Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 maja 2012

Dzień 27, 28, 29, 30, czyli to już jest koniec...

Książka, którą byś napisała, gdybyś umiała.

Mam wrażenie, że już wszystkie tematy zostały wyczerpane. Gdybym kiedykolwiek zabrała się za pisanie książki...stworzyłabym powieść w stylu Klubu Dumas Arturo - Perez Reverte. Chyba...

Książka, której przeczytania bardzo żałujesz.

Nie czytam książek, z którymi obcowanie nie sprawia mi przyjemności. Bez żalu odkładam taką lekturę. Jednak zdarzyło mi się przeczytać książkę słabą i nudnawą (np. Cenę wody w Finistere, o której wcześniej pisałam). Czy żałuję? Nie, jakieś doświadczenie to było, a widocznie nie chciałam przerwać czytania.

Autor, którego omijasz.

Monika Sawicka
Danielle Steel
Nora Roberts

Pewnie jest więcej nazwisk, ale w tej chwili nic nie przychodzi mi do głowy.

Autor, którego wszystkie książki czytasz.

Manuela Gretkowska
Hanna Kowalewska
Małgorzata Musierowicz
Carlos Ruiz Zafon
Jonathan Carroll
Marta Fox
Elizabeth Kostova

Tyle.
Oficjalnie kończę wyzwanie 30 dni z książkami. Było miło. Zweryfikowałam swoje poglądy na niektóre sprawy, zwierzyłam się publicznie, ale delikatnie, więc będzie mi wybaczone...

czwartek, 24 maja 2012

Dzień 24, 25, 26.

Książka, która okazała się jednym wielkim oszustwem.

Nie rozumiem.

Ulubiona autobiografia/biografia.

Zdecydowanie
Linde Salber
Tysiąc i jedna kobieta. Anais Nin i jej życie.

Książka, którą chciałabyś przeczytać, a jeszcze nie jest napisana.

Chyba nie starcza mi wyobraźni, by taką wymyślić:)

poniedziałek, 21 maja 2012

Dzień 21, 22, 23.

Książka, która przyniosła ci wielką przyjemność, ale wstydzisz się przyznać, że ją czytałaś.

Nie wstydzę się książek, które czytam. Otarłam się o opinię, że niefajnie jest lubić Samotność w Sieci Janusza L. Wiśniewskiego. Ja bardzo lubię i wcale się tego nie wstydzę!

Ulubiona seria wydawnicza.

Ostatnio Bieguny wydawnictwa carta blanca. Bliska sercu tematyka. 

Ulubiony romans.

Ojej, tu mam problem, bo romansów nie czytam. W niemal każdej książce odnajduję historię miłosną, ale wydaje mi się, że tu chodzi o romans z prawdziwego zdarzenia. Pod tę kategorię być może podpada Rosyjski kochanek Marii Nurowskiej. Przyjemna książka, ale na pewno nie ulubiona. Więcej romansów nie pamiętam...i nie żałuję:)

niedziela, 20 maja 2012

Dzień 18, 19, 20.

Twoja ukochana książka, której już nie można kupić.

Ciężko kupić Kłamczuchę Sophie Marceau. Mam wrażenie, że dziennik aktorki przeszedł trochę bez echa. Mnie zauroczył i długo nie mogłam nigdzie tej książki kupić. Upolowałam na podaju.
Inne moje ulubione są w sprzedaży.

Książka, dzięki której zmieniłaś zdanie na jakiś temat.

Nie mam. Nie znam.

Książka, którą byś poleciła osobie o wąskich horyzontach myślowych.

Myślę, że podsunęłabym tej osobie książki Marii Szyszkowskiej.  To wyjątkowa kobieta - filozof prawa - otwarta, tolerancyjna, mądra. Człowiek, czytając jej książki, myśli. Po prostu.

środa, 16 maja 2012

Dzień 14, 15, 16 17. Czyli nadrabiam zaległości.

Książka, która powinna się znaleźć na obowiązkowej liście lektur w szkole średniej.

Nie jestem na czasie, jeśli chodzi o spis lektur szkolnych. Naukę w liceum zakończyłam dawno temu. Podejrzewam, że jakieś zmiany zaszły. Powinny. Mnie, mola książkowego, lektury męczyły, nie cierpiałam ich czytać. Mogę sobie wyobrazić, jakie katusze cierpią ci, którzy nie lubią czytać, a takich uczniów jest sporo w dzisiejszych szkołach. Kanon powinno się ograniczyć do minimum, a skupić się bardziej na rozwijaniu pasji do czytania. Po prostu. Nauczyciel może stanąć na rzęsach, ale jeśli będzie z uczniami rozmawiał o Szewcach, nic nie zdziała. Komu się to podoba? Trochę współczesnego ducha szkole potrzeba, zmiany perspektywy, lekkiego dopasowania do potrzeb i zainteresowań młodych ludzi.

 Ulubiona książka traktująca o obcych kulturach.

Bardzo ciekawa i bardzo fajnie napisana jest Córka polarnika Kari Herbert.
Autorka wraca na Arktykę, gdzie spędziła fragment dzieciństwa i odkrywa na nowo społeczność Inughuitów. To, czego doświadcza, konfrontuje ze wspomnieniami z dzieciństwa i opowieściami ojca, znanego polarnika. Dzięki temu poznajemy "nową" i "starą" Grenlandię, mity i wierzenia ostatnich polarnych myśliwych. Czas zmienił nawet tę odległą i mroźną krainę. Są jednak tradycje, którym mieszkańcy pozostają wierni.
Kari Herbert lekko i z pasją opisuje bliską jej sercu krainę.

 Ulubiona książka, którą sfilmowano.

Godziny Michaela Cunninghama. Lolita Vladimira Nabokova. Klub Dumas Arturo Perez - Reverte. Atramentowe serce Cornelii Funke.

Książka, którą sfilmowano i zrobiono to źle.

Takich jest mnóstwo. Zazwyczaj filmowa adaptacja czy ekranizacja wypada blado przy książkowym oryginale.
Źle sfilmowano pasjonujące Atramentowe serce Cornelii Funke. Brzydko mówiąc: bardzo ładnie spieprzono świetną historię.

wtorek, 8 maja 2012

Dzień 13.

Najukochańsza książka z dzieciństwa.

Najukochańsza to za dużo powiedziane. Raczej takiej nie mam, ale miło wspominam Niewiarygodne przygody Marka Piegusa Edmunda Niziurskiego.W późniejszym dzieciństwie, właściwie "nastolęctwie" na pewno Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz.


czwartek, 26 kwietnia 2012

Dzień 10,11,12.

Pierwsza książka przeczytana przez Ciebie.
Książka, dzięki której zaraziłeś się czytaniem. 
Książka, która tak wycieńczyła Cię emocjonalnie, że musiałaś przerwać jej czytanie lub odłożyć na jakiś czas.

Wszystkie te pytania pozostaną bez odpowiedzi. Kompletnie nie pamiętam, jaka książka była tą pierwszą. Bardzo chciałabym pamiętać, dlaczego czytanie zaczęło mi sprawiać przyjemność i kto lub co za tym stoi. Niestety, wyrosłam w domu bez książek, w którym nikt nie czytał i nikt nikomu nie czytał. Na pewno przygoda z czytaniem ściśle łączy się z pójściem do szkoły i wizytami w szkolnej bibliotece. W podstawówce czytałam nie tylko lektury i faktycznie sama sięgałam po książki, ale było to w okolicach czwartej klasy, nie wcześniej. Wtedy rozpoczęły się lekcje języka polskiego i miałam szczęście poznać panią Jasińską, którą uwielbiałam i myślę, że Ona miała niezły wkład w moją edukację literacką. Pamiętam nawet, że zaprosiła grupkę dzieciaków, które przygotowywały się do konkursu recytatorskiego, do swojego domu, w którym popijaliśmy herbatę z filiżanek i czytaliśmy wiersze. Dziś poezji nie czytam, w konkursie miejsca żadnego nie zdobyłam, ale ten dzień pamiętam jako magiczny.

Nie czytałam książki, której czytanie musiałabym przerwać. Emocjonalnie odbieram książki, które dotykają tematu II wojny światowej, ale nie do tego stopnia, abym musiała je odkładać.
Pamiętam, że z pewną dozą obrzydzenia czytałam fragmenty Rytuału Mastertona.

środa, 25 kwietnia 2012

Dzień 8. Dzień 9.

Mało znana książka, która nie jest bestsellerem, a powinna nim być.

Nie wymyśliłam żadnego tytułu. Te książki, które lubię, zazwyczaj nie są mało znane albo dość szybko stały się bestsellerami.

Książka wielokrotnie przez Ciebie czytana.

Wielokrotnie, czyli dwa razy. Trzykrotnie przeczytanej książki jeszcze się nie dorobiłam i śmiem twierdzić, że takowej nie będzie.
Zdarzyło mi się wrócić do dwóch książek, których czytanie było nie tylko przyjemnością, ale i odkrywaniem siebie wśród słów.


26.04.2012
Przypomniałam sobie o jeszcze jednej, czytanej dwukrotnie, książce. Godziny Michaela Cunninghama najpierw czytałam z ciekawości, a później na potrzeby pracy magisterskiej. Bardzo dobra powieść. Mojej opinii nie zepsuło nawet dogłębne i wnikliwe czytanie. Mam wrażenie, że analiza Godzin przyniosła wiele ciekawych odkryć i sprawiła, że dostrzegłam w książce wszelkie możliwe dna, przez co stała się jeszcze bardziej interesująca.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Dzień 7.

Książka, przez którą trudno przebrnąć.


Zdecydowanie Pan Tadeusz Adama Mickiewicza. Mnie się nie udało jej przeczytać, a próbowałam wiele razy. Z racji wykształcenia powinnam, ale nie jestem w stanie przeczytać nawet połowy narodowej epopei. Otrzymałam nawet w prezencie ładnie wydany egzemplarz, aby było mi łatwiej obcować z dziełem wieszcza. Stoi na półce, dobrze wygląda, ale przyda się, być może, moim dzieciom. Jeśli będą w stanie czytać Mickiewicza...

niedziela, 22 kwietnia 2012

Dzień 6. I "Cud w Andach" Nando Parrado, Vince Rause.

Książka, przy której płaczesz.

Nie płaczę przy czytaniu książek. Naprawdę. Ryczę na filmach, często z powodów niewytłumaczalnych. Zdarzyło mi się kwilić w trakcie oglądania reklamy, co jest dość żenujące, ale tłumaczę sobie i światu, że byłam wtedy w ciąży, co wiele tłumaczy...
Generalnie łatwo się rozklejam, więc tym bardziej dziwi mnie, że nie nad książką.

Czasami się wzruszam i jestem bliska płaczu, ale łzy nie lecą, więc się nie liczy. Ostatnio bardzo poruszyła mnie historia opowiedziana przez Nando Parrado. Cud w Andach to książka, która opowiada o tragedii z 1972 roku, kiedy to samolot lecący z Urugwaju do Chile rozbił się w górach. Wielu pasażerów nie przeżyło tej katastrofy.
Rozbitkowie przez niemal trzy miesiące czekali na ratunek, choć wiedzieli, że ekipy ratownicze już dawno zrezygnowały z poszukiwań, a oni zostali uznani za martwych. Walczyli o przetrwanie w nieprzyjaznym, mroźnym i dzikim miejscu.

Zwątpienie przeplata się z nadzieją, siła przechodzi w słabość lub odwrotnie, ciężkie warunki wymagają podejmowania dramatycznych decyzji. Jednak człowiek się nie poddaje. Chce żyć. Rusza w drogę, choć brakuje mu sił, sprzętu, mapy, odpowiedniego ubrania. Dociera do celu i dzięki temu szesnaście osób wraca do domu.

To dramatyczne doświadczenie uczy pokory wobec życia. Pokazuje, że człowiek może pokonać każdą przeszkodę, jaka stanie na jego drodze. Wystarczy, że mimo przeciwności losu, zachowa w sercu miłość i nadzieję.
Cud w Andach zmusza do przemyśleń i wzrusza.


 

piątek, 20 kwietnia 2012

Dzień 5.

Książka non-fiction, której czytanie sprawiło Ci niekłamaną przyjemność.

Tutaj wiele książek podróżniczych, ale żeby nie być monotematyczną istotą, przywołam trzy doskonałe tytuły.


To książki, które informują o pewnym kawałku świata, o kulturze danego narodu czy o życiu z ekscentrycznym człowiekiem, ale czyta się je jak bardzo dobrą powieść. W tym tkwi siła literatury non - fiction: umożliwia poznanie, ale odchodzi od naukowego i szkolnego spojrzenia na świat. Czytając "Lolitę" w Teheranie i Heban to lekko i przystępnie napisane książki, które traktują o ważnych i poważnych sprawach. Żyć z Picassem to wspomnienia francuskiej malarki, która spędziła z artystą kawał czasu i opowiada o tym okresie tak, że trudno przerwać czytanie.

czwartek, 19 kwietnia 2012

Dzień 4. I Rzeź.

 Książka, która przypomina ci o domu.

Zaczynam myśleć, że podjęłam się wyzwania, w którym na większość zagadnień będę odpowiadała: nie mam, nie znam, nie czytałam. Trochę mnie to przytłacza, ale naprawdę żadnej książki nie kojarzę z domem.

Obejrzałam Rzeź Romana Polańskiego (2011). Bardzo dobry film. Bardzo.
To ekranizacja sztuki Bóg mordu Yasminy Reza, której oczywiście nie widziałam, a bardzo bym chciała.

Film pokazuje, jak człowiek stara się być człowiekiem, jak nakłada kolejne maski, a jakakolwiek konfrontacja sprawia, że wyłażą z niego pierwotne instynkty. Żółć sączy się coraz obficiej z każdym wypowiedzianym przez bohaterów słowem.
Minimalistyczna scenografia, jeden pokój, czworo ludzi, setki emocji. Temat, gra aktorska, zdjęcia - wszystko świetne. Głównym aktorem tego przedstawienia jest dialog i to on buduje obraz, który pozostaje w pamięci.
Myślę, że Rzeź mógłby nakręcić Woody Allen.

środa, 18 kwietnia 2012

wtorek, 17 kwietnia 2012

Książka, którą lubisz najmniej.

30 dni z książkami. Dzień 2, czyli książka, którą lubisz najmniej.

Myślałam, myślałam i mało wymyśliłam. Jedyne tytuły, które przychodzą mi do głowy, to "Dziennik Bridget Jones" Helen Fielding i "Cena wody w Finistere" Bodil Malmsten. Obie książki są nudne.
Pierwsza uwłacza kobiecie, choć podobno wiele kobiet identyfikuje się z książkową Bridget i, podobno, jej perypetie są zabawne. Mnie nie śmieszyły, ale mam specyficzne poczucie humoru i kabarety też rzadko mnie śmieszą, więc się nie znam. Czytanie o tym, ile kalorii można zjeść na śniadanie, a ile się, niestety, zjadło, to strata cennego czasu. Wiem, że upraszczam i powieść ma głębsze dno, ale mnie nie przekonuje i nie dała mi szansy na to, bym zapałała chęcią odnalezienia tych ukrytych prawd.

O "Cenie wody w Finistere" pisałam tutaj, więc nie będę się powtarzała. Bodil Malmsten napisała suchą i pełną goryczy relację z miejsca, które podobno ukochała. Beznadziejne.


O książkach, których nie doczytałam, nie wspominam. Chodzi chyba o to, by napisać o takich, które się nie podobały, a mimo wszystko dotrwałam do końca. Jakimś cudem...

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Twoja ulubiona książka.

Łatwiej o mobilizację, gdy się człowiek w coś zaangażuje. Postanowiłam zatem wrócić na, pozostawione odłogiem, blogowe łono i zająć się wyzwaniem pt: 30 dni z książkami, na które ostatnio tu i ówdzie trafiam. Będę musiała myśleć nad odpowiedziami, formułować sensowne zdania i regularnie klikać. Tego potrzebuje mój rozleniwiony umysł. Przynajmniej tak mi się wydaje...

Dzień 1, czyli moja ulubiona książka. 

Nie mam zbyt wielu ulubionych książek. Wbrew pozorom, większość literatury, o którą się potykam, to dobre, przyjemne w odbiorze historie, do których na pewno nie wrócę.
Ta "ulubioność" zmienną jest - z wiekiem pewne historie przestają tak bardzo poruszać i właściwie ciężko stwierdzić, dlaczego w pewnym okresie życia stały się dziełem niemal kultowym.
Dawno nie czytałam "Wielkich ciężarówek..." Marty Fox i kiedyś znajdę czas, by do nich wrócić. Zakupiony przez licealistkę egzemplarz zamazany jest czerwonym flamastrem, ozdobiony wpisami i notatkami, wykrzyknikami i znakami zapytania. Dziś patrzę na to ze zgrozą, bo wyrosłam z pisania po książkach, ale te wszystkie słowa i podkreślone zdania o czymś świadczą, coś znaczyły. Podobnie zresztą wygląda "Lolita" Nabokova i "Tego lata, w Zawrociu" Kowalewskiej.
Arturo Perez - Reverte jako pierwszy wprowadził mnie w fascynujący świat bibliofilii i tego mu nie zapomnę. "Klub Dumas" czytałam z wypiekami na twarzy i wciąż uważam za jedną z najlepszych powieści, z którymi dane mi było obcować.
Atramentowa trylogia Cornelii Funke to cykl świetnych, pełnych przygód i niebezpieczeństw, książek dla młodzieży, w które wpadłam i z żalem zamykałam trzeci tom. Lepsze to niż perypetie Harry'ego Pottera, choć i te lubię.
Literatura podróżnicza to temat na osobny rozdział i tu bardzo ciężko wybrać ulubioną pozycję. Kobusowie, Kinga Choszcz, Martyna Wojciechowska to tylko nieliczne nazwiska ludzi z pasją, którzy przemierzają świat, a potem swoje wędrówki opisują tak, że w moim sercu rodzi się bardzo brzydkie uczucie - zazdrość.
Jeszcze "Egzamin" Cortazara i "O sztuce. Eseje o ekstazie i zuchwalstwie" Jeanette Winterson. Cortazar to Cortazar - albo się lubi jego niespieszny opis codzienności i długie człeków gadanie, i doszukiwanie się istoty opowieści między wierszami, albo się jego twórczości nie ogarnia. Mnie pisarstwo Cortazara wytrąca z równowagi, ale zdania, które znajduję na kolejnych stronach jego powieści i opowiadań trafiają w moje widzenie świata.
Jeanette Winterson jest przede wszystkim autorką niezłych powieści, ale mnie najlepiej czytało się jej eseje. Trochę w stylu Anne Fadiman, więc jeśli ktoś lubi "Ex Libris", polecam.

Jak widać, nie potrafię wybrać jednej ulubionej książki. Uważam, że to sztuka i gratuluję każdemu, komu się udała. Patrzę na obrazek poniżej i tak sobie myślę, że najczęściej wracam do książek o podróżach, przeglądam fotografie, podczytuję fragmentami. Łatwiej zatem byłoby mi wybrać ulubiony typ literatury, a nie tę jedną, jedyną, najlepszą z najlepszych...



poniedziałek, 12 października 2009

Kafka i Orwell u Saramago (Jose Saramago "Wszystkie imiona")

Laureat Nagrody Nobla za rok 1998.

Nie znałam twórczości Saramago i nie miałam pojęcia, jakiego typu to twórczość. Sięgnęłam po "Wszystkie imiona", ponieważ tylko tą książką dysponowała biblioteka. Czuję się usatysfakcjonowana lekturą, choć była nieco klaustrofobiczna.

Pan Jose, pracownik Archiwum Głównego Akt Stanu Cywilnego, to pięćdziesięcioletni samotny i zamknięty w sobie mężczyzna. Prowadzi nudne życie, a jego jedyną rozrywką w codziennej rutynie jest zbieranie wycinków z prasy z artykułami i zdjęciami sławnych ludzi. Większość czasu skromny kancelista spędza w pracy - miejscu surowym, mrocznym, w którym absurdalny regulamin zakazuje odwracania wzroku w trakcie rozmowy z kustoszem. Pan Jose jest pracownikiem idealnym. Do czasu...
Pewnego dnia trafia na kartę nieznajomej kobiety i, mimo braku racjonalnego wytłumaczenia, zaczyna się nią przesadnie interesować. Poszukiwanie informacji na temat 36 - letniej rozwódki sprawia, że z sumiennego i kompetentnego urzędnika pan Jose przeobraża się w roztargnionego, niewyspanego kancelistę, któremu zdarza się pomylić.

Dlaczego bohater tak bardzo interesuje się życiem tej kobiety? Dlaczego właśnie karta tej nieznajomej wzbudziła w nim ciekawość? Może nie ma znaczenia, że to ta kobieta? Może chodzi tylko (albo aż) o to, że w tym pustym życiu najwyższy czas zrobić coś absurdalnego, co wykracza poza logiczny schemat? Może na pana Jose spłynęła tego świadomość, gdy trzymał w dłoniach kartę tej kobiety? Może to przypadek?

Dziwna jest ta książka, ale wciągająca.
Skojarzenia z Orwellem i Kafką nasuwają się mimowolnie, ale głębiej tego nie analizowałam.

4/6

czwartek, 17 września 2009

Janet Fitch "Biały oleander"

Literacki debiut Janet Fitch to mocna, odważna i bolesna historia dojrzewania.

12 - letnia Astrid zostaje sama, gdy jej eteryczna i narcystyczna matka trafia do więzienia. Ingrid Magnussen zabiła kochanka, a właściwie to nie ona popełniła zbrodnię, ale wiatr - podmuch wiatru obudził zmysły i nakazał mordować. W ten sposób Ingrid - poetka tłumaczy sobie świat. Tak opowiada o nim Astrid.
Matka odchodzi, a córka zaczyna przyspieszony kurs dojrzewania, tułając się po kolejnych rodzinach zastępczych.
Janet Fitch prezentuje paletę chorych matek zastępczych. Na usta ciśnie się pytanie: czy w Ameryce nie ma kobiet, które nie piją, nie biją, nie głodzą, nie strzelają, nie popełniają samobójstw, nie kradną??? Czy nikt nie kontroluje domów, do których trafiają osierocone dzieciaki?
Odpowiedź na te pytania nie jest sednem powieści, ale trudno ich sobie nie zadać. Astrid mieszkała w kilku domach, ale tylko w jednym zaznała ciepła i miłości. W świecie Claire czuła się ważna. Po raz pierwszy nie stała w cieniu matki, nie asystowała przy jej triumfach, ale to na niej skupiało się zainteresowanie. Astrid pokochała Claire, ale Claire nie kochała samej siebie. Tragedia od samego początku wisiała w powietrzu...

Smakowałam tę powieść. Każde przeczytane słowo. By zapamiętać.
Tuliłam Astrid, tak jak ona tuliła w dłoniach nadzieję.
Doskonała powieść psychologiczna. Skomplikowana. Pełna zakamarków. Dobitna.
Świetna.

6/6

sobota, 12 września 2009

Jeffery Deaver "Błękitna pustka"

"Błękitna pustka" odsłoniła przede mną mroki internetu. Surfuję po sieci, ale nie jestem sama. Setki, tysiące, miliony użytkowników klikają w tym samym momencie. Świat cyberprzestrzeni, zwany również "błękitną pustką", pochłania istoty ludzkie, osacza je i wciąga w swoje gry.

To druga, po "Pustym krześle", książka Deavera, którą przeczytałam. Obie wciągające. W obu autorowi udało się mnie zaskoczyć, gdy myślałam, że nic nowego się nie zdarzy i wszystko już zmierza ku szczęśliwemu rozwiązaniu zagadki.

W "Błękitnej pustce" Deaver opisuje świat hakerów, crackerów, cybermaniaków. Rzeczywistość ludzi, których codzienne życie niewiele ma wspólnego z rzeczywistością zwykłych użytkowników internetu. Hakerzy spędzają całe godziny na klikaniu w klawiaturę, zapijając zmęczenie dużymi dawkami napojów energetycznych i kawy. Ich świat to świat maszyn. Potrafią dostać się do najbardziej chronionych rządowych systemów, pestką jest więc dla nich uzyskanie informacji na temat szarego użytkownika Internetu.
Prawdziwy haker łamie coraz trudniejsze kody i hasła dla satysfakcji (świadomość, że się udało, jest wystarczającą nagrodą). Obok hakerów istnieją jednak crackerzy, którzy potrzebują czegoś więcej, by poczuć zadowolenie. Włamują się do systemów, by narobić bałaganu, by uzyskać informacje "po coś", osaczają cywili (choć święte prawo hakerów głosi, że cywili się nie rusza, bo i po co...).
Bohater powieści jest crackerem i socjopatą, a to mieszanka wybuchowa, której efektem jest śmierć niewinnych ludzi. Stają się oni częścią gry. Zabawa w zabijanie przenosi się ze świata wirtualnego do świata realnego. Odpowiednie organy ścigania rozpoczynają śledztwo, ale bez pomocy dobrego hakera nie zajdą daleko, więc pojawia się Gillette...

Ciekawa i wciągająca fabuła i nagłe zwroty akcji gwarantują przyjemność czytania. Po raz drugi Jeffery Deaver mnie nie zawiódł.

4/6

czwartek, 3 września 2009

Anne Stuart "Czarny lód"

Ta książka to gotowy scenariusz filmowy. Niestety, tego typu filmów jest mnóstwo i do wybitnych nie należą.
Chloe tłumaczy książki dla dzieci i jej atutem niewątpliwie jest znajomość wielu języków. Tęskni za seksem i przemocą, jak sama często powtarza, bo życie w Paryżu zdecydowanie nie jest tak atrakcyjne jak jej się wydawało, gdy uciekała z Ameryki. Chloe z zazdrością przygląda się ekscesom swej atrakcyjnej współlokatorki, choć uważa Sylvię za płytką i głupiutką.
Życie, a raczej wspomniana lokatorka, podsuwa jej możliwość przeżycia przygody, która zaspokoi zapotrzebowanie Chloe na, wspomniane również, seks i przemoc. I przyniesie w prezencie coś jeszcze.
Na początku nic na to nie wskazuje. Zlecenie, którego podejmuje się bohaterka (na prośbę Sylvii), wydaje się strasznie nudne. Zjazd biznesmenów, na którym Chloe ma pracować jako tłumaczka, odbywa się w miejscu odludnym. To, oczywiście, sprzyja różnym dziwnym i niebezpiecznym sytuacjom. Takich na pustkowiu nie zabraknie, a rozpaczliwie nudni biznesmeni okażą się...
i tu zamilknę, by nie zdradzać fabuły tej, chciałoby się napisać, wyjątkowo ciekawej i trzymającej w napięciu książki. Przykro mi, choć wcale nie powinno, ale powieść jest przewidywalna do bólu. Poza tym więcej w niej wzdychania do przystojnego przestępcy, miotania się między fascynacją nim a przerażeniem jego osobą niż sensacji.

3/6

czwartek, 27 sierpnia 2009

Preethi Nair "Sto odcieni bieli"

Głównych bohaterów tej powieści poznajemy w Indiach - kraju niezliczonych antytez: szczęścia i smutku, biedy i bogactwa, dostatku i głodu, pobożności i dekadencji (s.271). Tu Nalini zakochuje się w Raulu, tu na świat przychodzą ich dzieci - Maja i Sacin. Indie Nair pachną korzennymi przyprawami, drażnią nos pikantnymi aromatami, mają słodko - gorzki smak.
Bohaterowie szybko uciekają do Londynu, w którym ojciec zadomowił się na dobre. Dzieci nie mają większych problemów z aklimatyzacją, zafascynowane smakiem frytek i tostów. Jedynie Nalini nie przekonuje europejskie życie - zorganizowane, ułożone, samotne. Brakuje jej chaosu indyjskiego świata, ulicznych sprzedawców targujących się do upadłego, uskakiwania przed rikszami. W Anglii ludzie żyją osobno, zamykają drzwi od środka. Szaro, buro, nijako. Nawet deszcz padał tu bez przekonania (s.96). Nalini szuka w codzienności kolorów, gotuje bez opamiętania, by zachować zdrowe zmysły. Wkrótce los wystawia ją na ciężkie próby, a przygotowywanie jedzenia okazuje się sztuką magiczną - pasją, która pozwala żyć.
Losy rodziny Kathi poznajemy dzięki dwóm kobietom: Nalini i Mai. Każda z nich chce dobrze dla drugiej, każda widzi świat trochę inaczej. Trudne są ich relacje, pełne bólu i niepotrzebnych oskarżeń. Maja opuszcza rodzinny dom i zaczyna samodzielne życie w Hiszpanii. Jako dorosła kobieta wyrusza do Indii, gdzie dokonuje się w niej przemiana. Maja czuje, że wróciła do domu - kolory i zapachy Indii przypominają jej rodzinny dom w Londynie.
Historia Nalini, która na obcej ziemi "zbudowała" dom, pokazuje, że życie nie karze, tylko uczy puszczania w niepamięć, rozstawania się ze wszystkimi swoimi lękami, żeby lęki nie stały się tobą (s.327).
To powieść o przebaczeniu. To książka o tym, że jedzenie może uzdrawiać, ale jeśli gotuje się ze złą wolą, jedzenie może wywołać katastrofalne skutki (s.67). To historia miłości.
Preethi Nair opisała bogaty świat ludzkich emocji smakowicie i ciepło. Momentami jej powieść przypominała mi historie, stworzone przez Marshę Mehran. Powoli staję się wielbicielką opowieści wyczarowanych z codzienności i smaków życia.

5.5/6
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...