niedziela, 29 sierpnia 2010

Irena Koźmińska, Elżbieta Olszewska "Z dzieckiem w świat wartości"

NIE DA SIĘ DOBRZE ŻYĆ BEZ WARTOŚCI.

To motto książki, która przypomina prawdy logiczne i banalne, ale często zapomniane w codziennym życiu.

Czy w dzisiejszym świecie warto uczyć wartości moralnych? Czy lepiej skupić się na przekazaniu najmłodszym wiedzy o cwaniactwie, by łatwiej im było dostosować się do otoczenia? Co jest ważniejsze: elastyczność czy wrażliwość?
Autorki przekonują, że wartości są niezwykle istotne, a obawy rodziców (nauczycieli, opiekunów), że wychowają wrażliwców, których świat zewnętrzny przerazi i obezwładni - nieuzasadnione. Najważniejsze jednak, by dawać przykład - nie sposób wymagać od dziecka (i uczyć go) uczciwości i szczerości, jeśli sami postępujemy w niewłaściwy sposób i zaprzeczamy mądrym słowom.

Dzieci mają "stosować w życiu wartości nie ze strachu przed karą lub pod presją, lecz z wewnętrznego przekonania i potrzeby", "charakter, czyli wartości w działaniu, decydują o całym życiu człowieka".

To książka dla dorosłych - daje mądre wskazówki i utwierdza w przekonaniu, że "opierając swoje działania i kontakty z dzieckiem na wartościach, sprzyjają jego dorastaniu i przekształcaniu się w szczęśliwą dorosłą osobę".

W każdym rozdziale autorki zamieściły ciekawe przykłady i ćwiczenia, które mają wspomóc dorosłych w przekazywaniu i nauce wartości oraz listę lektur, które podejmują temat, omawiany w tekście.

5/6

sobota, 28 sierpnia 2010

Rzeczywistość pełna pytań (Anna Kavan "Lód")

Bezimienni bohaterowie, nienazwane miejsca, czas nieokreślony - wszystko oscyluje między jawą a snem. Krwawa przeszłość, której świadectwem są ruiny i wymierająca społeczność oraz zbliżający się kataklizm, o którym świadczy powolne lodowacenie planety. Atmosfera nieufności, wzajemnych podejrzeń, strachu. Brak wiarygodnego źródła informacji, co prowadzi do nieustannych konfliktów.
Bohater podąża za eteryczną dziewczyną, na której punkcie ma obsesję - kim jest ta kobieta i jakie naprawdę wzbudza w nim uczucia? Czy odwzajemnia jego zainteresowanie?
Dlaczego interesuje się nią namiestnik?

"Lód" to powieść, w której nic nie jest do końca określone. Ta niejasność z jednej strony drażni, ale z drugiej dziwnie fascynuje i wciąga. Ciężko tę książkę zaklasyfikować do jakiegoś gatunku i ciężko ocenić. Czytałam z przyjemnością i z zainteresowaniem, ale towarzyszyło mi ciągłe poczucie braku informacji, pewien niedosyt informacji.

4/6

czwartek, 26 sierpnia 2010

Przypadkowość zdarzeń (Katarzyna Leżeńska "Kamień w sercu")

Muszę przyznać, że byłam sceptycznie nastawiona do tej powieści. Dawno temu czytałam "Z całego serca" Katarzyny Leżeńskiej, Ewy Millies - Lacroix i uznałam tę książkę za marne czytadło. Nic więc dziwnego, że z pewną dozą nieufności sięgnęłam po "Kamień w sercu". Z półki bibliotecznej w ogóle bym jej nie wzięła, ale książka spozierała na mnie z półki domowej (dostałam ją kiedyś w prezencie za zamówienie innych książek w KKKK), więc widocznie przyszedł jej czas.

Początek powieści jest banalny: Daria i Marcin spotykają się po latach na szkolnym zjeździe. Oboje mają za sobą nieudane związki i inne zawirowania, ale jakoś tam funkcjonują. Ona w Polsce, On w Stanach. Spotykają się, pojawia się uczucie, itp., itd. Banalnie, do bólu romantycznie (listy mnie dobijały, ale na szczęście niewiele ich w tekście). Gdyby cała powieść obiła się o ten schemat, nie doczytałabym do końca. Jednak w pewnym momencie następuje nieszczęśliwy zwrot akcji i na plan pierwszy wysuwa się inny wątek. Szczęście w nieszczęściu dla powieści. Dzięki temu wątkowi książka zyskuje na wartości i staje się interesująca. Okrutne to, ale prawdziwe.

"Kamień w sercu" łączy w sobie wszelkie możliwe emocje. Jest ciekawą analizą związku dwojga ludzi, którzy nagle muszą zapomnieć o sobie i skupić się na osobie trzeciej. Mądre i szczere spostrzeżenia na temat życia w rodzinie, sytuacji dobrych i kryzysowych, niepełnosprawności i polskich realiów wyrzucają tę książkę z kręgu typowych czytadeł.
I dobrze.

4/6

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Jarosław Kret "Moje Indie"

Muszę przyznać, że książka pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie będę oryginalna, jeśli napiszę, że pan Jarosław kojarzył mi się tylko z telewizyjną prognozą pogody. Niesłusznie. Autor "Moich Indii" jest bowiem globtroterem, autorem reportaży, filmów dokumentalnych i programów o tematyce podróżniczej. Ten aspekt działalności "pana od pogody" jakoś mi umknął.

Jarosław Kret spędził w Indiach kilka lat i cały czas wraca do tego magicznego, pełnego kontrastów miejsca. W swojej książce opisuje słynne miejsca, odwiedzane przez miliony turystów, ale skupia się przede wszystkim na ukazaniu codziennego życia mieszkańców (kuchnia, obyczaje, praca) i na obalaniu pewnych stereotypów (Indie to brud, smród i ubóstwo). Wszystko to serwuje czytelnikowi w lekkim stylu, przez co książkę czyta się jak niezwykłą opowieść kogoś bliskiego z pobytu w kraju, który go zauroczył i pochłonął.

Książka urzeka ciepłem i szczerością, prawdziwą miłością do opisywanego kraju i jego mieszkańców. Jedyne, co mnie się nie podobało, to zdjęcia - nie przykuwają uwagi, są nijakie. Jednak sam dziennik z podróży wciąga i na pewno poszerza wiedzę przeciętnego czytelnika, dla którego Indie to barwny, ale biedny kraj, w którym święte krowy wstrzymują ruch na zatłoczonych ulicach.

5/6

niedziela, 22 sierpnia 2010

Przyczajone zło (Andrea Maria Schenkel "Dom na pustkowiu")

Rodzinę Dannerów poznajemy dzięki wypowiedziom mieszkańców niewielkiej wioski. Schenkel tak skonstruowała swą powieść, że czytelnik odbiera tę fikcyjną relację jak dokument.

Dom na pustkowiu wzbudza strach, jest niegościnny, niechętnie odwiedzany. Sami Dannerowie niepokoją - są dziwni, podejrzani, wręcz odpychający.

Z relacji mieszkańców dowiadujemy się, że wydarzyło się coś makabrycznego, coś wstrząsającego, ale autorka ustami bohaterów sugeruje tylko pewne wydarzenia. Otwiera drzwi, ale nie wpuszcza czytelnika do środka. Świetnie dozuje napięcie, wzbudza coraz większe zainteresowanie...
Powoli poznajemy rodzinny dramat, który trwał latami, po cichu akceptowany przez społeczność wiejską, a zakończony masakrą na pustkowiu.

Czyta się błyskawicznie.

4,5/6

sobota, 21 sierpnia 2010

Mdło i nudnawo (Ross King "Ekslibris")

Dwa plany czasowe. Rok 1620 i rok 1660. Dwie historie, które, w nie do końca zrozumiały dla mnie sposób, łączą się.
Akcja powieści rozpoczyna się w 1660 roku. Isaac Inchbold, londyński antykwariusz, ceniący spokój i statyczne życie, otrzymuje interesujące zlecenie. Ma odnaleźć pewien manuskrypt o pięknie brzmiącym tytule "Labirynt świata". Istotne jest jednak, by był to konkretny egzemplarz z konkretnym ekslibrisem.
Inchbold porzuca ciepły i znajomy fotel w księgarni i wyrusza na poszukiwania. Kieruje nim nie tylko ciekawość, ale również spora kwota, którą zleceniodawca wypłaci za realizację zadania.

Czytelnik oczekuje przygody. Jednak podróż w nieznane okazuje się równie statyczna jak życie księgarza. Dla Isaaca wyprawa stanowi pewne ekstremum, ale dla czytelnika niekoniecznie. Ten drugi wciąż czeka na rozwinięcie akcji. Z poszukiwaniem pergaminu wiąże się kilka niebezpiecznych sytuacji, pojawiają się zagadki, tajemnicze postaci, ale Ross King tak bardzo dozuje nastroje grozy, że się ich w ogóle nie odczuwa.

Przeciętna powieść, w wielu punktach dla mnie niezrozumiała (szczególnie retrospekcje), do czego przyczyniło się zapewne nagromadzenie nazwisk i tytułów książek.
Zakończenie rozczarowuje - rola Inchbolda w całej historii okazuje się być zupełnie inną niż przypuszczał.

3/6

czwartek, 19 sierpnia 2010

- - -

Leje. Dobrze poczytać. Odnalazłam siebie wśród książek. Mam czas. Mam dostęp do najlepszej (najlepiej zaopatrzonej) znanej mi biblioteki. Mam mnóstwo dobrych chęci. Chłonę litery, popijając je herbatą Yellow River.
Deszcz działa kojąco. I niesie ze sobą dobry sen po tylu dusznych nocach.
38 tydzień to czas oczekiwania. Spokojnie czekam...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...