Pokazywanie postów oznaczonych etykietą esej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą esej. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 lutego 2016

Autoportret z Lisiczką.


Marta Fox Autoportret z Lisiczką Mała Kurka, 2013

Ta kobieta żyje także po to, bym poczuła się mniej pojedynczo - pisze Marta Fox o Zofii Chądzyńskiej, pisarce, tłumaczce prozy Julio Cortazara. Mogłabym skopiować te słowa i użyć ich, wspominając autorkę Autoportretu z Lisiczką albo Sonię Raduńską. Czytając książki tych kobiet czuję się, jakbym rozmawiała z bliskimi osobami, bratnimi duszami, które ubierają w słowa moje myśli. Znajomość z Martą Fox rozpoczęłam wcześnie, w szkole podstawowej, wypożyczając z biblioteki niewielkich rozmiarów powieści Agaton Gagaton i Batoniki Always miękkie jak deszczówka. Dziś nie pamiętam, dlaczego te książki mają takie tytuły, nie przypominam sobie ich treści, ale na początku nauki w liceum sięgnęłam po mini powieści z serii Pierwsza miłość i już wtedy twórczość pisarki stała się bliska memu sercu. Jednak totalnie zawładnęła mną książka Wielkie ciężarówki wyjeżdżają z morza, do której chcę po latach wrócić i przekonać się, czy nadal każde słowo tej powieści jest równie ważne jak wtedy, gdy miałam szesnaście lat. Wielkie ciężarówki... to pierwsza powieść dla dorosłych w dorobku Marty Fox. Jeden z egzemplarzy, które mam na półce (są dwa) jest zapisany czerwonym cienkopisem, całe akapity są podkreślone, autorka lubi czerwień.
Przeczytałam niemal wszystko, co wyszło spod pióra pisarki. Nie znam jej najnowszych powieści dla młodzieży (np. Iza Anorektyczka, Zołzunie), na swój czas czeka książka Zuzanna nie istnieje. Uwielbiam Ogrodników Północy, Czerwień raz jeszcze daje czerwień, Nie jestem, która wszystko zniesie, Magda.doc. Teraz do tego grona dołącza Autoportret z Lisiczką. 

Autoportret... to podróż przez życie pisarki, czytelnika, matki, wrażliwca. To spisane na papierze chwile fascynacji, podróży, rozmów, myśli. To portret człowieka zaangażowanego, który wie, co jest dla niego w życiu najważniejsze. Chciałam sobie dawkować poszczególne teksty, ale nie umiałam. Jak zaczynam czytać Martę Fox, czytam zachłannie, rzucając się na słowa.

Czy to możliwe, że aż tyle przeżyłam? Ile zataiłam? Ile przeinaczyłam, podkolorowałam, by pokazać siebie w dobrym świetle? Mam nadzieję, że w labiryncie słów, wydarzeń, obrazów i książek mój Czytelnik odkryje coś, co zasłuży na jego pamięć.

Podzielam miłość Marty Fox do Julio Cortazara, Jeanette Winterson, Zofii Chądzyńskiej, do filmu Tajemnica Brokeback Mountain. I jeszcze kilka innych miłości podzielam.

wtorek, 19 stycznia 2016

Anne Fadiman.

Nieoczekiwanie. Bez okazji. Spontanicznie...stałam się właścicielką książki, o której od dawna marzyłam. Najbliższy memu sercu mężczyzna, widząc moje żałosne poszukiwania ebooka (wszak jestem również, od niedawna, posiadaczką czytnika) Anne Fadiman (powszechnie wiadomo, że wersja papierowa jest niedostępna, nakład wyczerpany, ceny na allegro szalone) wyciągnął książkę z jakiegoś jemu tylko znanego miejsca (naprawdę!) i mam, MAM!!! W ogóle i w szczególe. Eseje poufałe mojej ukochanej Anne Fadiman, której Ex Libris. Wyznania czytelnika mogłabym czytać codziennie od nowa. MAM! I już przeczytałam z wielką przyjemnością. Gdzieś po drodze dowiedziałam się, że jest trzeci tom esejów, więc czekam niecierpliwie na polskie wydanie i kupię natychmiast, w dniu premiery, żeby później nie błądzić, nie szukać, nie rozpaczać.

Anne Fadiman W ogóle i w szczególe. Eseje poufałe Znak, 2010

Esej poufały należy do grupy esejów osobistych i, podobno, jest na wymarciu. Wielka szkoda, ponieważ jego serce to rozmowa, co sprawia, że autor nie zwraca się do milionów (...) raczej do jednego czytelnika, zupełnie jakby siedzieli sobie we dwóch przy ogniu trzaskającym w kominku (...) z perspektywą długiego, strawionego na rozmowie wieczoru przed sobą. Punkt widzenia twórcy eseju poufałego jest subiektywny, rama kontekstowa konkretna, styl dygresyjny, ekscentryczność wyrazista...(s.8). Anne Fadiman napisała eseje doskonałe. Czyta się je z wielką przyjemnością, rozkoszując się erudycją, oczytaniem, skojarzeniami autorki. Wrażenie faktycznie jest takie, jakby pisarka siedziała obok, pijąc trzecią kawę i gawędziła z odbiorcą. Dopiero, gdy czytelnik dociera do finału książki i analizuje teksty źródłowe, uświadamia sobie, jak wielką pracę musiała wykonać autorka, by mógł cieszyć się tak znakomitym esejem.

Czy cokolwiek, co wyszło spod pióra Anne Fadiman może nie sprostać moim oczekiwaniom? Do Ex Libris będę wracała częściej z uwagi na ciekawszą dla bibliofila tematykę, ale jaką sztuką jest pisanie esejów osobistych o rzeczach niekoniecznie mnie interesujących (jak np. kolekcjonowanie motyli) tak, że czytam z zapartym tchem. Niesamowite. W tomie dwunastu esejów i tym razem pojawia się Anne, zafascynowana wyprawami polarnymi. Poza tym wielbicielka lodów (ja też, ja też:)) i kawy, bardziej sowa niż skowronek. Tematy różne, zawsze interesująco podane. Zamykając książkę poczułam wielki niedosyt. Już? To wszystko? Chcę więcej! Poproszę eseje Anne Fadiman przynajmniej w takiej formie jak ostatnio wydane Wszystkie lektury nadobowiązkowe Wisławy Szymborskiej.

Skowronkowatość, podobnie jak rzymski nos i nastroszone brwi, mój mąż odziedziczył po swoim ojcu, który uważał, że popełnia niewybaczalny grzech lenistwa, jeśli wstawał po pół do piątej rano. Ja sowią naturę także mam po ojcu, podzielającym przekonanie Jimmy'ego Walkera, 
że grzechem jest iść do łóżka tego samego dnia, którego się wstało (s.77).

poniedziałek, 9 marca 2015

Japonia Joanny Bator.

Joanna Bator
Rekin z parku Yoyogi
W.A.B., 2014



Rekin z parku Yoyogi to zbiór kilkudziesięciu tekstów, w których Japonia jest pretekstem do opowiedzenia pewnych historii. Joanna Bator w lekkim stylu opisuje znaną sobie rzeczywistość, nakładając na nią doświadczenia z różnych miejsc. Fascynacja autorki Japonią ujawnia się na każdej stronie. To wspaniałe, że Europejka, obeznana już przecież z tym oryginalnym kulturowo krajem, wciąż potrafi dziwić się pewnym zjawiskom. Jakby Japonia nie była państwem, które można zgłębić totalnie. Bogata tradycja tego kraju sprawia, że badacz, obserwator, podróżnik odkrywa kolejne warstwy, związane z mentalnością mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni i, kiedy wydaje mu się, że tak dużo wie, pojawiają się następne zjawiska i nie sposób ich pominąć.

Książka Joanny Bator jest podzielona na trzy części: niesamowitości, alegorie i heterotopie.
O lesie samobójców Aokigahara; o ideale japońskiej urody, o tytułowym rekinie, znalezionym w parku Yoyogi; o wszechobecnych automatach, których asortyment może zawrócić w głowie; o mężczyznach przebranych za "lolitki"; o Harukim Murakamim, którego nazwisko pojawia się na kartach książki często i w różnych kontekstach - o tym autorka pisze w części, poświęconej niesamowitościom, czyli temu, co wyjątkowe, zadziwiające, czasami trudne do wytłumaczenia.
Alegorie skupiają się na ludziach. Pewne zachowania Japończyków traktowane są dziś stereotypowo, jak fanatyczne robienie zdjęć czy opanowanie mieszkańców tego kraju w obliczu tragedii. Bator stara się znaleźć przyczynę tych zjawisk. W tej części zdarza jej się porównywać kulturę japońską z kulturą polską, na korzyść tej pierwszej oczywiście. Pisze tutaj również o ceremonii parzenia herbaty, o gejszach, o sushi, czyli o tym, co większości z nas kojarzy się z Japonią.
W trzeciej części, dla mnie najmniej interesującej, autorka stara się przedstawić życie w hiperrzeczywistości - współczesne zjawisko, coraz bardziej obecne w kulturze japońskiej. Joanna Bator bada subkulturę otaku, wiecznych chłopców, wielbicieli mangi i anime. Członkowie otaku uciekają od rzeczywistości w świat wirtualny - na mniejszą skalę (bo mnie otaku przerażają) to zjawisko obecne jest również w innych kulturach. Autorka pisze, że właściwie każdy z nas jest trochę otaku.

Rekin z parku Yoyogi to namiastka Japonii, to Japonia Joanny Bator. Piękna, momentami przerażająca, wciąż nie do końca poznana. Eseje autorki Piaskowej góry są kompilacją podróży, wyobrażeń, badań. To subiektywny, oparty na emocjach, osobisty zestaw tekstów o kraju, który pisarka uwielbia. Styl pisania Joanny Bator sprawia, że czytelnik "łyka" te teksty z wielką przyjemnością.

piątek, 9 maja 2014

Życie jest podróżą...

Andrzej Stasiuk
Nie ma ekspresów przy żółtych drogach
Czarne, 2013


Jednak opowiadam. Robię światłoczułe odbitki minionego. Nawet gdy opisuję "teraźniejsze", przesycone jest ono wszystkim, co było, co się wydarzyło, co istniało. Bo dzień dzisiejszy jest sumą dni minionych... 

Teksty, zebrane w książce Nie ma ekspresów przy żółtych drogach, nie są nowe. Wcześniej były publikowane na łamach "Tygodnika Powszechnego", "L'Espresso" czy w czasopiśmie internetowym Dwutygodnik.com. Dla mnie jednak każdy felieton tchnie świeżością, ponieważ dotąd nie zetknęłam się z prozą podróżną Stasiuka. Czytałam powieści autora, ale nie znałam go od strony zapisków osobistych, ściśle związanych z tym, czego doświadczył, co zobaczył, o czym myślał. Trzeba przyznać, że pan Andrzej wspaniale opowiada, niemal magnetyzuje czytelnika słowami. Autor zgadza się z tym, o czym pisał Terziani: 

Być może nasze istnienie nie ma innego sensu. Wędrujemy przez świat, by o nim opowiadać. Wcale nie po to, by go podbijać, zmieniać, poznawać i rozumieć, ale jedynie po to, by opisywać jego piękno.

Być może tak właśnie jest. Stasiuka urzeka prostota życia, peryferie codzienności. Autor często zanurza się w przeszłości, dostrzega mądrość starości, symbiozę człowieka i przyrody, ważność śmierci, która czasami objawia nam swój sens. Sprawia, że spotykamy się i cieszymy swoją obecnością w sposób, który bez owej śmierci nie byłby możliwy. (...) śmierć jednak bardzo przydaje się nam w życiu.

Te krótkie teksty przypominają o rzeczach prostych, o sprawach istotnych, zmuszają do refleksji nad sobą i nad otaczającym światem. Tkwi w nich mądrość, lekkość, pokora, wrażliwość na świat. Stasiuk snuje swą opowieść swobodnie, choć czasami pisze o sprawach trudnych. Współistnieje z naturą, docenia zmienność pór roku, ich urok i brzydotę. Zachwycił mnie świetny tekst pt. Marzec, w którym pisarz zwraca uwagę na bezmierną melancholię strefy umiarkowanej, sprawiającą, że my, mieszkańcy Polski, jesteśmy czcicielami słońca, jesteśmy poganami.
Każde zdanie w książce Stasiuka zasługuje na uwagę. Mnie bardzo odpowiada sposób pisania autora i jego spojrzenie na świat.

czwartek, 5 grudnia 2013

...cudownie zatłoczona samotność czytelnika... (Pennac)

Daniel Pennac
Jak powieść
Muza, 2007

Całkowita bezinteresowność. Tego właśnie oczekiwało od nas nasze dziecko. Prezentu. Daru chwili wyrwanej z szeregu innych chwil. Wbrew wszystkiemu. Dzięki tym nocnym opowieściom dziecko pozbywało się balastu dnia. Luzowaliśmy cumy. Dziecko ulatywało z wiatrem, lekkie jak piórko, a ten wiatr to był nasz głos. W zamian za tę podróż nie wymagaliśmy od niego absolutnie nic, ani grosza, nie spodziewaliśmy się żadnego rewanżu. To nie była nawet nagroda. (Ach, te nagrody... potem trzeba się wykazywać w nieskończoność, że istotnie były zasłużone!). Tutaj wszystko odbywało się w krainie bezinteresowności. Bezinteresowność, która stanowi jedyną walutę sztuki.


Esej francuskiego pisarza to nie tylko pochwała czytania. To przede wszystkim próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego ludzie nie czytają, dlaczego nastolatkowie tak niechętnie biorą do rąk książki? Bez zastanowienia my, dorośli, zrzucamy winę na telewizor, komputer (jako bardziej atrakcyjne umilacze czasu) na nudne szkolne lektury, które skutecznie zniechęcają młodych ludzi do literatury. Pennaca jednak takie tłumaczenie nie zadowala. Cóż się zdarzyło pomiędzy intymnością lektury lat dziecięcych a zawziętą alienacją nastolatka, którego czytanie męczy? Nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie i właściwie nie uzyskujemy jednoznacznej odpowiedzi. Myślę, że takowa nie istnieje.

Dlaczego przestajemy czytać dziecku w momencie, gdy młody człowiek nabywa umiejętność samodzielnego czytania? Dlaczego pozbawiamy się tej chwili intymności, kiedy wszystko jest możliwe, a my jesteśmy razem, odprężeni, bliscy sobie, złaknieni opowieści? Dlaczego przestajemy odkrywać z dzieckiem paradoksalną właściwość lektury, która polega na tym, że odrywa nas od świata, by nadać mu sens?
Nie tylko Pennac zwraca uwagę na to, jak ważne jest czytanie dziecku bez względu na to, ile ma lat. Pisała o tym Irena Koźmińska, założycielka Fundacji ABCXXI - Cała Polska Czyta Dzieciom, w swojej książce Wychowanie przez czytanie. To nic, że dziecko czyta samo; niech czyta, niech odkrywa magiczny i wartościowy świat literatury, niech kształtuje swój czytelniczy gust. Jednak każdy, sześciolatek, piętnastolatek i osiemdziesięciolatek, lubi słuchać opowieści, które wzbogacają codzienność, odprężają...

Czytanie nie podlega systemowi czasu społecznego, ono jest, podobnie jak miłość, sposobem bycia.

(Zdania, pisane kursywą, są cytatami z książki Daniela Pennaca)

wtorek, 17 września 2013

Refleksje nomady.

Bruce Chatwin
Anatomia niepokoju. Pisma wybrane 1969 - 1989
Świat Książki, 2012


Przyznam szczerze, że biorąc tę książkę do ręki, nie miałam pojęcia, kim był Bruce Chatwin. Zwróciłam uwagę na zdjęcie, zamieszczone na okładce i na cudny tytuł, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Kupiłam tę książkę bez zastanowienia, choć nie wiedziałam, jakie dziedziny życia interesowały Chatwina i czy styl pisarza przypadnie mi do gustu.

Ku mojej wielkiej radości autor Anatomii niepokoju okazał się podróżnikiem oraz otwartym na świat obserwatorem ludzi i obyczajów, obowiązujących w różnych częściach globu. Zbiór otwiera autobiograficzny esej Zawsze chciałem wyjechać do Patagonii, w którym pisarz opowiada o swojej rodzinie. Z perspektywy czytelnika, który pierwszy raz spotyka się z prozą Chatwina, jest to tekst świetny, zachęcający do wniknięcia głębiej w twórczość autora. Nieco ironiczny, lekki, momentami zabawny styl pisarza czyni lekturę niezwykle przyjemną. W kolejnych tekstach odnaleźć można wiele wątków z życia Bruce'a, a życie pasjonata podróży, człowieka będącego w ciągłym ruchu, obfitowało w ciekawe doświadczenia.
W drugiej części książki zostały zamieszczone cztery opowiadania. Według mnie to najsłabszy i najmniej interesujący fragment całości. Wynika to poniekąd z faktu, że nie przepadam za opowiadaniami i jedynie Marcie Fox udało się zainteresować mnie krótkimi historiami na tyle, że do dziś z przyjemnością otwieram tomik Nie jestem, która wszystko zniesie (Forum Sztuk, 1999). Podejrzewam, że opowiadania Chatwina ściśle wiążą się z jego eskapadami, zgrabnie mieszając fakty z fikcją.
Kolejne rozdziały to trzy eseje na temat nomadyzmu. Hasło przewodnie tych tekstów to: Nomadyzm jako alternatywa. Chatwin głęboko wierzy w to, że człowiek jest stworzony do tego, by być w ruchu, do podróżowania, do poznawania. Tylko w ten sposób może zachować świadomość celu w życiu. Przyzwyczajenia otępiają umysł, ograniczają myślowe horyzonty, a przecież Homo Sapiens to zwierzę z natury ciekawe i żądne wrażeń.

Najważniejszy jest ruch - pisał Robert Louis Stevenson w Travels with a Donkey. - Tak by lepiej zrozumieć nasze potrzeby, poczuć chropowatą fakturę życia; zejść z puchowego łoża cywilizacji i stanąć na kłującej granitowej skale (s.119).

Moim zdaniem ta część książki to najlepsze teksty Chatwina, zebrane w Anatomii niepokoju. Tytułowy niepokój wywołuje stagnacja i bezruch.Większość społeczeństwa, odurzona rozwojem technicznym, zapomniała o wrodzonej potrzebie podróżowania.

Po przeczytaniu esejów na temat nomadyzmu czytelnik trafia na recenzje.Tutaj najciekawszy jest tekst Droga na wyspy - to recenzja biografii Stevensona autorstwa Hennessy'ego. Chatwin ocenia tutaj nie tylko książkę, ale przywołuje również wiele faktów z życia twórcy Wyspy skarbów.

Ostatnia część książki - Obrazoburca i sztuka - wysławia uroki rozkosznej wyspy Capri  i analizuje moralność przedmiotów. Według Chatwina wszystkie cywilizacje gromadzą przedmioty, a problem związany z rzeczami związany jest z ludzką niemożnością wyrównania poziomu tego, co zbieramy i tego, co wyrzucamy. Życie pokazuje, że najważniejsze dla nas przedmioty są bezużyteczne, co, zdaniem pisarza, może tłumaczyć zawiłe rytuały rynku sztuki (s.193).

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Bruce'a Chatwina uważam za udane. Do najlepszych tekstów, tych o nomadyzmie, pewnie wrócę. Ich kontynuacji będę szukała w innych książkach podróżnika. Z przyjemnością przeczytałabym również książkę, w której zebrano wszystkie recenzje pisarza, ale nie wiem nawet, czy takowa istnieje.

piątek, 28 czerwca 2013

Kulturalnie, dobitnie, z ironią.

Dubravka Ugresić
Czytanie wzbronione
Świat Literacki, 2004



Eseje z lat 1996 - 2000, w których autorka, często bezlitośnie, odkrywa mechanizmy rządzące zachodnim rynkiem wydawniczym. Ugresić patrzy na świat literacki z perspektywy wschodnioeuropejskiego autora, nie oszczędzając redaktorów, pisarzy i czytelników. Momentami śmieszne, innym razem przytłaczające spostrzeżenia mądrej kobiety pokazują absurdy literackiego kręgu. W pełnych ironii esejach autorka zwraca uwagę na zmiany, jakim poddał się rynek literacki, pytając przy okazji o to, czy współczesny pisarz jest twórcą wolnym i co dzisiaj znaczy czytać (pyta o istotę czytania).

Ugresić jako pisarka i jako literaturoznawca analizuje fenomen bestsellera, przybliża nieobytemu w świecie wydawniczym czytelnikowi takie terminy, jak: book proposal (konspekt książki, ważniejszy niż sama książka - ma przekonać redaktora, że książka będzie udana, że temat chwytliwy), blurb (potocznie mówiąc: "opis z okładki" - dziś mało istotna wydaje się informacja na temat pochodzenia, wykształcenia i zainteresowań pisarza, ale nie można zapomnieć o poinformowaniu potencjalnego czytelnika o tym, że autor ma żonę i trójkę dzieci).

Na rynku literackim nieustannie toczy się walka o przetrwanie. Redaktorzy to półbogowie, którzy niekoniecznie czytają, niekoniecznie znają się na profesji, którą obrali, ale mają władzę - obie strony są świadome tego, że pisarz bez redaktora daleko nie zajdzie.
Kultura literacka to dzisiaj glamour - twórca musi błyszczeć, pięknym być, pojawiać się na okładkach poczytnych magazynów, udzielać wywiadów.

Wiele w esejach Ugresić gorzkich spostrzeżeń. Nie można jej jednak zarzucić, że nie wie, o czym pisze. Jako pisarz obserwuje machinę wydawniczą od środka i próbuje znaleźć miejsce dla siebie w tym kołowrocie dziwnych zdarzeń.
Eseje czyta się lekko i przyjemnie. Autorka patrzy na siebie i na to, co się dzieje wokół niej, z dystansem. Jej bronią jest sarkazm i bezlitosny śmiech, choć wie, że - jako pisarz - przed krwiopijcami nie ucieknie.




sobota, 12 stycznia 2013

Susan Sontag "O fotografii".

Historia fotografii w esejach wybitnej intelektualistki. Czym jest fotografia? Do czego zmierza? Jak się zmienia jej funkcja we współczesnym świecie? Czy między fotografią i malarstwem istnieje związek? Dlaczego gromadzimy zdjęcia?
Wiele zagadnień, którymi zajmuje się Sontag, zostało rozstrzygniętych. Magia, o której mowa w esejach, naturalność i niedoskonałość fotografii, te nieupozowane fragmenty życia, to dziś często pojęcia względne.
Ciekawy rozdział o Diane Arbus, sportretowanej w filmie Futro: portret wyobrażony Diane Arbus (reż. Steven Shainberg, 2006).
Książka ponadczasowa - napisana w 1973 roku, w Polsce wydana w 1986, w 2009 roku doczekała się wznowienia (wyd. Karakter).

Wszystko i tak sprowadza się do tego, że fotografia jest sztuką kapryśną, a ocena zdjęcia to efekt subiektywnego spojrzenia patrzącego.

Garść cytatów. Do zapamiętania...

W gruncie rzeczy fotografia zamienia każdego w turystę wędrującego po rzeczywistości innych ludzi, a czasami także po własnej.

(...) ikonografia tajemnicy, śmiertelności i przemijalności.

Fotografie działając wedle zasad surrealistycznej wrażliwości sugerują, że daremne jest nawet silenie się na zrozumienie świata i zamiast tego proponują, byśmy świat kolekcjonowali.

Na  świecie panuje osobliwy heroizm od chwili wynalezienia aparatu fotograficznego: heroizm widzenia. Fotografia otworzyła nową swobodną dziedzinę - pozwalając wszystkim na wykazanie się niepowtarzalną, żarłoczną wrażliwością. Fotografowie wyruszyli na swoje kulturalne, klasowe i naukowe safari, szukając uderzających obrazów. Chwytali świat w pułapki bez względu na koszty płacone zniecierpliwieniem i niewygodami, w pułapki tego czynnego, zaborczego, oceniającego, dowolnego sposobu widzenia.

Fotograf pragnie przede wszystkim apoteozy codziennego życia...



wtorek, 20 grudnia 2011

Ex Libris.

Wróciłam do esejów Anne Fadiman. Są zachwycające, choć wolałabym, by wszystkie utrzymane były w klimacie trzech: Zaślubiny księgozbiorów, Zamki moich przodków i Proza z odzysku. To moje ulubione teksty.



Anne Fadiman wyrosła wśród książek i wśród ludzi, którzy z  literatury tkali swe życie. Nikt nie ograniczał jej pasji i nie uważał za dziwaka, który prędzej czy później zgłupieje od nadmiaru słów. Od bliskich otrzymywała książki, bo prezent miał sprawiać przyjemność obdarowywanemu, a nie obdarowującemu.

Moi bliscy nie kupowali mi książek twierdząc, że i tak mam ich sporo. Nie rozumieli, jak wielką przyjemnością jest lektura, bo sami nie czytali. Teraz otrzymuję pieniądze i wciąż zdarza się, że słyszę: kup sobie co chcesz, tylko nie książkę. Jednak z roku na rok dostrzegam pozytywne zmiany.
Poza tym mam P., od którego podarunkiem niemal zawsze jest książka.

Co jakiś czas pojawia się pytanie o prezent dla moich dzieci, szczególnie dla starszej córki. Dziwi mnie, że kupowanie kolejnych zabawek nikomu nie przeszkadza i nikt nie grzmi: o rety, kolejna zabawka! Natomiast: jejku, jeszcze jedna książka! słyszę dość często.

Maja czyta i znajduje w tym prawdziwą przyjemność. Jestem ostatnią osobą, która nie kupi jej książki wiedząc, że to dla niej najlepszy podarunek (obok gier planszowych). Z bólem serca wysyłam ją do łóżka i proszę, by zgasiła światło, gdy ona chce czytać, ale niestety, rano trzeba wstać i pójść do szkoły.
Lubię patrzeć, gdy czyta - coraz więcej i zachłanniej.

wtorek, 4 sierpnia 2009

Ryszard Kapuściński "Spacer poranny"

Tydzień niebezpiecznie się wydłużył. Niebezpiecznie, bo NIC nie czytam. Wczoraj zaczęłam "Grę anioła" Zafona, przerzucam kartki "Gringo wśród dzikich plemion" Cejrowskiego zamiast opowieści tego pana pochłaniać. Pojeździłam po Polsce i rozleniwiłam się literacko. Wezmę się za siebie, bo tak być nie może.

Ostatnią przeczytaną przeze mnie książką jest "Spacer poranny" Kapuścińskiego, choć tak naprawdę to esej, a nie pełnoprawna książka. Tekst został opublikowany dwa dni po śmierci pisarza w warszawskim dodatku "Gazety Wyborczej", a niedawno powstała książka, uzupełniona fotografiami pisarza. Poza tym tekst przetłumaczono na trzy języki i dzięki temu "podpada" pod książkę. Znakomity reporter oprowadza czytelnika po warszawskiej dzielnicy Ochota, wspominając chwile z dzieciństwa. Niby nic, ale czyta się przyjemnie. Esej zainspirował władze stolicy do utworzenia ścieżki spacerowej, która upamiętni wybitnego polskiego reportera.

4/6

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...