ktoś inny może mieć odmienne zdanie, ale mnie się strasznie nie podoba. Dobrze, że niezawodna @moniokap przesłała mi ebooka, bo sama pewnie nie sięgnęłabym po Abbott, a straciłabym wtedy lekką i ciekawą lekturę, dobrą na czas, kiedy potrzebuję niezobowiązującej opowieści (wtedy najczęściej sięgam po kryminał lub thriller).

piątek, 29 kwietnia 2016

Deborah Rodriguez "Kawiarenka w Kabulu"

Deborah Rodriguez
Kawiarenka w Kabulu
Nasza Księgarnia, 2013

To byłaby ciepła opowieść o codzienności ludzi w różnym wieku, którzy pracują lub spędzają czas w kawiarni. Myślę, że wtedy książka miałaby marne szanse na zwrócenie mojej uwagi. Jednak miejsce, w którym autorka osadziła swą opowieść, sprawia, że nie możesz traktować "Kawiarenki w Kabulu" jak pierwszego z brzegu czytadła.
Ciepło pozostaje, ponieważ relacje międzyludzkie ogrzewają rzeczywistość, której składnikiem jest niepewność i strach.

Deborah Rodriguez splata losy emigrantów i rodzimej ludności, w subtelny sposób podejmując trudne tematy, nieodłącznie związane z kulturą islamską.
Akcja powieści toczy się spokojnie. Można poznać bohaterów, zaprzyjaźnić się z nimi, zaangażować się w codzienne życie mieszkańców Kabulu.
W kawiarni, prowadzonej przez 38 - letnią Amerykankę, pomimo toczącej się na zewnątrz wojny i częstych zamachów bombowych, udaje się utrzymać ciepłą i przyjazną atmosferę.
W tym miejscu niektórzy znajdują schronienie, inni miłość, kolejni przyjaciół. W kawiarence, podczas Bożego Narodzenia, mogą poczuć magię świąt, mimo że znajdują się daleko od domu i od dawna nie widzieli krewnych i najbliższych.

Deborah Rodriguez swą opowieść zbudowała na kanwie historii, których wysłuchała podczas pracy w kabulskim salonie fryzjerskim i w kawiarni. Dzięki temu przekazała w ręce czytelników nie tylko ciekawą książkę, ale również książkę wartościową, w której udało jej się przybliżyć kulturę, tak inną od europejskiej.





poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Elena Ferrante "Genialna przyjaciółka"

Elena Ferrante
Genialna przyjaciółka
Sonia Draga, 2014

Jestem daleka od tego, by zachwycać się książką włoskiej autorki. Uważam, że pierwsza część cyklu powieści, opowiadających o przyjaźni dwóch kobiet, to ciekawa lektura, ale nie wyjątkowa czy genialna. Być może, jak głosi społeczność blogerów, dopiero po przeczytaniu całości, docenia się piękno opowieści Ferrante. Będę miała okazję przekonać się, czy to prawda, bo mam w planach lekturę pozostałych książek. Zaciekawiła mnie historia Eleny i 

Lili, ale nie na tyle, by "rzucać się" na kolejną część cyklu. Przy okazji, bez pośpiechu, przeczytam Historię nowego nazwiska.

Powieść Eleny Ferrante wciąga. Przyznaję.
W książce włoskiej pisarki próżno szukać nowych wątków literackich, odkrywczej fabuły, momentów zaskoczenia. Jej powieść przenosi czytelnika do lat 50-tych XX wieku, na przedmieścia Neapolu, gdzie jest biednie, życie codzienne toczy się stałym trybem pracy i odpoczynku, a dzieci dorastają w poczuciu, że ich egzystencja nie będzie się różnić od życia rodziców. Tylko nieliczni mają szansę dostać się do lepszej szkoły, dzięki której, być może, odmienią swoją przyszłość. Dzieciństwo na przedmieściach Neapolu nie jest sielskie i beztroskie.
Powieść włoskiej pisarki ukazuje przede wszystkim podziały społeczne, które tworzą się między tymi, którzy mają pieniądze a tymi, którym tych pieniędzy wiecznie brakuje. Autorka zadaje pytanie o to, co jest ważniejsze/cenniejsze/bardziej przydatne - wykształcenie (dostępne dla nielicznych) czy odpowiednie znajomości i umiejętność wykorzystania okazji.

Elena Ferrante jest pisarką intrygującą i tajemniczą. Właściwie może być pisarzem, ponieważ nikt nie wie, czy pod tym pseudonimem ukrywa się kobieta, czy mężczyzna. Budzi zainteresowanie, nie afiszując się w mediach, nie pokazując twarzy. Dla czytelnika tożsamość autora nie ma większego znaczenia, najważniejsza jest opowieść, którą stworzył. I przyznaję, że Ferrante napisała ciekawą historię (właściwie początek historii), ale podobnie, jak w przypadku przeczytanych przeze mnie wcześniej powieści (np. Dziewczyna z pociągu Hawkins; Dziewczyny, które zabiły Chloe Marwood), nie uważam, aby w tej książce było "coś" wyjątkowego, nowatorskiego, na tyle pięknego, by usprawiedliwić medialny szum wokół tytułu.

wtorek, 15 marca 2016

Miriam Collee "W Chinach jedzą księżyc".



Miriam Collee 
W Chinach jedzą księżyc
Pascal, 2014

Okładka mnie urzekła, przyznaję. Książka okazała się sympatyczną opowieścią o Szanghaju z punktu widzenia Niemki, która wylądowała w tym kraju z mężem i trzyletnią córeczką. Autorka próbuje polubić to miejsce, ale nie jest łatwo. Po czasie przyzwyczaja się do otaczającej rzeczywistości i zdarza jej się zachwycić Chinami, ale i tak czuć w trakcie lektury, że bardziej męczy się niż cieszy inną kulturą.

Myślę, że podobnie jak Miriam, nie mogłabym się odnaleźć w azjatyckiej betonowej dżungli, w której wszystko (dosłownie wszystko) funkcjonuje inaczej niż w dżungli europejskiej. Ludzie wyrzucają śmieci przez okno i wychodzą z domu w piżamach (znak luksusu); dorosłe kobiety spacerują po ulicach miasta z torebkami, na których widnieje Hello Kitty; zanieczyszczenie powietrza przekracza wszelkie normy; z kranu leci żółta woda; w parkach próżno szukać zieleni, a na nielicznych placach zabaw nie ma huśtawek. Jak żyć? Miriam nie zna języka chińskiego, a mieszkańcy Szanghaju, z którymi się styka, nie znają języka angielskiego. Każdy dzień przynosi nowe niespodzianki, niekoniecznie miłe, co z jednej strony bywa ekscytujące, ale częściej męczy i wywołuje frustracje. W tym otoczeniu najlepiej czuje się trzyletnia córeczka Niemców - dom jest tam, gdzie są rodzice.

Zaletą książki jest na pewno styl autorki, która lekko i z humorem opisuje perypetie Europejki w Azji. Relacja z pobytu w Szanghaju może momentami zniechęcić do podróży w ten rejon świata, ale wzbogaca wiedzę na temat codzienności mieszkańców wielkiego miasta. Fajna opowieść, z którą przyjemnie spędziłam dwa popołudnia.

piątek, 11 marca 2016

Dominique Loreau "Sztuka umiaru".




Dominique Loreau 
Sztuka umiaru
Czarna Owca, 2014

Żyjemy w tak "zrobotyzowanym" świecie stale rozwijającej się technologii, że jesteśmy coraz bardziej spragnieni rzeczy, które zbliżają nas do innych ludzi, karmią naszą duszę, pozwalają docenić uroki życia, nie spieszyć się, choć przez chwilę nie zajmować się sprawami świata zewnętrznego, pobyć w ciszy i spokojnie porozmyślać.

W Sztuce prostoty autorka skupiła się przede wszystkim na umyśle, ciele i aspekcie materializmu. W Sztuce umiaru pisze głównie o jedzeniu, o podejściu do codziennych posiłków, o minimalizmie w kuchni. Na końcu książki podaje proste, sprawdzone przepisy na potrawy, które ucieszą zmysły. 

Warto przeczytać, ale zdecydowanie polecam rozpocząć spotkanie z Dominique Loreau od Sztuki prostoty. Dla mnie ten tytuł jest ciekawszy i bardziej inspiruje do zmiany. Poza tym to, o czym przeczytałam w Sztuce umiaru, wiem od dawna. Należę do osób, które wierzą w dobroczynne działanie pożywienia, którym karmimy nie tylko ciało, ale i duszę. Podpisuję się pod hasłem "jesteś tym, co jesz". Nie odmawiam sobie tego, co lubię, nie głodzę się, nie umartwiam. Wiem, że wystarczy zrezygnować ze śmieciowego jedzenia, mądrze wybierać produkty wrzucane do sklepowego koszyka, nie kupować gotowych dań i częściej samodzielnie (lub z pomocą bliskich) przyrządzać potrawy, by nie musieć martwić się kaloriami i kilogramami. Do tego przekonuje Loreau w swojej książce.

Udowodniono, że organizm ludzki potrafi bardzo szybko odzwyczaić się od produktów, których człowiek nadużywa. Sama doświadczyłam tego, będąc w pierwszej ciąży, kiedy przez kilka miesięcy nie jadłam słodyczy. Moment, w którym po przerwie poczęstowałam się wafelkiem, był straszny; niemal zwymiotowałam to, co zjadłam i uznałam, że jest to obrzydliwe, choć wcześniej tego samego kokosowego wafelka bardzo lubiłam. Podobnie jest z przyzwyczajeniem do soli, którą zjadamy w nadmiarze i z wieloma innymi produktami. Staram się wprowadzać zmiany w obrębie własnej rodziny i nie wyłuszczam nikomu z zewnątrz zasad zdrowego podejścia do życia, ponieważ w większości przypadków spotykam się z niezrozumieniem. Jak pisałam wcześniej, ludzie wolą iść do lekarza, wziąć tabletkę i ponarzekać na samopoczucie niż wprowadzić zmiany w codziennej diecie. Nie wiem, czy nie wierzą w holistyczne spojrzenie na życie (ja bardzo wierzę) czy są leniwi. Teksty typu "na coś trzeba umrzeć", "nie jestem królikiem, nie będę jadł zielonego", "to, co zdrowe, jest niedobre" utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że ludzie, którzy je wypowiadają, nie mają pojęcia, o czym mówią.

Dominique Loreau nie wygłasza prawd objawionych. To, o czym pisze, to proste, znane od pokoleń zasady zdrowego żywienia, które zatarły się w obliczu nadmiaru towarów dostępnych w sklepach. Autorka zaznacza, że pierwszym etapem sztuki umiaru w jedzeniu jest zrozumienie różnicy między głodem i sytością; rozpoznawanie potrzeb organizmu. Wystarczy proste jedzenie i przyjazna atmosfera przy stole. Pamiętajmy, że mniej znaczy więcej i to, czym karmimy nasze ciało, ma ogromne znaczenie dla ogólnego samopoczucia.

czwartek, 3 marca 2016

Dominique Loreau "Sztuka prostoty"

Książka Dominique Loreau pięknie wpisała się w mój aktualny stan ducha. Autorka jest bardziej radykalna w sądach niż czytana przeze mnie wcześniej Anna Mularczyk - Meyer (Minimalizm po polsku), w paru kwestiach mam nieco inne spojrzenie na świat niż Loreau, ale Sztuka prostoty okazała się ważną książką i poczyniłam wiele notatek podczas lektury.

Dominique Loreau Sztuka prostoty,
Czarna Owca 2013
Minimalizm, którym ostatnio bardzo się interesuję, to punkt wyjścia opowieści Dominique Loreau. Autorka inspiruje do zmiany, garściami czerpiąc z filozofii Japonii, w której od ponad dwudziestu lat mieszka. Sztukę prostoty podzieliła na trzy części: Materializm i minimalizm, Ciało oraz Umysł. Łatwo się domyślić, że w pierwszej części Loreau zajmuje się głównie krytyką materializmu. Pisze o społeczeństwach nadmiaru: dóbr materialnych, wyborów, pragnień i pokarmu.

 Obfitość nie uczy wdzięku ani elegancji. Niszczy duszę i pozbawia wolności. Prostota zaś rozwiązuje wiele problemów. Miej mało rzeczy - będziesz mogła poświęcić więcej czasu swojemu ciału. A gdy poczujesz się dobrze w swojej skórze, będziesz mogła zapomnieć o sprawach ciała i zająć się kwestiami duchowymi.

Autorka wspomina o tym, że nasza kultura nie toleruje tych, którzy wybierają skromne życie, ponieważ minimaliści mogą stanowić zagrożenie dla konsumpcyjnej gospodarki. Zazwyczaj ci, którzy funkcjonują w rytmie slow i rezygnują z wielu "dóbr" współczesnej cywilizacji są postrzegani jako dziwacy i muszą się mierzyć z krytyką (nawet najbliższych), więc przejście na stronę (jasną stronę!) minimalizmu wymaga determinacji. 

Zmieniać się to znaczy żyć. Jesteśmy naczyniem, a nie jego zawartością. 
Pozbycie się własności może człowiekowi pomóc w staniu się tym, kim chciałby być.
Wzbogacaj raczej swoje ciało we wrażenia, serce w uczucia, 
a umysł w wiedzę niż swoje życie w przedmioty.

W drugiej części Sztuki prostoty Loreau zajmuje się ciałem. Podaje sprawdzone rady, jak zadbać o ciało, nie korzystając z powszechnie dostępnych kosmetyków, zawierających mnóstwo niepotrzebnych składników, które nie są dla nas ani dobre, ani zdrowe. Często zapominamy, że to, co rozsmarowujemy na twarzy, wnika w skórę i może być dla organizmu szkodliwe. Niektóre z jej rad mnie nie przekonały, ale najważniejsze w tej części jest zwrócenie uwagi na to, że warto troszczyć się o siebie i celebrować codzienne czynności pielęgnacyjne.

Dominique Loreau pisze o tym, jak żyć skromniej, uważniej, piękniej. Jak cieszyć się małymi przyjemnościami. W codzienności jest wiele piękna, którego często nie dostrzegamy, goniąc za tym, co głośne, spektakularne, krzykliwe.

Każdy kolejny dzień jest jedyną rzeczą, którą naprawdę mamy. Nasze życie to dziś; nie wczoraj, nie jutro. Czas jest świętym teraz. Jeżeli nie potrafimy korzystać z chwili obecnej, nie uczynimy tego także w hipotetycznej przyszłości. Ważny jest jednak nie tylko fakt, że mamy czas. Ważna jest także jakość chwil.

Cudownie autorka w kilku zdaniach zamknęła to, co najważniejsze w modzie.

Styl jest tym, co ubiera myśl. Indywidualny styl potrafi powiedzieć "nie" wybrykom mody. Łączy to, co nosisz z tym, kim jesteś. Moda się zmienia. Styl pozostaje. Moda jest spektaklem. Styl jest ostoją prostoty, piękna, elegancji. Modę się kupuje. Styl się ma. Styl jest darem.

Mogłabym zasypać Was cytatami, które uznałam za ważne i inspirujące. Dodam jeszcze dwa - jeden to właściwie bardzo trafne pytanie, które powinien zadać sobie każdy, bo wiele w nim prawdy. W minimalizmie najważniejszy jest umiar w każdej dziedzinie życia, uważne bycie tu i teraz, profilaktyka.

Dlaczego akceptujemy wysoki poziom cholesterolu, nadmiar kilogramów, wysokie ciśnienie, pozbawioną blasku, pokrytą plamami skórę, zniekształcone stawy, wizyty u lekarza jako nieuniknioną konsekwencję wieku, a odrzucamy zmianę trybu życia, przyzwyczajeń i sposobu odżywiania?

W tym jednym pytaniu jest tak wiele prawdy. Codziennie stykam się z ludźmi, którzy wolą zjeść tabletkę, ponarzekać na stan zdrowia, a jakakolwiek propozycja zmiany (np. diety) witana jest z niesmakiem. Łatwiej połknąć tabletkę.

Naszym celem byłoby nie "mieć", ale "być". Oczywiście, niemożliwe jest nieposiadanie niczego, bo sprowadzałoby się ono do uzależnienia od innych. Jak tłumaczy słusznie filozof i psychoanalityk austriacki, Erich Fromm, patrzeć na kwiat to żyć w stylu "być". 
Zerwać kwiat to żyć w stylu "mieć".

*Zdania pisane kursywą to cytaty z książki Sztuka prostoty Dominique Loreau.

niedziela, 21 lutego 2016

Morderstwa w Sandhamn.

Viveca Sten Na spokojnych wodach Czarna Owca, 2014 ; Viveca Sten W zamkniętym kręgu Czarna Owca, 2015


Po książki szwedzkiej pisarki sięgnęłam nie tylko dlatego, że lubię skandynawskie kryminały. Wybrałam tę konkretną autorkę, ponieważ szukałam sagi kryminalnej, która wypełni pustkę po książkach Camilli Lackberg. Jo Nesbo, Asa Larsson, Yrsa Sigurdardottir, Jorn Lier Horst to świetni pisarze, których powieści czytam, ale brakuje mi w ich twórczości rozbudowanego wątku obyczajowego.

Saga o Fjallbace to nie tylko ciekawe kryminały, ale przede wszystkim historie życia mieszkańców małego miasteczka, których losy nieustannie się splatają. Jeśli czyta się powieści Lackberg chronologicznie można zżyć się z bohaterami, przeżywać ich rozterki i w kolejnych książkach chętnie wracać do miejsca, które coraz lepiej się zna. Wątek kryminalny również jest istotny, tym bardziej, że autorka z tomu na tom konstruuje ciekawsze historie, w których zawsze to, co dzieje się dziś ma swój początek w przeszłości. Jednak mnie do powieści szwedzkiej pisarki przyciągają ci bohaterowie, którzy występują w każdej książce. Podobnie czytam kryminały Katarzyny Puzyńskiej, chętnie wracając do Lipowa. Podobnie pisze Viveca Sten, która miejscem akcji swoich powieści uczyniła wyspę na Archipelagu Sztokholmskim.

Mała społeczność i spokojne Sandhamn, gdzie mieszkańcy miast spędzają wakacje. Spokój burzą morderstwa, a śledztwo prowadzi inspektor Thomas Andreasson z policji w Nacce. W pierwszej części cyklu Na spokojnych wodach giną ludzie, którzy na wyspie pojawili się z nieznanych (do czasu) powodów; w drugim tomie W zamkniętym kręgu zastrzelony zostaje adwokat, wiceprezes Szwedzkiego Królewskiego Klubu Jachtowego, który letnie miesiące od lat spędzał na wyspie.
Śledztwo w obu książkach toczy się jednym torem, a życie głównych bohaterów, do których należą m.in. Thomas, jego przyjaciółka Nora z rodziną, współpracownicy Thomasa, jest niemniej ważne od wątku kryminalnego.

Przyznaję, że Camilla Lackberg ciekawiej konstruuje swoje historie. Retrospekcja, którą wykorzystuje w każdej swojej książce, sprawia, że śledztwa są bardziej zagmatwane i rozwiązanie zagadki wymaga więcej pracy. Viveca Sten nie komplikuje - jest zbrodnia, policja prowadzi dochodzenie, czytelnik w pewnym momencie już wie (a przynajmniej domyśla się), kto zabił. W dwóch powieściach, które przeczytałam, autorka nie sięga daleko w przeszłość. W trakcie dochodzenia wychodzą na wierzch różne tajemnice i zazwyczaj okazuje się, że ofiary nie były tak prawe, jak je postrzegano, ale drastycznych wątków nie ma. Mnie się dobrze czyta książki Sten i na pewno sięgnę po kolejne tomy Morderstw w Sandhamn. Nie są to kryminały "z krwi i kości", ale książki obyczajowe z wątkiem kryminalnym. Jeśli się o tym nie zapomni w trakcie lektury, nie dozna się rozczarowania spokojną fabułą i z przyjemnością będzie można zanurzyć się w ciekawą historię.

czwartek, 18 lutego 2016

O powieści Pauli Hawkins.

Paula Hawkins Dziewczyna z pociągu Świat Książki, 2015



Powieść Pauli Hawkins, o której chyba wszyscy słyszeli, nie wyróżnia się niczym szczególnym. To zgrabnie skonstruowana historia obyczajowa z wątkiem kryminalnym. Nie jest ani bardzo dobra, ani bardzo zła. Przeciętna. Jak wiele innych powieści. Odpowiednie osoby rozsławiły ten tytuł kilka tygodni przed pojawieniem się książki na półkach w polskich księgarniach i dzięki temu obok Dziewczyny z pociągu mało kto przeszedł obojętnie.
To ciekawa historia, ale thrillerem psychologicznym bym jej nie nazwała. Akcja jest raczej statyczna i czytelnik czeka na gwałtowny zwrot, bo przecież coś powinno się wydarzyć i nawet wydarza się, ale jakoś niemrawo i przechodzi się nad tym do porządku dziennego, bez rumieńców i zatracenia w czasie.

Rachel codziennie dojeżdża do pracy pociągiem. Każdego dnia o tej samej godzinie wsiada do pociągu i przez okno obserwuje życie innych ludzi. Niektórych "zna" już bardzo dobrze, widuje ich regularnie, ale tylko jej się wydaje, że to, co widzi, jest prawdziwe. Każdy z nas skrywa tajemnice, sama Rachel prowadzi grę pozorów, przez którą ma nie tylko problem z nadużywaniem alkoholu, ale przede wszystkim z postrzeganiem rzeczywistości. 

Dobrze się czyta Dziewczynę z pociągu; fabuła jest na tyle ciekawa, że nie odczujecie znudzenia lekturą. Ale o co tyle szumu? Jakby każda "tylko" dobra powieść osaczała z każdej strony jeszcze przed premierą, utonęlibyśmy w zalewie czytadeł i nie starczyłoby czasu na nic innego. Nie czepiam się, bo przeczytałam, a nie musiałam, ale bez przesady, bez przesady...

Film z Emily Blunt w roli głównej obejrzę, oczywiście...

poniedziałek, 8 lutego 2016

Minimalizm.

Minimalizm zaczyna się wraz z uświadomieniem sobie, jak niewielka część tego, co posiadamy wystarczyłaby nam do przeżycia (...) Wszystko ponad owo wystarczające minimum jest zbędnym obciążeniem. Można się tego ciężaru pozbyć i zobaczyć, co z tego wyniknie. Nie jest to jednak wykonalne, dopóki nie uwolnimy się od żądzy posiadania.

Ktoś powiedział: "Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie posiadamy, żeby zaimponować osobom, na których nam nie zależy". To gorzka refleksja, ale niestety zbyt często prawdziwa.

Anna Mularczyk - Meyer Minimalizm po polsku Black Publishing, 2014

Przypomniał mi się prezydent Urugwaju, który uważa, że szczęście daje od zawsze kilka rzeczy: miłość, rodzina, dzieci, przyjaciele. Biedni są nie ci, którzy mają mało, ale ci, którzy potrzebują wiele (...) Kiedy ja coś kupuję lub kiedy ty coś kupujesz, nie płacimy za to pieniędzmi! Płacisz godzinami swojego życia, które poświęciłeś, by na to zarobić (wywiad z tym mądrym człowiekiem przeczytałam w Wysokich Obcasach).

Autorka Minimalizmu po polsku pisze mądrze, lekko i interesująco o uważnym życiu. Dla każdego, kto czuje, że potrzebuje zmiany. Nie radykalnej, ale stopniowej. Dla tych, co chcą bardziej być, a mniej mieć, bo jak powtarzał Mahatma Gandhi bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.

niedziela, 10 stycznia 2016

Cienie w mroku.

Michelle Paver Cienie w mroku W.A.B. 2013
Lubię powieści, których akcja toczy się w zimnym, ciemnym, nieprzyjaznym dla człowieka miejscu. Wówczas bohater czy bohaterowie stają w obliczu wielu niedogodności, często muszą walczyć o przetrwanie i codziennie pokonywać własne słabości, z których czasami nie zdawali sobie sprawy. To siłowanie się z naturą wyzwala wiele emocji, uczy pokory i wzmacnia hart ducha.

Są historie, które opowiadają o heroicznych wyprawach. Są reportaże, opisujące te kawałki świata, gdzie ludzie rzadko zaglądają i gdzie sama pewnie się nie wybiorę. Są wreszcie fikcyjne opowieści, których akcja osadzona jest np. na Spitsbergenie, oferujące nie tylko dobrą fabułę, ale również garść faktów, związanych z tym właśnie miejscem na ziemi.

Jeśli chodzi o zamiłowanie do książek o tematyce polarnej czuję powinowactwo dusz z Anne Fadiman, autorką Ex Libris, która w eseju Moja Specjalna Półka pisze o tytułach, znajdujących się na jej wyjątkowej półce (podobno każdy czytelnik takową posiada) i są to właśnie zbeletryzowane opowieści o wyprawach, dzienniki z podróży w przesiąknięte chłodem rejony. Nie wiem, z czego wynika moje zainteresowanie tego typu pozycjami, ponieważ fanką zimna nie jestem i, kiedy mam wybór, wybieram cieplejsze klimaty, ale tylko ja wiem, jak wiele emocji dostarczyła mi lektura Moich biegunów Marka Kamińskiego czy Córki polarnika Kari Herbert. Może właśnie dlatego, że jestem mało odporna na chłód i raczej nie wybieram się na Grenlandię, lubię przynajmniej o zimnych częściach świata poczytać.

Cienie w mroku Michelle Paver to dziennik Jacka Millera, uczestnika rocznej wyprawy badawczej na Spitsbergen w lipcu 1937 roku. Jack pragnie zostać światowej sławy fizykiem i ma nadzieję, że ekspedycja przybliży go do celu. Plany są takie, że w wyprawie weźmie udział czterech mężczyzn, do Gruhuken dociera jednak troje zdeterminowanych badaczy. Wypadek sprawia, że po kilku tygodniach Jack zostaje sam w małej chatce pośrodku niczego. Musi się zmierzyć nie tylko z zimnem i ciemnością, ale przede wszystkim z własnym strachem i z wyobraźnią, która w tych warunkach potrafi stworzyć przerażające obrazy. Fabuła powieści nie jest fascynująca. Opis powtarzalnych czynności, którym oddaje się Jack wystarczy, aby był interesujący i nie nużył łaknącego zwrotu akcji czytelnika. Jednak czegoś mi w książce Paver zabrakło. Jej opowieść nie przykuła mojej uwagi tak, jak się spodziewałam. Myślałam, że atmosfera Cieni w mroku będzie gęsta od niepewności, groźna, że pojawią się dreszcze. Nic takiego się nie stało. Jednak powieść jest ciekawa i dobrze skonstruowana, więc wciągnęła.

niedziela, 3 stycznia 2016

Księgarnia spełnionych marzeń.

Katarina Bivald
Księgarnia spełnionych marzeń
Amber, 2014
Powieścią szwedzkiej pisarki można się otulić. To idealne czytadło na wieczór z ciepłą herbatą i kocem. Dla każdego mola książkowego.

Moje oczekiwania wobec Księgarni spełnionych marzeń nie były wysokie. Spodziewałam się lekkiej i przewidywalnej historii, w której, obok mieszkańców małego miasteczka, bohaterami są książki. Nie myliłam się.

Sara jest 28-letnią Szwedką, która przybywa do Iowa, by poznać Amy, z którą korespondowała. Jednak po przyjeździe do Ameryki kobieta odkrywa, że koleżanka, u której miała gościć, umarła. Przyjaciele Amy nie mają nic przeciwko temu, by Sara zamieszkała w jej domu i została na jakiś czas w Iowa. Sara, z braku pomysłu na dalsze życie (właśnie zakończyła pracę w księgarni i nie ma perspektyw na nową posadę, dlatego chętnie wyjechała ze Szwecji), zgadza się pomieszkać w Broken Wheel, choć nie czuje się tu, przynajmniej na początku, komfortowo. Niektórzy z mieszkańców są wobec "nowej" bardzo życzliwi, inni niekoniecznie chcą rozmawiać z "obcą".
Sara błąka się z miejsca na miejsce i nie może sobie znaleźć zajęcia. W trakcie przeglądania pokaźnej biblioteczki w domu Amy wpada na pomysł otwarcia księgarni z książkami zmarłej korespondencyjnej przyjaciółki. Znalezienie lokalu nie jest problemem, ale czy w miasteczku, w którym nikt nie czyta książek, przetrwa księgarnia?

Księgarnia spełnionych marzeń to urocza opowieść o miłości do czytania. To również historia o relacjach międzyludzkich, o więziach, które powoli budują zaufanie i o tym, że nie tylko w książkach można spotkać piękną miłość i nawiązać dobre kontakty z innymi ludźmi. Sara, która do tej pory chowała się przed światem za okładkami ukochanych powieści przekonuje się, że prawdziwe życie może być ciekawe, pełne wrażeń, a bohaterowie literaccy nie mają monopolu na spełnianie pragnień.

Katarina Bivald napisała historię przewidywalna i prostą, w której z  jednej strony atmosfera małej społeczności dusi, z drugiej strony - koi. Dla mnie najważniejsza jest tu obecność książek, bo to one, na równi z ludźmi, są bohaterami powieści. Przyznaję, że nie umiem się oprzeć lekturze, w której bohater/ka dużo czyta i mówi o książkach. Gdyby nie zakurzone woluminy, zapełniające pierwszą księgarnię w Broken Wheel i narastające zainteresowanie czytaniem wśród stroniących od papierowych opowieści mieszkańców miasteczka, Księgarnia spełnionych marzeń nie miałaby w sobie tyle uroku.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...