czwartek, 13 czerwca 2013

Jeden dzień w Paryżu.

Ellen Sussman
Lekcje francuskiego
Wydawnictwo Literackie 2012


Powieść Sussman okazała się przyzwoitym i interesującym czytadłem, choć przyznaję, że nie dawałam jej wielkich szans i myślałam, że będzie to jedna z tych książek, które rozczarowują.
Jednak lektura Lekcji francuskiego przyjemnie skojarzyła mi się z filmami Richarda Linklatera, a spacer uliczkami Paryża wprowadził w dobry nastrój. Kiedy dodam do tego ciekawe opowieści szóstki bohaterów, powstanie smaczny koktajl, który rozbudzi apetyt na więcej...

Bardzo lubię książki Anny Gavaldy - francuskiej pisarki, której twórczość skupia się na międzyludzkim dialogu, spotkaniach, emocjach. Autorka zmusza czytelnika do refleksji, ale równocześnie pozwala mu się odprężyć i rozkoszować słowem pisanym.
Nie będę porównywać Gavaldy i Sussman, ale warto wspomnieć, że amerykańskiej pisarce udało się uchwycić klimat francuskich kafejek, a jej bohaterowie rozmawiają ze sobą szczerze, choć półsłówkami. W tym niedopowiedzeniu obu autorkom udało się spotkać i może dlatego podczas lektury Lekcji francuskiego myślałam o książkach Gavaldy.

Jeden dzień w Paryżu. Sześć historii, które odsłaniają zagubienie, samotność, pragnienie miłości i czułości. Krótkie dialogi. Momentami rozpaczliwe. Flirt i ucieczka przed codziennością. Potrzeba towarzystwa i zaspokajanie popędów. Zachłanność na Paryż, któremu nie wypada się opierać.

Historie jakby niedopowiedziane, ale to ogromny atut tej powieści, która (wbrew przypuszczeniom) zauroczyła mnie klimatem i mądrym dialogiem.


sobota, 8 czerwca 2013

Zapach sosu pomidorowego.

Peter Pezzelli
Kuchnia Franceski. Poczuj atmosferę słonecznej Italii
Wydawnictwo Literackie 2010


Bardzo chciałam poczuć atmosferę słonecznej Italii, wzruszyć się, uśmiechnąć...
Obietnice wydawcy okazały się jedynie chwytem reklamowym, ponieważ Kuchnia Franceski nie pachnie, nie smakuje, nie porusza i nie śmieszy.

To nie jest nieciekawa lektura. Może zainteresować, bo historię Pezzelliego, choć przewidywalną, dobrze się czyta. Konserwatywnie myśląca i nieco despotyczna Franceska nie wzbudziła mojej sympatii. Tytułowa bohaterka to kobieta samotna, która wychowała troje dzieci, doczekała się wnuków, a w jej domu zawsze był ciepły posiłek, czym się szczyci i regularnie o tym przypomina. Szczególnie zapracowanej mamie dwójki dzieci, do domu której trafia po przeczytaniu ogłoszenia w lokalnej gazecie. Franceski nie cieszy zasłużona emerytura - potrzebuje zajęcia, które wypełni pustkę codziennych dni. Zostaje nianią jedenastoletniej Penny i dziewięcioletniego Willa. Początkowo nieufne dzieci Franceska "kupuje" domowymi obiadkami i smakołykami. Te pachnące rarytasy stanowią nie lada atrakcję dla, przyzwyczajonych do mrożonek, dzieciaków. Robi się słodko, mdło i coraz mniej ciekawie. Zbuntowane dzieci powoli przestają się buntować. Rozchwiana emocjonalnie Loretta, czyli pracodawczyni starszej pani, zaczyna dostrzegać jasne strony życia i wykazuje chęć zgłębienia sztuki kulinarnej. Franceska uwielbia tę rodzinę, czuje się spełniona, znowu ma dla kogo gotować, itd.

Krzepiąca historia, ale banalna. Czuję się tym bardziej rozczarowana, że długo "polowałam" na tę książkę. Mój apetyt rozbudzony został przez liczne pozytywne recenzje i, nie ukrywam, pięknie sformułowany opis na okładce powieści. Widać, nie taką prostą sprawą jest poczuć atmosferę słonecznej Italii w zimnej i zaśnieżonej Anglii.

czwartek, 6 czerwca 2013

Wyjątkowe spotkanie z Szymborską.

Wisława Szymborska
Nowe lektury nadobowiązkowe 1997 - 2002
Axel Springer Polska, 2007 (seria Dziennika: Dzieła Najwybitniejszych Noblistów)


Czemu wcześniej do ręki tej książki nie wzięłam, choć wiedziałam o jej istnieniu?
Nie pamiętam, kiedy ostatnio przeczytałam książkę jednym tchem.
Cudne są te krótkie felietony, słusznie nazywane komentarzem na temat przeczytanych przez autorkę lektur.

Lubię Szymborską. Jako poetkę lubię, a to nie takie oczywiste. Po pierwsze, nie ma przymusu lubienia noblistów. Po drugie, nie przepadam (od zawsze) za poezją. Panią Wisławę lubię bardzo i jako poetkę, i jako człowieka, który miał ogromny dystans do życia i bycia wielowymiarowo pojętego.

Nowe lektury nadobowiązkowe (zaczynam więc od końca) to obowiązkowa lektura dla wszystkich, którzy uwielbiają czytać książki i znajdują niebywałą przyjemność w czytaniu o książkach. Ten zbiór felietonów z lat 1997 - 2002, które ukazywały się na łamach Gazety Wyborczej, to spotkanie z Szymborską lapidarną, zabawną, spostrzegawczą. Dobór lektur, trzeba przyznać, dość oryginalny, ale z drugiej strony świadczący o tym, że poetkę interesowało wszystko (dosłownie) i żaden temat nie był jej straszny. Na większość z wybranych przez noblistkę książek nie zwróciłabym uwagi, ale autorka pisze o Dynastiach świata Morby'ego czy o Gadach Trepki tak interesująco, że, czytając, nie można złapać tchu.

Nie mogę pochwalić się znajomością komentowanych przez Szymborską książek (czytałam jedną - Wszystko, co minęło Mii Farrow), ale nie przeszkadzało mi to wcale w delektowaniu się tekstem. No dobrze, nie delektowałam się, pochłonęłam w jeden wieczór tę niewielką, ale cudowną, pełną treści, miejscami zabawną książkę. I chcę więcej, więc Lektury nadobowiązkowe przeczytam już, zaraz...i pozostanie niedosyt i żal, że kolejnych felietonów nie będzie.

Widać, że Szymborska beletrystyki wiele nie czytywała. Sięgała raczej po biografie i literaturę popularnonaukową. I wspaniale potrafiła swe lektury opisać. Nie streszczała, nie krytykowała (wychodziła z założenia, że każdy lubi co innego, a skoro książka pojawiła się w obiegu - to znaczy, że komuś przypadła do gustu), nie analizowała zanadto. Czytając felietony, ma się wrażenie, jakby poetka siedziała obok i po prostu opowiadała o lekturze, stosując przy tym dygresje i przywołując zabawne anegdoty z życia własnego oraz przyjaciół. Wspaniale się tego "słucha"...

środa, 5 czerwca 2013

chwila.

Planowałam napisać kilka słów o przeczytanej książce, ale nie dam rady sklecić sensownego tekstu.
Jest zdjęcie, które bardzo lubię.


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Camilla Lackberg "Fabrykantka aniołków" (Czarna Owca, 2012).


Ostatnimi czasy, zamiast czytać, oglądam Sztukę czytania. Podglądam cudze biblioteczki, chłonę słowa i wspomnienia. To nie tak, że wszystkie zbiory są dla mnie ciekawe, ale samo patrzenie na półki zastawione książkami sprawia przyjemność.

Sagę Camilli Lackberg skończyłam czytać jakiś czas temu. Ostatni (?) tom okazał się równie interesujący jak poprzednie, a spotkanie z Patrickiem, Ericą, Martinem i innymi udane. Lackberg pisze według konkretnego schematu: od Księżniczki z lodu do Fabrykantki aniołków mamy dwa plany czasowe, mniejszą lub większą tragedię rodzinną i śledztwo kryminalne, które ściśle łączy się z tajemniczą historią sprzed lat.
Bardzo fajnie zbudowana fabuła, lekkie pióro, ciekawa opowieść (szczególnie ta z przeszłości) i grono interesujących (i jednocześnie całkiem zwyczajnych) bohaterów sprawiły, że każdy kolejny tom czytałam z wielką przyjemnością. I chętnie sięgnęłabym po dziewiąty, dziesiąty...

Teraz, na osłodę, wypożyczyłam Zamieć śnieżną i woń migdałów Lackberg.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...